Publikując
twórczość pisarzy Sarajewa w formie małych
książeczek, przyłączamy Sejny do Sarajewa, Belgradu i
Lublany, przyłączamy się do inicjatywy Radia B-92 z
Belgradu i biblioteki "EGZIL-abc" z Lublany.
Wśród autorów znajdują się pisarze, którzy
pozostali w oblężonym Mieście oraz ci, którzy udali
się na emigrację. Są wśród nich Muzułmanie,
Chorwaci, Serbowie i Słoweńcy. Reprezentują różne
wyznania. Łączy ich obywatelstwo Sarajewa, co jest
może najistotniejszym określeniem ich tożsamości.
Teksty składające się na małe książeczki powstały
podczas wojny, noszą jej piętno, próbują się z nią
zmierzyć. Są świadectwem czasu, w którym trudno jest
pisać, ale jeszcze trudniej milczeć! Te tomiki
przygotowaliśmy w ramach projektu "Zrozumieć
Bośnię". Dziękujemy Fundacji Forda i Fundacji
Stefana Batorego za pomoc. Dziękujemy Čedo Kisicovi,
tłumaczom i tym wszystkim, którzy bezinteresownie z
nami współpracowali.
Pogranicze |
 |
 |
ŚWIADECTWO PUSTOSZONEGO SARAJEWA
Przypuszczam, że wojnę w Bośni i Hercegowinie odbieraliśmy jako wydarzenie odległe w czasie. Może dlatego, że WOJNĘ odsyłaliśmy i odsyłamy do mitologii przeszłości, do kręgu spraw, które dotyczyć nas nie mogą. I tak zapewne myślało Sarajewo. Poetka tego Miasta Valeria Skrinjar-Tvrz stwierdza nie bez bolesnego zdziwienia, że zło wbrew oczekiwaniom, wyobrażeniom nie zdarza się gdzieś poza nią, poza jej ziemią istnienia, lecz wprost na niej:
Nie zdarza się to na innej planecie
ani w bajce złej czarownicy.
Zdarza się to nam,
w naszym mieście,
w naszym domu,
na naszej ławce.
Kiedy czytam wiersze i opowiadania o wojennym Sarajewie z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, z lat przecież dopiero co mijających, dociera do mnie wyraźniej, słowno-cieleśnie, że sarajewska tragedia rozegrała się w naszym wspólnym czasie tu obok. Pcha się patetyczne skojarzenie z męczeństwem okupowanej i walczącej Warszawy, ale i z odpatetyzowanym "Pamiętnikiem z powstania warszawskiego" Mirona Białoszewskiego. Jednak to nie jest ani tamto, ani to.
W literackim świadectwie sarajewian nie ma chociażby obecności wroga w postaci konkretnej narodowości czy ideologii: jest głód, brak wody, śmierć niewinnych ludzi, porażający bezsens, absurd zabijania i niszczenia. Kto jest zwycięzcą /a kto zwyciężonym /w walce skazanych na śmierć - pyta retorycznie Josip Ostri. Oblężone Miasto stało się jakąś surrealną wizją, która zmaterializowała się zbyt dosłownie. A mimo to Sarajewo walczy i broni się. Robi to poprze osoby, mające dość siły duchowej, moralnej, aby nie zatracić w sobie odruchów człowieczeństwa i nie stracić z pola widzenia dobra. Przeciwstawiać się złu to znaczy budować dobro, takie, na jakie danego człowieka tu i teraz stać.
Raportem z oblężonego Miasta można nazwać osiem książeczek sarajewskich pisarzy, opublikowanych przez Fundację "Pogranicze" w Sejnach. Jeden z nich to Josip Osti. Urodził się w 1945 r. w Sarajewie. Jego ojciec to Słoweniec, matka Chorwatka. Z jego licznych ról wymieńmy funkcję dyrektora festiwalu "Sarajewskie Dni Poezji". Wydał 11 tomów poetyckich, a w tym przetłumaczoną na wiele języków "Sarajewską księgę zmarłych" (1993). Polskie wydanie jego wierszy nosi tytuł "Wszystkie flagi są czarne". Przywołane tu sarajewskie realia przeistaczają się w tragiczną tajemnicę losu, który zaprowadza bezdomność: Żyłem w ogrodzie języka / pod dachem książki // teraz zostałem bez domu - wyznaje wprost Josip Osti. Dla niego burzenie Sarajewa to rujnowanie jego krainy dzieciństwa, o czym informują wersy podobne do kronikarskich zapisów, wręcz komunikatów: w mieście jest coraz więcej krwi / a coraz mniej chleba; spłonął budynek sarajewskiego teatru narodowego. Utwory Ostiego, jak i pozostałych pisarzy Sarajewa, w ogóle dokumentują wstrząsające wypadki w oblężonym Mieście: strach, chowanie się w piwnicach, trzymanie trupów bliskich osób w mieszkaniach ze względu na niemożność ich pochówku. Goran Simić (urodzony w 1952 r.) stwierdza na początku swojego tomiku "Płacz Sarajewa": Po tym jak pochowałem matkę uciekając z cmentarza na który / spadały granaty, po tym jak karabin brata oddałem żołnierzom / przynoszącym go w skrzydle namiotu, po tym jak zobaczyłem / pożar w oczach moich dzieci uciekających do piwnicy pełnej / szczurów, po tym jak kuchenną szmatą otarłem twarz staruszki / lękającą się że ją rozpoznam, po tym jak zobaczyłem głodnego psa / który lizał krew człowieka leżącego na skrzyżowaniu, / po wszystkim/ chciałbym pisać wiersze podobne do gazetowych komunikatów / puste i zimne (...). Simić jakby jedynie wylicza kolejne fakty bólu, zgonów, publicznego rozkładania się zwłok i wartości. Poetycką faktografię uprawia też Valeria Skrinjar-Tvrz w tomiku "Sarajewskie grafiki", gdzie Miasto nazywane jest: wielką raną, miastem świeżych grobów, miastem w czarnej ramie, czyli Miejscem Ciągłej Żałoby, miastem pułapką dla ludzi, ziemią obiecaną nacjonalistów.
Mieszkańcom oblężonego Sarajewa doskwiera i to: świadomość, że mówiąc słowami Zbigniewa Herberta: ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni.
Sarajewscy pisarze nie posiadają się nihilistycznej jawie. Simić oświadcza: bronię się wróble biorąc za świadków żeby / nie pochłonęła mnie pustka. Właśnie to, co najpiękniejsze i najsilniejsze w głosie Sarajewa to nadzieja, wola miłości i światła, nie tylko przetrwania jako takiego.
I tak na tomik Feridy Duraković (urodzonej w 1957 r.) "Przeprowadzka z pięknego kraju, w którym umierają róże" składają się, owszem, wiersze epitafijne. Ale kończy je znamienne opowiadanie "Każda matka to cudowne dziecko". To portret zapobiegliwej starej kobiety, czyniącej wszystko, aby jej rodzina przeżyła wojnę i powróciła do zwykłości istnienia.
Przebywanie w bombardowanym, zimnym, jałowym Sarajewie to był czas zatraty lub próby znaków jasności. Tęsknota za nimi jest zrozumiała. Jak pisze Ivan Kordić (urodzony w Blizanci koło Mostaru w 1945 r.) w swojej książeczce "Szukaliśmy domu":
Dopóki stały ponad nami
Jasności znaki - znamiona
My patrzyliśmy w ziemię
czy wzejdzie pszenica,
jak rośnie tytoń
a jak pęd winorośli
Na przykładzie "Sarajewskiego tomiku wojennego" Izeta Sarajlicia (urodzonego w 1930 r. - niewątpliwie najbardziej znanego i najpopularniejszego powojennego poety bośniacko-hercegowińskiego) widać, że umiejętność doświadczania codzienności w jej drobnych ludzkich wymiarach bez względu na szalejące zło jest bohaterstwem bodaj najtrudniejszym. Odzwierciedlają to miniatury poetyckie:
Nic piękniejszego
nad twarz babci
kołyszącej
małego wnuka
A także:
Już lipiec
a jeszcze nie słyszałem
ani jednego trzmiela
Rozpędzili je
generałowie
Zwykłość to dla poety oblężonego Miasta świętość, treść marzeń. Proste i bolesne jest posłowie Sarajlicia do "Sarajewskiego tomiku wojennego": wiem jedno: jest to mój jedyny tomik poetycki, o którym bym mógł powiedzieć, że wolałbym, abym nigdy nie musiał go napisać.
Rzecz jasna, każdy z autorów tego zestawu książeczek wnosi swoją osobistą optykę, własny zasób doświadczeń. Opowiadania Stevana Tonticia (Serba z Bośni urodzonego w 1946 r.) "Głupie twoje serce, zajączku" dopełniają sarajewskie świadectwo. Dochodzi czułość intelektualisty, widzącego w oblężonym Mieście dramatyczne absurdy. Pisarz usiłuje rozbroić je humanistycznym humorem i autoironią. Na przykład w tuszy zająca, sprzedawanej za horrendalną sumę na bazarze, dostrzega siebie, każdego cywila Sarajewa, narażonego wszędzie i zawsze na strzały snajperów. Dawanie moralnego świadectwa to zasadniczy cel pisarza, który modli się: Boję się, Panie - żebyś nie został bez świadków.
Jedynym literackim dokumentem jakby z oddalenia jest tomik "Mojemu listonoszowi z wyrazami miłości" Mariny Trumić (urodziła się w Belgradzie, ale do początku wojny w Bośni i Hercegowinie mieszkała w Sarajewie, aktualnie pracuje w Instytucie Filologii Słowiańskiej na Uniwersytecie Warszawskim). Drukowane tu opowiadania "Trzy kobiety" i "Dotyk" mówią o rozterkach, poczuciu winy, samotności cierpienia osoby, która znajduje się daleko od ojczyzny, gdzie toczy się wojna.
Dziś wiemy już: Sarajewo trwa. A co z oblężeniem?
Zbigniew Chojnowski
"BORUSSIA" - 14/97

|