CZEREP RUBASZNY I EUROPA
Zdumiewające! Jakiż żywotny jest ten dziesięciomilionowy naród już od kilku dziesiątków lat pozbawiony własnej elity przywódczej, prawie nie mówiący własnym językiem, nie znający własnych dziejów. Jak ten naród, który w swej polityce na przestrzeni całej swej tysiącletniej historii nie znał despotyzmu, agresywności i absolutyzmu, ten naród, którego terytorium było areną wszystkich wojen światowych, obcych absolutyzmów i despotyzmów, naród wielekroć redukowany o jedną czwartą, o jedną trzecią, o połowę - jakim cudem ten naród przetrwał?" - tak w najnowszym, dwunastym już numerze "Krasnogrudy" pisze Siarhiej Dubawiec.
Ów naród to Białorusini. I właśnie Białorusi poświęcony jest cały numer "Krasnogrudy", pisma Małych Ojczyzn Europy Środkowowschodniej, wydawanej przez Pogranicze Sztuk, Kultur, Narodów w Sejnach.
Czytamy tu o rzeczach ważnych i interesujących. Bowiem grudniowa "Krasnogruda" to rozpisana na wielojęzyczne głosy rzecz o poszukiwaniu tożsamości, o odkrywaniu Białorusi dla siebie, o białoruskich lękach i tęsknotach, wreszcie o rodzeniu się świadomości wolności narodu.
Jaka jest więc ta Białoruś?
Siarhieja Dubawca od jakichś 15 lat, od kiedy uświadomił sobie, kim jest - prześladuje wrażenie odchodzenia. Mówi: "Gdy zastanawiam się nad moim narodem, nad Białorusinami - pierwsze moje doznanie, pragnienie, azymut to przede wszystkim poczucie nieadekwatności i pragnienie odejścia. Azymut - wolność. Białorusini bowiem odchodzą. Skąd? Dokąd? Jakim szlakiem?". I konkluduje: "Przez dziesiątki lat zniszczono wieś - kosmos narodu. Ale oto przed paroma laty Białorusini jęli ponownie ukazywać się na arenie wydarzeń, chociaż w zasadzie powinni przestać istnieć."
Z kolei Sokrat Janowicz, polsko-białoruski pisarz mieszkający w Krynkach na Białostocczyźnie, pisze o Białorusi jako o zjawisku europejskim: "Europą jest wszystko to, co znajduje się poza Rosja. Także Białoruś". Pisze też o człowieku, niezwykle ważnym dla Białorusi i dla Polski - Jerzym Giedroyciu, dzięki któremu Janowicz po części odkrył dla siebie Białoruś: "Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z »Kulturą«. Od razu znalazłem się pod wrażeniem tematyki białoruskiej i akcentowania jej wagi w roztrząsaniu problemów polskich. To było oszałamiające odkrycie. Nie przypuszczałem, że białoruski okrawek olbrzymiego Związku Radzieckiego może się okazać tak istotny. (...) I tu nagle »Kultura« z tekstami, z których wynikało, iż nie jesteśmy wcale poczciwinami z głodowymi zaciekami na policzkach i dość pustymi czerepami rubasznymi?!...".
No więc jaka jest Białoruś? Wyłania się tu z pięknych wierszy Alesia Riazanau, Alesia Czobata, Natalii Arsieńniewej i Jana Czykwina. Z przejmujących, ale też i czasem humorystycznych, metafizycznych przypowieści Wasila Bykaua. Z opowiadań Siarhieja Astrawca. Z metaforycznych makabresek Ihara Sidaruka.
Fragment Białorusi to też Grzybowszczyzna, w której wokół proroka Eliasza Klimowicza kilkadziesiąt lat temu skupili się jego wyznawcy, tworząc jeden z najpiękniejszych pod słońcem mitów, i o której niezwykle pisze Krzysztof Czyżewski. Białoruś to też słynny malarz Leon Tarasewicz, na co dzień mieszkający w Waliłach pod Gródkiem, i publicysta Sokrat Janowicz, którego Siarhiej Dubawiec ciepło nazywa Syzyfem uparcie toczącym w górę kamień...
I wielu, wielu innych.
Są w dwunastym numerze i inne ciekawe rzeczy: fragmenty feerycznej komedii Tadeusza Słobodzianka pt. "Towarzysz Chrystus, czyli sen pluskwy", raport o mniejszościach narodowych na Grodzieńszczyźnie, "Wypiski z notatek" redaktora Jerzego Giedroycia. Gorąco polecam.
Monika Żmijewska "Gazeta Wyborcza", 6-7 stycznia 2001
PODRÓŻE ZA HORYZONT
Ludzie wiedzą, że ziemia jest okrągła, choć zwykle żyją tak, jakby była płaska, a za horyzontem nie było już świata - pisze białoruski poeta Uładzimier Niaklajeu. "Taka jest prawda: kogo obchodzi, że gdzieś za nieboskłonem nabrzmiewa problem białoruskości?" - pyta retorycznie w poświęconym problemom Białorusi i białoruskości numerze Krasnogrudy. Wycieczka za horyzont przynosi doświadczenie nieoczekiwanego literackiego i intelektualnego bogactwa, zarówno jeśli chodzi o utrzymane na wysokim poziomie - pozbawione martyrologicznego i histerycznego tonu - refleksje publicystyczne, eseistykę tak znakomitych autorów, jak Joanna Tokarska-Bakir i Sokrat Janowicz, czy obszerną część literacką. Dzięki szerokiemu spektrum autorów, niejednokrotnie sporo oddalonych od polsko-białoruskiej granicy, śledzimy różne optyki i diagnozy białoruskiej współczesności.
Moment historyczny, w jakim znajduje się państwo Białoruś i świadomość narodowa jego mieszkańców, został przedstawiony jako stadium rozwoju między BSSR a Republiką Białoruś, między członkiem internacjonalistycznego związku a podmiotem w międzynarodowej wspólnocie. Stąd też wypływa szczególny rodzaj optymizmu zamieszczonych tu publikacji. Narodowe państwo białoruskie przez wielu jeszcze do dziś postrzegane jest w kategoriach politycznego incydentu, niechcianego i upośledzonego dziecka, które nie jest w stanie samodzielnie żyć. Mimo to każdy spis ludności wykazuje, iż mieszkańcy Białorusi, pozbawieni znajomości historii, języka, wolnego dostępu do współczesnej białoruskiej kultury i literatury, pozbawieni w końcu elity przywódczej, uparcie deklarują białoruską narodowość. Siarhiej Dubawiec pisze o "świadomości genetycznej" Białorusinów. Narodowości nie da się odmienić, białoruskość staje się sprawą genów, przodków, którzy zasadniczo różnili się od Rosjan i Polaków. Ów fenomen rodzenia się narodu z narodu (czy raczej narodów) przedstawia łączący białoruską starożytność i współczesność szkic Sokrata Janowicza.
Bogata, zajmująca niemal połowę objętości pisma, część literacka mówi wiele o miejscu sztuki w kręgu białoruskich spraw. Charakteryzując sytuację pisarzy reprezentujących mniejszość narodową Janowicz pisze: "Chcąc tego, czy nie, są oni wprost popychani przez adresatów swej twórczości do odgrywania roli liderów narodowości, bycia sumieniem narodu (...)". Stąd "luksus kapłaństwa słowa" łatwo zastąpić znacznie bezpieczniejszym (niezwiązanym z niebezpiecznym, wysokim i narowistym koniem sztuki) luksusem "kapłaństwa" narodowego. Czytając białoruskich pisarzy, dostrzega się to niebezpieczeństwo, jak też i próby uniknięcia go. Dość powiedzieć, że sam Sokrat Janowicz, obecny w kolumnach publicystyki i eseju, nie wzbogaca swą prozatorską twórczością nakreślonego przez Krasnogrudę pejzażu białoruskiej literatury. Znajdujemy w nim postaci inne: od klasyków (Arsieńniewa, Bykau), twórców średniego pokolenia (Razanau, Czobat), przez pisarzy i eseistów polsko-białoruskich obrzeży (Czykwin, Słobodzianek, Plutowicz, Seniuch, Pawluczuk), po białoruską awangardę (Astrawiec, Sidaruk, Mort, Wiszniou). Sprawia to wrażenie próby przedstawienia względnie pełnej panoramy współczesnej białoruskiej literatury, próby - należy dodać - na ile to możliwe udanej.
Wracając do charakterystycznego problemu "narodowego kapłaństwa" sztuki, trudno nie zauważyć, że ów wymiar "kapłański" udaje się tylko wówczas, gdy powstaje sztuka na odpowiednim poziomie artystycznym i intelektualnym. Wiele mówi kontrast, jaki zachodzi między przedstawionymi utworami Bykaua i Razanaua - różnica nie tylko pokoleniowa. Proza Byakaua momentami utrzymuje się na poziomie alegorii obraźliwym dla inteligencji czytelnika. (Dom na chutorze odwiedza natrętny diabeł, namawiając rodzinę do integracji z wsią. Daje spokój dopiero, gdy gospodarz ozdabia chałupę biało-czerwono-białą flagą...). Razanau dotyka spraw narodowych, wychodząc w obszary problemów uniwersalnych; podróż furmanką przez las staje się metamorfozą drogi mieszkańców tej ziemi na sąd ostateczny. Zestawienie Na chutorze Bykaua i Leśnej drogi Razanaua może więc dostarczyć materiału do refleksji nie tylko twórcom białoruskim.
Z kart pisma Krasnogruda "mówią" średniowieczne freski Cerkwi Zbawiciela w Połocku, obrazy Leona Tarasewicza, wysmakowane artystyczne projekty stron tytułowych, fotografie. (Tu, w imię jeszcze wyższego poziomu opracowania graficznego, wypadałoby zauważyć brak fotografii wschodniej Białostocczyzny. Esej Janowicza Pisarz białoruski w powojennej Polsce został nie wiedzieć dlaczego zilustrowany zdjęciami cmentarzy Grodna i Nowogródka).
Podsumowując, podróż za horyzont dzięki Krasnogrudzie odsłania pejzaż taki, jakiego podróżując szukamy: barwny i piękny, na początku obcy, który w końcu staje się bliski i w jakiś sposób nasz.
Radosław Romaniuk
"NOWE KSIĄŻKI", 24.04.2001

|