PIELGRZYMKA NA POGRANICZE
Opisując niezwykłe pielgrzymki do La Combe, Czesław Miłosz opowiadał, że kiedy za Lyonem lokomotywa zaczynała piąć się w górę, to był znak, że już niedługo dotrze do Grenoble. A potem jeszcze jeden wysiłek, trochę wspinaczki i wioska, gdzie w bardzo skromnych warunkach żył Stanisław Vincenz. Przybywano do niego, by zrzucić z siebie pośpiech i miałkość Paryża, Londynu, Nowego Jorku. W La Combe nabierało poważnego sensu zdanie Simone Weil: "Do nas należy nie przełamywać centralizację (bo narasta ona automatycznie, jak kula śnieżna, aż do katastrofy), ale przygotowywać przyszłość".
Dobrze jest mieć własne La Combe. Nawet skromniejsze, ale pozwalające otrząsnąć się z zadufanej pewności, że kultura kwitnie tylko w wielkich miastach. Zetknięcie się z pracami Ośrodka "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów", który działa w Sejnach od 1991 roku, pozwala znakomicie wyzbyć się tej arogancji. Toteż rozmaite imprezy ściągają do Sejn wielu gości. Na ich oczach toczy się skromny, a zarazem niesłychanie doniosły eksperyment: kreowania kultury jednocześnie nowoczesnej i tradycyjnej, przynoszącej poczucie tożsamości, ale bez agresji wobec tego, co inne i obce.
Udało się wciągnąć w ten eksperyment sejneńską młodzież, na letnie imprezy ściągają Litwini, Białorusini, Węgrzy... Uczestnicy rozmaitych spotkań dyskusyjnych, koncertów i działań parateatralnych uczą się nawzajem siebie, przez co znika podział na nieoświecony lud i tych, co wiedzą lepiej. Niedawno "Pogranicze" obdarowane zostało przez Czesława Miłosza prawem do korzystania z jego rodzinnego dworu w Krasnogrudzie. Od tego miejsca wzięło nazwę pismo, które jest najnowszym przedsięwzięciem Ośrodka.
Komuś, kto nie styka się na co dzień z problemami pogranicza, może się wydawać, że nie jest to pismo dla niego. Tymczasem przeciwnie - i to z dwóch naraz powodów. Po pierwsze dlatego, że - jak pisze Csaba G. Kiss - "w szerszym znaczeniu pas Europy pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem a morzem Czarnym jest również pograniczem. Nie jest to Wschód ani Zachód, ale Wschód i zachód jednocześnie. Z bogatą wielobarwnością ludów, kultur, języków i wyznań stanowi on szczególną jakość". Zamieszkujemy pogranicze, nawet o tym nie wiedząc.
Ale o "pograniczu" należy mówić nie tylko w geograficznym sensie: jest ono wszędzie tam, gdzie spotykają się ludzie uznający rozmaite wzorce kulturowe. A zatem wszyscy znajdujemy się coraz bardziej na pograniczu, bo coraz więcej wśród nas ludzi żyjących inaczej. Jest to drugi powód, by czytać "Krasnogrudę", pismo o porozumiewaniu się wbrew odmiennościom.
W pierwszym numerze wypowiedzi takich postaci, jak Czesław Miłosz, Sergiusz Awierincew, György Konrad czy Josef Skvorecky skupiają się wokół trzech zagadnień.
Pierwsze to "MAŁA OJCZYZNA", miejsce, gdzie współistnienie obok siebie rozmaitych tradycji traktuje się jako cenny skarb, a nie zgubny spadek. Czy dominujący obecnie wzorzec państwa czystego etnicznie pozwoli takie mikroregiony ocalić?
Drugie zagadnienie to "EUROPA ŚRODKA" - mit czy polityczna i kulturalna rzeczywistość? Wiele jest ostatnio działań odwołujących się do marzeń o "Europie Środka" - jak niedawny warszawski festyn polsko-litewsko-białoruski pt. "Wielkie Xięstwo" - ale zazwyczaj, jak to się właśnie z "Wielkim Xięstwem" stało, jest to w gruncie rzeczy przebieranka, sentymentalny żart, po którym wracamy do naszej zgrzebnej, ni to wschodniej ni to zachodniej codzienności. Czy tak być musi nieodmiennie.
I wreszcie trzecie zagadnienie będące być może kluczem do odpowiedzi udzielanych na powyższe pytania na łamach "Krasnogrudy". To "APOKALIPTYCZNY TON W KULTURZE": Vaclav Bolohradsky pisze, że powstaje ono wtedy, gdy ktoś zaczyna wierzyć w bezwzględną wyższość własnej idei nad innymi. "W następstwie tego masowo umierają ludzie, a nie ich idee". Rolą współczesnego człowieka jest "wytwarzać przeciwciała dla apokaliptycznego tonu w kulturze, tej niszczącej choćby...", stawiać własne prawdy w powszechnym "rynku prawa" gdzie mogą być porównane i ocenione ze swej zdolności do współistnienia z innymi racjami. W tym właśnie pomaga "Krasnogruda" pytając o szanse współistnienia naszej małej ojczyzny, gdzieś w Europie Środka.
Danuta Sosnowska, Jerzy Sosnowski
Ponadto w numerze m.in.: znakomite fotografie Marka Skorupskiego; prezentacja kilku pism z Pragi, Moskwy, Olsztyna, Wilna i Budapesztu; przypomnienie przedwojennego wileńskiego kwartalnika "Środy Literackie" oraz szokujący tekst Josefa Forbelskiego o niemieckiej koncepcji "Europy Środka" z roku 1916.
"Gazeta Wyborcza", 4.11.1993
KRASNOGRUDA
Do rodziny już istniejących w Polsce pism "kresowych" ("Odra", "Borussia", lubelskie "Kresy") dołączył teraz kwartalnik "Krasnogruda", wydawany w Sejnach. "Krasnogruda" jest almanachem czy magazynem Ośrodka "Pogranicze Sztuk, Kultur, Narodów", powstałego w roku 1991. Publiczność kulturalna miała w ciągu ostatnich 3 lat niejedną okazję słyszeć o "Pograniczu"; Ośrodek prowadzi cykliczne działania pod takimi hasłami jak "Środkowoeuropejskie Forum Kulturalne", "Spotkania Innego, czyli o cnocie tolerancji", "Pamięć starowieku" (to znaczy tradycji), "Cygańska Wioska Artystyczna".
Można by rzec, że to co wywietrzało z centrum politycznego Rzeczypospolitej - idea solidaryzmu - zawędrowało teraz do regionów. Sejneńskie "Pogranicze" jest nie tylko miejscem spotkania wielonarodowościowego (Polaków, Rusinów, Litwinów, Tatarów, Żydów, Cyganów), ale też międzyklasowego, inteligencji z chłopami - zwłaszcza w działaniach parateatralnych, "okołoobrzędowych" i w szkołach, gdzie z inicjatywy "Pogranicza" powstają tzw. "klasy dziedzictwa kulturalnego", to znaczy przyswajania folkloru. W samym kwartalniku "Krasnogruda" tendencja "solidarystyczna" znalazła co prawda niewielkie odbicie, no ale to pierwszy numer (datowany "jesień 93"), zobaczymy, jakie będą następne.
Pismo jest okazałe, grube, dużego formatu, z fotografiami i mapami. Otwiera je rozmowa redaktora naczelnego Krzysztofa Czyżewskiego z Czesławem Miłoszem pt. "Szukanie ojczyzny". Od kiedy bogowie wygnali praczłowieka z raju, nic innego nie robi Adam czy Ulisses, tylko szuka ojczyzny. W "rodzinnej Europie" opowiadał Miłosz o tym, jak z prowincjusza przedzierzgiwał się w światowca, być może wedle reguły Sokratesa albo Seneki z "Listów do Lucyliusza": "Cały ten świat jest moją ojczyzną". W swojej ostatniej książce poeta wraca już do ojcowizny: "Szukanie ojczyzny" (taki jest tytuł książki) oznacza dla Miłosza ostatecznie imigrację do kraju dzieciństwa. W tej samej rozmowie zarysowany zostaje obraz przedwojennego Wilna jako środkowoeuropejskiej Wieży Babel języków, narodów i kultur.
W innym wywiadzie, z Györgi Konradem, Krzysztof Czyżewski pyta o szczególną rolę inteligencji w trwającej "jesieni ludów". Györgi Konrad, wybitny pisarz węgierski, autor słynnej "Antypolityki", prezes światowego Pen-Clubu w latach 1990-93 odpowiada, że jego zdaniem posłannictwo inteligencji skończyło się. Typowy człowiek idei bywa antybohaterem, odruchowo bierze stronę przegranej sprawy (w polityce jest nią strona l e w a). Lecz nowa klasa średnia potrzebuje - poza wszystkim innym - optymizmu, nie defetyzmu. Nigdzie kapitalizmu nie zbudowała lewica.
W dziale Zaułek Literacki "Krasnogruda" drukuje wielokulturową prozę Słowako-Węgra Lajosa Grendela, fragment sztuki "Bóg w dom" kanadyjskiego Czecha kvoreckiego, wiersze urodzonego w Cieszynie Zbigniewa Macheja oraz m.in. piszącej po węgiersku poetki żydowskiej z Transylwanii, Zofii Bally. Polski Białorusin, Sokrat Janowicz, w poświęconym Białostocczyźnie eseju "Moja mała ojczyzna" przypomina - wśród innych tematów - o historycznych związkach szlacheckości z ziemią, prowincją, zaściankiem. Czyni to z pewnym dystansem, jako że sam wywodzi się z plebejuszów, co z dumą podkreśla, no i nie jest Lechitą. Pogardy dla prowincji uczył centralizm i totalitaryzm; na szczęście to już historia.
W dziale Antykwarnia "Krasnogruda" przypomina instytucję wileńskich "Śród Literackich", istniejącą od roku 1927, a niedawno z inicjatywy Jerzego Giedroycia odnowioną. "Środy" miały przez pewien czas własny kwartalnik (7 zeszytów). "Krasnogruda" prezentuje wybór eseju, prozy i poezji z uwypukleniem tematów wielonarodowościowych, polsko-białorusko-litewskich.
Na mapie Europy zaznaczono w "Krasnogrudzie" położenie kilku ośrodków działań regionalnych analogicznych do sejneńskiego. Najbliżej - Olsztyn z "Borussią". W Wilnie wspólnota białoruska skupiła się wokół pisma "Naza Niwa"; z przyczyn historycznych stolica Litwy jest rzeczywistą stolicą duchową Białorusi, nie jest nią Mińsk. Moskiewscy regionaliści zorganizowali się wokół kontrowersyjnego kwartalnika filozoficznego "Droga", redagowanego przez Anatolija Jakowiewa. Jakowiew odwołuje się do myśli Bierdiajewa, który przestrzegał przed Antychrystem z Zachodu. "Krasnogruda" informuje też o transylwańskiej Lidze "Pro Europa", z siedzibą w rumuńskim Tirgu-Mures, i o praskiej "Středniej Evropie", która chce kultywować tradycje Hohenzollernów. Zatoczywszy koło wracamy do Polski: w Toruniu działa od pewnego czasu Akademia Małych Ojczyzn - agenda Fundacji Kultury Izabelli Cywińskiej - która dysponuje niemałymi zasobami pieniężnymi z przeznaczeniem na inicjatywy środowiskowe.
Wypada na koniec wyjaśnić, dlaczego almanach sejneńskiego Ośrodka "Pogranicze" ma tytuł "Krasnogruda". Wyjaśnić nie jest łatwo, gdyż Redakcja podsuwa tylko pewne sugestie, bez jednoznaczności. A więc nazwę Krasnogruda nosi podsejneńska wieś na granicy z Litwą i dwór w niej, do dziś zachowany, który kiedyś był własnością rodową Kunatów. Z Kunatów pochodziła matka Czesława Miłosza. "Mała ojczyzna" to w istocie m a c i e r z, Terra Mater (po niemiecku "mowa ojczysta" nazywa się "Muttersprache")... - Krasnogruda. "Jakie skojarzenie emocjonalne ma Pan, słysząc dzisiaj słowo ťKrasnogrudaŤ"? - zapytał w swoim wywiadzie Krzysztof Czyżewski Miłosza. "Hm. Mam dużo skojarzeń - odrzekł enigmatycznie Wieszcz - ale wolałbym tego publicznie nie ujawniać".
Maciej Cisło
"BORUSSIA", 8/94

KRASNOGRUDA EUROPY ŚRODKOWEJ
- To pewność, że w Pradze, Wilnie, Warszawie, Budapeszcie czy Siedmiogrodzie istnieje prężny potencjał intelektualny i że istnieje coś, co łączy te miejsca, popchnęła nas do powołania "Krasnogrudy" - mówił Krzysztof Czyżewski, prezes fundacji "Pogranicze" w czasie spotkania promującego pierwszy numer wydawanego w Sejnach kwartalnika.
"Krasnogruda" skierowana jest do ludzi świadomych swojego osadzenia w kulturze Europy Środkowej. Krzysztof Czyżewski zauważył, że polski system edukacyjny nie przygotowuje do życia w sąsiedztwie innych kultur. Nie przygotowuje do zrozumienia kultury i historii Białorusinów, Czechów, Litwinów, Ukraińców, Węgrów. Zdaniem Czyżewskiego, w zmieniającej się rzeczywistości umiejętność taka może być równie ważna jak znajomość marketingu czy informatyki.
Zespół redakcyjny "Krasnogrudy" to ludzie młodzi, których środkowoeuropejska świadomość kształciła się na bazie dysydenckiej eseistyki lat osiemdziesiątych. Uważają się za spadkobierców idei m.in. Milana Kundery czy Czesława Miłosza... Zdają sobie sprawę z utopijnego charakteru tamtych idei.
- To nie przypadek, że kiedy w 1989 roku nagle pojawiła się możliwość realizacji idei środkowoeuropejskiej, jej promotorzy nagle zamilkli - mówił Krzysztof Czyżewski, którego zdaniem słabość ówczesnej koncepcji polegała na tym, że była skierowana przeciwko rosyjskiej dominacji.
Jednak tak naprawdę twórcy "Krasnogrudy" doświadczyli Europy Środkowej, gdy przed kilku laty rozpoczęli swoją działalność w Sejnach.
- To perspektywa sejneńska, perspektywa polsko-litewskiego pogranicza, gdzie mieszkają również Białorusini, przesiedleni Ukraińcy, gdzie znajdują się pożydowskie pozostałości, była dla nas dotykalną perspektywą Europy Środka - mówił Czyżewski. - Dopiero tutaj zrozumieliśmy jak bardzo jesteśmy niedokształceni.
Dzisiaj redaktorzy "Krasnogrudy" stawiają sobie za cel stworzenie miejsca, w którym przedstawiciele wszystkich środkowoeuropejskich kultur otrzymaliby miejsce do wypowiedzenia się.
Pierwszy numer kwartalnika prezentuje poglądy na temat Europy Środkowej m.in. Czesława Miłosza, który jest jednym z patronów fundacji "Pogranicze", Sergiusza Awierincewa, Grigorija Kanowicza. Pismo prezentuje ponadto sylwetki i teksty po raz pierwszy drukowanych w Polsce György Konrada, Vaclava Belohradsky oraz środowisk praskich konserwatystów czy kontynuatorów tradycji rosyjskiej emigracji.
Białostockich czytelników "Krasnogrudy" zainteresuje na pewno obszerny tekst Sokrata Janowicza "Moja Mała Ojczyzna", w której białoruski literat opowiada o swoim zakorzenieniu w ziemi krynieckiej.
MARCIN RĘBACZ
"Gazeta Współczesna", 29.10.93 r.

|