Dziennik Wioski Budowniczych Mostu / Dzień szósty

19 sierpnia 2015

Noc była dziś jakoś szczególnie krótka. I nie przyniosła ukojenia. W porannych rozmowach i jeszcze długo po śniadaniu dużo emocji. Trzeba z siebie wyrzucić złość i żal, smutek, poczucie beznadziei i bezsilności, wszystko to, co wyzwolił film, który zaproponowała wczoraj Jessica Kaahwa.

Uganda przybliżyła się do krasnogrudzkiej utopii i może tym większe spustoszenie ten obraz wywołał. Myśleć tu, w tej zieleni, w słońcu, cieple, w gwarze dziecięcych rozmów, śmiechu o tym, co tam? Abstrakcyjne. A jednak myśleć o tym trzeba.

 


Może właśnie tutaj, w takiej scenerii mimo wszystko o to łatwiej.

Z sali prób słychać głosy, chór zaczyna się stroić, dopasowywać do siebie tonami, barwami. Za ptasznikami powstają kolejne elementy konstrukcji na sobotnią kulminację. Most coraz wyraźniej, chociaż zygzakiem, wije się ku drugiej stronie. Wczoraj Lars Hvinden-Haug powiedział na swoim warsztacie: - Na Dalekim Wschodzie wierzono, że jeśli się je tak poprowadzi złe duchy zgubią na nim drogę. Nie wiedziałem, że trafię na to rozwiązanie tutaj.

Na wschód stąd przecież nie tak znowu daleko.

Tuż za mostem dziewczynki pod okiem Uli plotą na kole. Ola, Emilia z Sejn, Weronika z Gip, w trakcie roku szkolnego pracowni Pogranicza trochę są zawiedzione. – Wszystko nas dziś omija! Powiedz, co było na warsztacie!

Żałują, że nie było ich na drugiej części spotkania z Jessicą. Zebrał się tłum. Były dzieci i dorośli, znów razem, słychać angielski, rosyjski, polski, białoruski, ukraiński. Jessica chciała pokazać, jak na co dzień działa, o co w jej zajęciach teatralnych chodzi. Ale na początek miała dla uczestników warsztatu inne spotkanie. – Znacie się już wszyscy dobrze, prawda? – zapytała.

Po tylu dniach? Tak wielu spotkaniach, w których robili coś razem? To chyba oczywiste.

A jednak. Z prostym ćwiczeniem z powtarzaniem imienia sąsiada z prawej i lewej (duża, kilkudziesięcioosobowa grupa stoi w kole) niektórzy sobie nie radzą. Próbować trzeba do skutku. Potem kolejne zadania idą już gładko. Było przeciąganie liny, próby zdobycia fortu, niektórzy – słychać głosy - czuli się trochę jakby znów byli w przedszkolu. Ale emocje już nie towarzyszyły im tylko dziecinne. Kiedy przyszło do podsumowań, dzielenia się wrażeniami z wykonywanych ćwiczeń słychać było wnikliwe analizy. Ktoś czuł się osaczony, ktoś dumny, że drużynie (plemię Apaczy broniących się przed natarciem wroga) udało się wynegocjować, co dla niej jest najważniejsze i czego chcą bronić, ktoś jeszcze zauważył, że dobrze było pobyć z kimś blisko, poznać go przez dotyk i wspólną pracę.

Bo praca cały czas wre. Pracują stałe pracownie, ale wydarzają się też spotkania-niespodzianki. Kilkuosobowa grupa udała się na takie – ugościła ich Biruta, miejscowa zielarka, magiczka sejneńskiej kuchni. Na strychu usadziła wśród rozłożonych i rozsypanych do suszenia pąków, gałązek, liści, na dole za suto zastawionym stole (suszony ser!) i opowiadała, jak najlepiej zrobić soczewiaka, że kurze zawsze trzeba patrzeć na nogi (żółte – rosół się uda) a wszystkiego trzeba dawać o, tak, z przymrużeniem oka, że to idealna miarka. I jeszcze na drogę każdego obdarowała papierową torbą suszonych ziół.

To ich zazdrościła Jessica. – Proszę, odsyp mi trochę! – powiedziała po powrocie.

Już popołudnie, kolejne warsztaty dobiegają końca. A do Wioski przybywają nowi mieszkańcy. Można ich spotkać przy robieniu notesów – to jak rytuał wprowadzający w życie Wioski. Każdy, kto tu trafia powinien własnoręcznie przygotować taki zeszyt, zbierać w nim myśli, doświadczenia z tych kilku dni. Jak Bernadette z Norwegii. Na co dzień pracuje w swoim kraju z dorosłymi emigrantami. Tu znalazła się jako reprezentantka organizacji, która współpracuje z Pograniczem. – Trochę nie za bardzo wiem, co tu się dzieje, ale od razu poczułam, że muszę się na to doświadczenie otworzyć. A te dzieciaki, które tu są! Niesamowita jest ich energia, to pierwsze, co mnie zachwyciło. Ich szczerość, niesamowita inteligencja, to, ile wnoszą w nasze – dorosłych – myślenie.

Nad wybieraniem okładki i kartek do środka opowiada o swojej pracy, o lekkim szoku, jaki towarzyszy jej od pierwszych chwil w Krasnogrudzie. Ilan, okrzepły już mieszkaniec Wioski ją jednak rozumie. – Trochę mi zajęło, zanim pojąłem, o co Krzysztofowi i im wszystkim tu chodzi. Przede wszystkim: o otworzenie się na doświadczenie i czerpanie z własnego po to, żeby innym coś wyjaśnić, jakoś zainspirować.

Wieczorem to zadanie stanęło przed Gwen Burnyeat, pochodzącą z Anglii działaczką społeczną, pisarką i badaczką. Gwen od kilku dni czaruje opowieściami o swoich doświadczeniach, w tym zawodowych perypetiach i ostatnim, najważniejszym projekcie związanym z farmerskim kolektywem w kolumbijskiej wiosce.

W spotkanie z Mistrzynią wprowadza Krzysztof: - Dla wielu z nas była to trudna noc. Emocje z wczoraj gdzieś tam jeszcze się w nas kotłują. Byliśmy z Jessicą na pograniczu Sudanu i w Ugandzie, dziś Gwen zabierze nas w do serca obu Ameryk, do miejsca, gdzie się one spotykają. To też niełatwe miejsce – to zerwany most. Tam przerywa się Panamericana, droga wiodąca z samej północy, z Alaski aż po krańce Chile. Tam, gdzie pracuje Gwen szlak ten traci, dosłownie i w przenośni, swoją ciągłość. To, co ona próbuje zrobić to przerzucić nad tą zerwaną, szarpaną wojną domową przestrzeń, nić porozumienia.

Gwen: - Chcę wam opowiedzieć o Wspólnocie Pokoju San José de Apartadó w Kolumbii. Tam działam. To jedna z najtrudniejszych pogranicznych stref na świecie. Teren, o którym mówię jest przepiękny, bardzo różnorodny, z cudowną przyrodą, bogaty w surowce, ale i potwornie doświadczony działaniami wojennymi i toczącą się tam od sześciu dekad wojną bojówkarzy paramilitarnych z siłami rządowymi i władzami Kolumbii.

Na początku lat 90-tych rolnicy, o których opowiada Gwen znaleźli się w klinczu – bojówki paramilitarne z jednej strony, siły rządowe – z drugiej. – A oni – mówi Gwen – chcieli po prostu uprawiać swoje pola i żyć normalnie. Najprościej wyjaśnię wam ich położenie w ten sposób. Wyobraźcie sobie to uwikłanie: jednej nocy, z jednej strony lasu przychodzi do wsi bojówka i rozkazuje pod karabinami: dajcie nam wodę. Dzień później, z drugiej strony lasu nadciąga wojsko rządowe: daliście im wody! Jesteście w zmowie! Wynoście się stąd! Tak, w dużym skrócie, odbywało się wysiedlanie. Musicie też wiedzieć, że tamten czas był też czasem ogromnego, niewyobrażalnego okrucieństwa bojówkarzy. Masakrowano zwłoki, obcinano głowy i grano nimi w piłkę nożną, wszystko, żeby zastraszyć farmerów, którzy stanęli w obronie własnych pól i wsi.

To z ich determinacji – i przy wsparciu instytucji prawa międzynarodowego – udało się im ogłosić neutralność. Wspólnota, o której opowiada Gwen stanowi kolektyw samowystarczalny, bliski utopii. – To mi trochę – mówi z uśmiechem – przypomina Krasnogrudę. – Najlepiej będzie, kiedy jednak sami wam o tym opowiedzą – dodaje i zaprasza do obejrzenia filmu o uprawie kakao, którą się trudnią. Film wyprodukowała ona sama. – To nie jest wielka opowieść, to mała historia, ale myślę, że poprzez swoją moc może nabrać uniwersalnego wymiaru.

Jeden z bohaterów filmu mówi: – Robimy to, byście wiedzieli, że po to, żebyście wy po tamtej stronie świata mogli wypić kubek czekolady my musimy walczyć o życie. I często je tracimy.

I znów po projekcji wyzwoliły się emocje. Dyskusja toczyła się jeszcze długo w noc.

 


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2017 r. do 31.12.2017 r. wyniosła 292.029,67 zł.

W 2017 roku Fundacja uzyskała również kwotę 12.221,60 zł w formie wpłat z 1% podatku.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI