Czy na pograniczu polsko – litewskim tożsamość narodowa – to wartość twórcza czy bariera rozwoju w warunkach zasad, jakie obowiązują w Unii Europejskiej

Jako mieszkańcy Sejneńszczyzny należymy do Euroregionu „Niemen” od 1997 roku. Jest to obszar współpracy polsko-białorusko-litewskiej. My, mieszkańcy Sejn i okolic, jesteśmy w szczególny sposób odpowiedzialni za stosunki polsko-litewskie. Od 1 maja 2004 roku żyjemy w realiach nowej, zintegrowanej Europy. Czy jest to bariera w rozwoju Sejneńszczyzny, czy może wielka szansa, którą powinniśmy jak najlepiej wykorzystać?
Rozważania na ten temat należy poprzedzić krótką wycieczką w przeszłość. W historii narodów polskiego i litewskiego mieliśmy już do czynienia z próbami integracji. Tak więc unie polsko-litewskie, które w Polsce traktowane są jako niezbędna współpraca w obliczu zagrożenia, a także dowód na przyjaźń między narodami, na Litwie są odbierane jako sprzeniewierzenie się woli narodu, a Władysław Jagiełło uważany jest za zdrajcę. Litwini mają nam za złe polonizację ich narodu, której ulegała głównie szlachta i mieszczanie.


Na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to możemy mówić o faktycznym odradzaniu się narodu litewskiego z własnymi: językiem, piśmiennictwem i kulturą, Polacy, którzy w obszarach Wileńszczyzny widzieli integralną część wolnego państwa polskiego, popierali rozwój narodu litewskiego tylko w niewielkim stopniu. Proces kształtowania granic po I wojnie światowej bardziej oddalił obydwa narody, niż zbliżył je do siebie. Wydarzenia takie, jak powstanie sejneńskie czy bunt Żeligowskiego, na trwałe wpisały się w historię stosunków polsko-litewskich. Stąd też przez niemalże cały okres międzywojenny Polska i Litwa oficjalnie pozostawały w stanie wojny. Dopiero w 1938 roku doszło do nawiązania stosunków dyplomatycznych.
Po przemianach z przełomu lat 80. i 90. XX wieku, upadku komunizmu i ZSRR, Litwa powróciła na mapy świata jako niepodległe państwo. Stosunki z Polską pozostają poprawne, lecz chłodne. W świadomości Polaków i Litwinów pozostaje bagaż przeszłości, który utrudnia nawiązanie bliższej współpracy i polepszenie stosunków.

Jeszcze do niedawna oficjalne stosunki przekładały się na atmosferę panującą w społeczeństwie polsko – litewskiego pogranicza. W dniu codziennym dawało się odczuć wzajemną niechęć narodów. W Sejnach wyrażała się ona w napisach na ścianach budynków o antylitewskiej treści, wyzwiskach i nie przystawaniu z Litwinami. Społeczność litewska tworzyła na Sejneńszczyźnie hermetycznie zamknięte środowisko kultywujące własne tradycje, kulturę, używające ojczystego języka. Od kilku lat, szczególnie u najmłodszego pokolenia, można zaobserwować zintensyfikowaną integrację. Dzisiaj przyjaźń z Litwinem to już nie wstyd. Sam mam wiele kolegów i koleżanek, którzy otwarcie mówią o swojej narodowości. Co więcej – w dobrym stylu jest znać przynajmniej niektóre zwroty w języku litewskim. Szansę na edukację w rodzimym języku daje Litwinom Liceum Ogólnokształcące w Puńsku, a swoje tradycje i obyczaje poznają także dzięki działalności Litewskiego Domu Kultury w Sejnach. Młodzież polska i litewska spotyka się na licznych imprezach kulturalnych i rozrywkowych. Niechęć i uprzedzenia ustępują miejsca ciekawości. To, co nieznane, przestało przerażać. Dzisiaj młodzi ludzie interesują się historią regionu, ale zwracają szczególną uwagę na jego wielokulturowość. Mur, dzielący obie narodowości chwieje się i niewykluczone, że niedługo runie.

Granice, te na mapie i te duchowe, które rozgraniczają narody polski i litewski, po 1 maja 2004 roku nabrały innego znaczenia. Jean-Marie Domenach w swojej książce „Europa: wyzwanie dla kultury” tak oto postrzega Europę zacierających się granic: „Przechodzę na drugą stronę Renu Mostem Europejskim, nie zauważając nawet, że przechodzę z Francji do Niemiec. Kiedyś, jako dziecko, z zachodniego brzegu Renu obserwowałem przez lornetkę mego dziadka-artylerzysty manewry młodych nazistów. Dziś ogarnia mnie radość, której towarzyszy pewne zażenowanie: nie dostrzegam już granic mojego terytorium, a przecież granica (finis) zawsze była tym, co mnie określa (definit), zamyka, co przekazuje moje ograniczenia.”
Sprzeczność wynikającą z powyższej myśli analizuje Krzysztof Czyżewski w swoim eseju „Agora i Europa Środkowa”: Z jednej strony przebija radość z pokonania, a właściwie wyswobodzenia się z granic, z drugiej strony potrzeba zakreślenia granicy, która człowieka określa, stanowi o jego tożsamości. Warto wspomnieć o rezultatach badań, prowadzonych zwłaszcza wśród młodych generacji Europejczyków, które wykazały rosnącą przewagę postaw zwróconych ku zakorzenieniu nad postawami zwróconymi ku wyobcowaniu.
Czy są to jednak postawy wzajemnie się wykluczające? K. Czyżewski powołuje się na istotę ducha europejskiego, który korzeniami swymi tkwi w rozmaitości i wielogłosie. Nie wolno się wyrzec wspólnego dziedzictwa. Dążenia Europejczyków powinny zatem zmierzać do Europy regionów. Tylko ta forma zapewni docieranie do centrum, głos w kształtowaniu całości wspólnej Europy, które zakorzenione jednak pozostanie w odrębności i poczuciu własnej tożsamości.
Powstawanie małych i większych regionów w Europie jest niezbędne dla równowagi Unii Europejskiej. Oznacza ono w istocie pojawienie się autentycznych centrów znajdujących się blisko człowieka i możliwie w pełni go wyrażających. Otwarcie granic powoduje silne wyodrębnianie różnorodności i odmienności. Jest to zjawisko naturalne, a nawet korzystne: mamy bowiem do czynienia z jednością w różnorodności, która powinna stać się odpowiedzią na pytanie o kształt nowej Europy.
Pojawiają się w tej koncepcji pytania o groźbę nacjonalizmu. Nacjonalizm jednak powstał w miejscach oddalonych od centrum. Nowy kształt Europy zapewni centrum nigdzie i jednocześnie wszędzie. Istnienie zatem regionów powinno odegrać wiodącą rolę w procesie zjednoczenia Europy. To tutaj najszybciej ma szansę powstać autentyczna wspólnota zrodzona w zwalczaniu silnych odrębności, gdzie wyraźne zakreślenie granic zbiegać się będzie z uniwersalnym centrum.
Praca nad urzeczywistnieniem takiego kształtu Europy ruszyła na dobre 1 maja 2004 roku. To jednak od nas zależy, czy ze Strasburga, Brukseli lub Hagi powróci „agora” – samo serce demokracji.

Powyższe rozważania wydają się być odpowiedzią na pytania o kształt nowej Europy. Paradoksalnie, ogromny twór, jakim jest Unia Europejska, daje swoim obywatelom możliwość wyrażenia swoich potrzeb przez ośrodki regionalne. Aczkolwiek społeczeństwa państw postkomunistycznych rozwijają się i ewoluują na drodze do demokracji i wolnego rynku, ciągle jeszcze stereotypowo pojmowane są takie wartości jak władza czy kultura. Nie rozumiemy, że demokracja to władza szczególnie w naszej gminie, powiecie – władza regionalna. To regionalne ośrodki mają być blisko obywatela i rozwiązywać jego problemy. Ciągle pokutuje w społeczeństwie przeświadczenie, że „rząd w Warszawie czy Brukseli musi zrobić dla nas to i to”. Tymczasem to właśnie obywatele i władze regionalne powinny organizować nowe przedsięwzięcia, pozyskiwać środki itd.
Paradoksalnie też panują w naszym społeczeństwie niezbyt szerokie horyzonty, swoista „zaściankowość” – nie umiemy odnaleźć się w nowych realiach. Tymczasem wolny rynek, a od niedawna także Unia Europejska, otwierają przed nami szerokie horyzonty, dają ogromne możliwości. Ciągle liczymy raczej na to, że „ktoś nam da”, niż że wspólnymi siłami można zbudować lepszą przyszłość. Politykom i obywatelom Polski oraz Litwy brakuje świadomości, że „współpracować” nie znaczy „pasożytować”. Spektakularny sukces wymaga wiele pracy, ogromnych poświęceń i ustępstw, świadomego wyrzekania się błahostek w drodze do najważniejszych celów. „Żeby dostać, trzeba najpierw dać” – takie powinno być motto dzisiejszego społeczeństwa polskiego i litewskiego. Tego też uczy nas zmieniająca się Europa i wolnorynkowa gospodarka.
Owa niedojrzałość w sprawowaniu władzy, ograniczoność horyzontów i swego rodzaju nieporadność to pozostałości po erze komunizmu, która dotknęła tak Polaków, jak i, w jeszcze większym chyba stopniu, Litwinów. Pisał o tym ksiądz J. Tischner interpretując pojęcie „homo sovieticus” i jego znaczenie dla Europy postkomunistycznej. Do najważniejszych wartości w życiu „człowieka sowieckiego” należało poczucie godności. W ustroju komunistycznym najważniejszy był lud – tak przynajmniej zdawało się obywatelom. Pochodzenie społeczne oznaczało godność. Tak więc cierpiący proletariat wiedział, czego potrzebuje, miał monopol na prawdę, Przemiany z przełomu lat 80. i 90. XX wieku odmieniły sytuację: oto lud był w błędzie, a samo pochodzenie przestało świadczyć o czymkolwiek. To rozum, inteligencja i dokonane czyny świadczą o człowieku. Tłum „homo sovieticus” zaczął ponosić współodpowiedzialność za losy kraju, zaczęto go rozliczać z decyzji. Oznaczało to przywrócenie odpowiedzialności, i, co za tym idzie, godności ludzkiej.
Socjalizm przez pracę i rzekomy udział we władzy dawał obywatelom poczucie godności. Wprawdzie była ona fikcyjna, jednak dla ludzi ślepo wierzących we wszystko, co mówi partia, jej przesłania, opieka i bliskość wystarczały w zupełności. Czasami okazywało się nawet, że partia jest zbyt blisko – szczególnie kiedy pisano donosy, przeprowadzano aresztowania, prowadzono fikcyjne procesy – ale to rozumieli tylko nieliczni wyłamujący się z utartego schematu myślowego.
W wolnej Europie małych ojczyzn poczucie godności jest pojmowane zgoła inaczej. Chciałbym przytoczyć przykład „Ośrodka Sztuk – Kultur – Narodów Pogranicze” w Sejnach. Sam przez kilka lat pracowałem z panią Bożeną Szroeder w teatrze dziecięcym. Grupę stworzyły dzieci, które wzięły udział w konkursie o Sejnach. Należeli do niej Polacy, Litwini, starowierzy, zielonoświątkowcy. Grupa spotykała się z najstarszymi mieszkańcami Sejn, robiła wywiady, analizowała dokumenty, wyjeżdżała na warsztaty i spotykała się z wybitnymi osobistościami – m.in. Czesławem Miłoszem, kantorem żydowskim Maxem Furmańskim, czy, wtedy jeszcze ambasadorem Izraela w Polsce, Szewachem Weissem. Owocem jej działania jest przedstawienie „Kroniki sejneńskie” wystawiane m.in. na festiwalu teatralnym „Malta” w Poznaniu i w wielu krajach Europy. Dla mnie jednak nie wyjazdy były najważniejsze. Praca w ośrodku, oprócz dobrej zabawy, przyniosła mi moje własne „ja”. Dzięki nieustannemu dialogowi, wspólnie spędzonemu czasowi i wgłębieniu się w historię miasta odnalazłem siebie, wykształciła się we mnie pewna postawa, powiedzmy, obywatela mojej małej ojczyzny. Integracja europejska nie jest zagrożeniem dla kultury regionalnej, narodowej czy osobowości. Przeciwnie – pozwala odkryć wielokulturową jednostkę drzemiącą w każdym z nas.

Dusza Europy to słowo, które robi ostatnio zawrotną karierę. Kiedy główne kwestie związane ze strukturami politycznymi, gospodarczymi i administracyjnymi zostały już uzgodnione, kiedy 1 maja 2004 roku flagi 10 nowych członków Unii Europejskiej zostały wciągnięte na maszty w Brukseli, obok radości i nadziei pojawiły się niepokój i pytanie o wartości. W tym szeroko rozumianym kontekście terminy, takie jak kultura, religia, duchowość lub filozofia nie mogą nazwać „ducha Europy”. Czyżby zatem „dusza Europy” była tylko wzniosłym frazesem, czymś nierealnym; usilnym szukaniem wspólnych korzeni?
Metafora ta jest jak najbardziej aktualna i prawdziwa, aczkolwiek trudno na pierwszy rzut oka doszukać się wspólnej przeszłości, tradycji i duchowości Europy. Te bowiem zostały obciążone szczątkami minionych wojen, wyzysków, okupacji, fałszerstw historycznych. Jeżeli jednak, przynajmniej pokrótce, zdefiniujemy trzy „możności duszy”: pamięć, rozum i wolę, ukaże się nam obraz prawdziwej Europy wraz z jej wartościami.
Pamięć i sumienie to kwestie szczególnie drażliwe, a zarazem osobiste i wyjątkowe dla każdego narodu starego kontynentu. Są one jednak niezbędne, jeżeli spróbujemy określić swoją tożsamość. Jednym bowiem z wyróżników narodu jest historia. „Historię piszą zwycięzcy” – a ci z reguły skłonni są pamiętać tylko o tych ofiarach, które sami ponieśli, nie zaś o tych, które w rezultacie ich działalności ponieśli inni. Pamięć europejska słabła, wykruszała się, i coraz bardziej wiązała z poszczególnymi narodami.
Aby tę pamięć odfałszować, niezbędne jest sumienie. To ono da możliwość czytania dziejów także z perspektywy innych narodów. Umiejętność wczucia się w cierpienie innych i uwolnienia od ideologicznych, narodowych i wyznaniowych stereotypów poznawania dziejów jest ważnym składnikiem naszej odpowiedzialności za teraźniejszość i przyszłość. Do przemilczenia różnych epizodów historii własnego narodu i świata dochodzi nie tylko w dyktaturach. Jedynie szczery dialog może położyć kres zaczernianiu i zapominaniu. Jego owocem będzie wielowymiarowy, plastyczny i prawdziwy obraz pamięci europejskiej.
Rozum i wiara to „sztandarowe” wartości Europy. Od zarania dziejów nieśliśmy innym kontynentom ogień, który otrzymaliśmy jeszcze od Prometeusza: kulturę helleńską, cywilizację rzymską, wiarę chrześcijańską, humanizm, ideę wolności, naukowy racjonalizm, demokrację, wynalazki techniczne, rewolucje społeczne, emancypację kobiet, prawa człowieka, ochronę przyrody... Dopiero u progu trzeciego tysiąclecia pojawiła się wątpliwość, czy ów ogień nie spalił więcej, niż ogrzał lub oświetlił.
W toku dziejów stosunki między wiarą i rozumem rozwijały się i przekształcały, Jedną jego wersją był związek metafizyki greckiej z chrześcijaństwem, który legł w gruzach dając początek epoce nowożytnej. Humanistyczna kultura Oświecenia i ukształtowany na jej podłożu system demokratyczny straciły z biegiem czasu wiarygodność i atrakcyjność, gdyż nie zdołały zapobiec dwóm wojnom światowym i ofensywie reżimów totalitarnych. Mimo to papież Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” podkreśla, że związek między wiarą i rozumem musi być utrzymany; wiara bez rozumu bowiem, jak i rozum bez wiary, może się stać siłą destrukcyjną.
Wola jest od zawsze obecna w duszy Europejczyka. Chociażby wspominając nieustanną ekspansję mieszkańców starego kontynentu widzimy „wolę rozprzestrzeniania i parcia”. Dramat dzisiejszego człowieka polega jednak na tym, że instynkty, zniszczone przez historię i tragiczną przeszłość, już mu nie podszepną , co musi lub powinien robić. Zatem w duszy współczesnego Europejczyka powstaje próżnia – człowiek nie wie, czego powinien chcieć. Czyżby wyrazem „wspólnej woli Europy” był dynamiczny proces europejskiego jednoczenia gospodarczego i politycznego?
Spoglądając na minione wieki można stwierdzić, że w sercu każdego mieszkańca starego kontynentu pojawia się zakłopotanie, ale i otucha. Ukryty Bóg nie karze i nie sądzi, pozostawiając nam samym kształt wspólnej „europejskiej duszy”.

Od roku 1989 kraje Europy środkowej i Wschodniej mają realny wpływ na kształtowanie swojej gospodarki, polityki, kultury – „swojej rzeczywistości”. Podejmują się tego poszczególne jednostki działające z woli narodów, te zaś powinny z ufnością kroczyć szlakiem wytyczanym przez przywódców politycznych, intelektualistów, jak i autorytety moralne. U progu nowej rzeczywistości warto przypomnieć słowa Josifa Brodskiego: „Człowiek ma w życiu dwa wyjścia: kształtować rzeczywistość lub poddawać się jej.” Miejmy nadzieję, że jako wolne społeczeństwo pogranicza polsko – litewskiego wybierzemy drogę wspólnej pracy i zbudujemy lepszą, bezpieczniejszą i szczęśliwszą przyszłość.

Michał Gryguć
Zespół Szkół Ogólnokształcących w Sejnach
Liceum Ogólnokształcące im. Sz. Konarskiego
Klasa III b


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

LATO W POGRANICZU 2019

Od września Dwór w Krasnogrudzie czynny od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00.

W soboty i niedziele po uprzednim kontakcie telefonicznym

Bożena Bartosiewicz: tel. 603 123 743

PROGRAM

 

Koncert Finałowy Orkiestry - Lato w Pograniczu 2019. Galeria zdjęć


IRENA VEISAITĖ

Człowiek Pogranicza 2019

 

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego

Kup płytę Orkiestry

Rodzinne Skarby. Kolekcja Filmowa. 2019

 

 

WYSTAWY

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI