Dziennik Wioski Budowniczych Mostu / Dzień trzeci

Południe i popołudnie

- Kto do ziół? Kto do Krzysztofa? A kto na Misterium Dzieciństwa? Franek? Siergiej? Jacek? Gwen? Ornit? Obecni? Chodźcie ze mną, zaczynamy.

Dziś po raz pierwszy otworzyła się Pracownia Ziół i Eliksirów. Mariola Mitros, jej gospodyni, otwiera chłodne, piwniczne pomieszczenie, mocne, intensywne zapachy mieszają się ze sobą od progu. – Jak w Jerozolimie – mówi Ilan, Izraelczyk ze wschodniej Galilei. Na ścianie nanizane na sznur suszą się gałęzie lipy, długie, smukłe źdźbła traw, chabry, lawenda. Na półkach słoiki, naczynia. Półmrok sprzyja – zielarnia pachnie i wygląda jak królestwo alchemika.

 


A może alchemiczki? Mistrzynią Marioli jest Biruta Raglis, starsza kobieta stąd, zielarka. To ona nauczyła ją wszystkiego, co wie o ziołach. I zabierze nas któregoś dnia na spacer, tylko wstać trzeba będzie bardzo wcześnie, tuż po świecie. Opowie o roślinach, po które trzeba się schylić. Zaprowadzi do lasu.

Ale to jeszcze nie dziś. Teraz stoimy dookoła stołu. Każdy ma przed sobą imbryk i zadanie: skomponować swój napar. Do dyspozycji wszystko, co w miseczkach, dzbankach i słojach ustawiła prze dnami Mariola.                                                                                                 

Zachariasz wsypuje do swojego czajnika mielony imbir, dodaje miodu. – Miód? Uwielbiam! – mówi Svieta, która w swoim miesza go jeszcze z suszonymi płatkami chabrów, z goździkami. Ilan dorzuca do swojego napoju kardamon. I pyta: a jak to się ma do Niewidzialnego Mostu?

Prawie wszyscy włączają się w udzielenie mu odpowiedzi. Chodzi - tłumaczą - o mieszanie, łączenie. Bierzemy, jak mówił wczoraj Krzysztof Czyżewski, z tej ziemi, czerpiemy z tego, skąd przyszliśmy. Wszystko, co na stole pochodzi stąd, z okolicznych łąk, z lasu. – Dodajemy do siebie składniki, zalewamy wrzątkiem, czekamy, co nam z tego wyjdzie.

Tak też w sobotę będą budowali Most. Z tego, co stąd, z tego, co tu przywieźli, ze wszystkich relacji i doświadczeń, które powoli, dzień po dniu, zbierają.

Wszystkie napary wypite. Idę do Pracowni Słowa, tu –  zupełnie inaczej. Młodzi siedzą dookoła ławy, pracują w ciszy, skupieni. Szukają uniwersalnego symbolu, znaku, który byłby czytelny dla wszystkich: oto most. Oto, jak piszą po warsztacie na kartkach: pojednanie, połączenie, przejście.

Viktoria na małym, drewnianym bloczku maluje ukraińskie symbole, rzymskie ornamenty, ale – trochę jakby chciała się usprawiedliwić – polskimi barwami, jej dzieło jest biało-czerwone. Patrycja (jest stąd) maluje konsekwentnie, używa tylko czerni i biel. – To – tłumaczy – belki mostu. Ale widzisz, są zniszczone. – Co je zniszczyło? – Wszystko. W tym, co niszczy i tym, co buduje jest ta sama siła.  

Pełna siły jest Rasa, właśnie wyszła na krótką przerwę z Pracowni Muzyki Miejsca u Michała Moniuszki. – Ja tu właśnie zrozumiałam, o co im w tym Pograniczu chodzi! O wyzwolenie w człowieku mocy twórczej! Otwierasz się i czujesz, że żyjesz, że jesteś częścią świata, dotykasz tej przynależności. Oni to tu uruchamiają w człowieku, tak jak we mnie podczas tego warsztatu. Mistyczne, fantastyczne doświadczenie!

Rasa uderzała w wibrafon, mała Milenka grała na perkusji, inni na cymbałach, instrumentach dętych, Batia – po raz pierwszy w życiu na gitarze. – Przyjechałam tu razem z trójką znajomych, jesteśmy z Izraela. Jestem zachwycona tym, co się tu dzieje i zastanawiam się, czy u nas, w Galilei, gdzie taki tygiel: Żydzi, Arabowie, Druzowie, Rosjanie, Marokańczycy, Syryjczycy też nie moglibyśmy spróbować budowania takich mostów? – zastanawia się Batia, kiedy schodzimy nad brzeg jeziora, do Bożeny Szroeder i Pracowni Misteriów Dzieciństwa.

To dziwne miejsce, w którym dorośli stają się znów dziećmi a dzieci próbują podpatrzeć, co to znaczy ta dorosłość.

Nie jest łatwo, Bożena wymaga. Przekroczyć swoje granice, spróbować doświadczyć nowego. – Pokażcie gest, który ma wyrazić bliskość. Nie bójcie się osoby, która stoi przed wami. Zamknijcie oczy i dajcie się prowadzić, zaufajcie. Spróbujcie wyobrazić sobie swoje życie, proces kiedy stawaliście się dorosłymi. A teraz jeszcze trudniej: wróćcie do siebie sprzed. Odwróćcie tę drogę, pomyślcie o jej ostatnim etapie. Teraz macie wybór: jak chcecie odejść? Szybko i bezboleśnie czy łagodnie? Zamknąć oczy czy jeszcze odchodząc napatrzeć się na świat? Pokażcie to ciałem, spróbujcie.                                                                                                                                                                                              

Krzysztof zastyga, nie chce odchodzić. Magda próbuje otulić się własnymi ramionami, płacze. Gwen próbuje umościć się w umieraniu. Batia woli zdecydowanie i szybko. Zuzia mówi mu: nie.

Bożena zadaje też inne pytania: o najsmutniejsze wydarzenie z dzieciństwa. Małej Milence trzeba wytłumaczyć: to ten czas, kiedy byłaś jeszcze młodsza niż teraz. Pamiętasz coś? Odpowiada rezolutnie: – W tamtym roku byłam na działce i kiedy bawiłam się na huśtawce pierwszy raz zasmakowałam koperku.

- Swoje pierwsze razy, pamiętajcie o nich moi drodzy – prosi uczestników na koniec Bożena. – Jerzy Ficowski wpisał mi kiedyś do swojej książki taką dedykację: „żebyś nie zapomniała nigdy, jak dobrze jest być dzieckiem”. Bo to prawdziwe szczęście, jak doświadczenie czegoś pierwszy raz: jak coś smakuje, jaki ma kształt, czy nam z tym dobrze, czy nie. Pamiętajcie o tym dorośli i– mówiła do tych trochę młodszych – cieszcie się tym.  

Jak dźwiękami, które nagrywali pod okiem Patryka Masłowskiego uczestnicy Pracowni Dźwięku. Stukot kamieni, skrzypienie drzwi, pocieranie mchu, woda, w którą uderzali stopami, szuranie. Cel zajęć, tłumaczył Patryk, to wsłuchać się w siebie i w rzeczywistość, nadstawić ucha na to, co gubi się w hałasie, na co nie zwracamy uwagi.

I chodzili tak, we dwoje, w trójkę, we czwórkę i przystawiali ucho do kory, pnia, pomostu, trawy. Nagrywali minutowe, czasem dłuższe sekwencje, łapiąc to, co trudne do uchwycenia.

 

Wieczór

Na koniec dnia spotkanie. Tym razem swoją opowieść o moście snuła Lidka Ostałowska, reporterka, autorka książek (m.in. "Cygan to Cygan", "Farby wodne"), od 1989 roku związana z "Gazetą Wyborczą". O to związanie pytał ją Krzysztof Czyżewski. - "Gazeta", kiedy ją tworzyliśmy, była symbiozą: czytelników, autorów i redaktorów. Ci, którym opowiadaliśmy chcieli dowiadywać się o tym, co się dzieje od nas, wybierali nas na przewodników po świecie, który po '89 zmieniał się bardzo szybko. Myśmy mieli im tę zmianę objaśniać. 

Do dziś tak widzi swoją rolę - i takie zadanie stawia reportażowi. - Byłam wtedy i jestem dziś delegatką czytelnika. Kiedy tworzyła się "Gazeta" podejmowaliśmy tematy, które po raz pierwszy udało się wprowadzić do głównego nurtu. PRL karmił nas wizją jednorodnego społeczeństwa, a myśmy, po transformacji, zaczęli pokazywać, że w Polsce są mniejszości. Daliśmy im głos. Pojawiły się teksty o mniejszości romskiej, o ukraińskiej, oświetlaliśmy trudne momenty historii polsko-żydowskiej. Istniała w nas - i czytelnikach i dziennikarzach - potrzeba poszerzania granic mówienia o otaczającym nas świecie, wyboru tematów.

Dziś, uważa Ostałowska, dziennikarze mają tej wolności mniej. Z wielu powodów: kryzys ekonomiczny, zapętlenie uwikłania mediów, ich tabloidyzacja. Nie zmienił się jednak kanon ani wartości, takie jak rzetelność, uczciwość, przygotowanie się do tematu, któremu reporterzy powinni być wierni. Przywołała tu postać Ksawerego Prószyńskiego, które którego reporterskie rzemiosło bardzo sobie ceni.

Odwołała się też do korzeni zawodu: wynika ze zwykłej – w rozumieniu: pierwotnej – potrzeby opowiadania sobie historii, przenoszenia jej z miejsca na miejsce dla nowego słuchacza. – Jesteśmy pośrednikami czytelników, ich oczami, uszami, pisząc dla nich o tym, co się dzieje. Niesiemy im spojrzenia bez zmąceń.

Magdalena Kicińska


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI