Josef Škvorecký, Historia Kukułki i inne opowiadania. Fragment.

Historia z fotografiami
Z dziennika Józefa Kratkiego, ucznia kl. III b męskiej szkoły powszechnej w K. 

W naszej klasie III b męskiej szkoły powszechnej w K. za sprawą Romana Kudrnacza rozpętała się namiętność do karcianej gry zwanej oczko. Ja także uległem ww. namiętności. I wkrótce znalazłem się w opałach.

Grając bowiem każdego popołudnia w muzycznym pawilonie na placu ćwiczeń Sokoła, wielu utraciło wszystko. I w takiej okoliczności zmuszeni byli do podpisywania weksli Romanowi Kudrnaczowi, który, synem fabrykanta będący, obiegowych środków płatniczych ma pod dostatkiem.


Cóż, niestety i ja podpisałem większą ilość weksli, na łączną sumę 19 Kcz. A mający dochody tylko 5 Kcz tygodniowo, czym jest kieszonkowe otrzymywane od ojca, traciłem już nadzieję, bym dług ten mógł kiedyś zwrócić, chyba że uśmiechnęłoby się do mnie karciane szczęście, które jednak jest bardzo kapryśnym. Nadmienię jeszcze, że dług ciągle wzrastał, albowiem namiętność ta opętała mnie całkowicie.

Zaświtał mi jednak pewien plan, a jako że akurat urodziny moje przypaść miały, bezzwłocznie przystąpiłem do urzeczywistnienia jego. Wyraziłem albowiem życzenie otrzymania na urodziny aparatu fotograficznego, mający na względzie ojcowską słabość, że i on sam jest zapalonym fotografem-imitatorem. I w rzeczy samej - dostałem fotoaparat marki Rolleiflex, jakości doskonałej. Wkrótce potem w winiarni ojciec chełpił się moimi zdjęciami, niczego nie podejrzewający, albowiem prędko nabyłem sporej wprawy. Co więcej, jedno z tych zdjęć, zatytułowane „Pejzaż z krowami”, a przedstawiające brzozę i pasące się w bliskości tejże 2 sztuki bydła, ojciec wepchnął na powiatową wystawę fotografów-imitatorów, co wybiło go w taką dumę, że w dopływie hojności zakupił mi kompletowe wyposażenie ciemni. Otrzymawszy więc osobistą możność wywoływania zdjęć, przystąpiłem do urzeczywistniania drugiej części planu.

Bowiem jeśli ja zapałałem namiętnością do kart, to moja siostra Blanka zapałała namiętnością do pana profesora Kaderzawka, jej wychowawcą będącego, i oboje spotykali się potajemnie w lasku zwanym Schmeichelwald, co było mi wiadomym. Wykorzystałem więc teraz to bezeceństwo do pozbycia się własnych kłopotów w sposób następujący: wraz z fotoaparatem ukryłem się w zagajniku i kiedy Blanka oraz p. prof. Kaderzawek, figlując w najlepsze, nie zwracali baczniejszej uwagi na otaczające ich otoczenie, wyzwoliłem migawkę, otrzymawszy w ten sposób tak cenne zdjęcie. 

Wyszło wyśmienicie, albowiem było na nim dokładnie widać Blankę, jak oparta o pień modrzewia siedzi z bezwstydnie podkasaną spódnicą, podczas gdy p. prof. Kaderzawek odpina jej wyraźnie widoczną podwiązkę.

Trudniejsze było już wykonanie udanego, i w podobnym duchu, zdjęcia mojego starszego brata, Piotra. On także, jak i ja, oddał się hazardowi, tyle że ze skutkami znacznie poważniejszymi, ponieważ ojciec musiał spłacić jego długi panu Rozkosznemu (który, będący w posiadaniu kilku podpisanych przez Piotra weksli, sam jest lichwiarzem). Ojciec następnie z całą surowością zabronił mojemu bratu gry w karty, ale ja i tak wiedziałem, że Piotr ochoczo nie przestrzega ojcowskiego zakazu.

Gry owe, w których nadal brał udział, odbywały się potajemnie na zapleczu cukierni p. Hungera, gdzie niedoświadczonych gimnazjalnych graczy ogrywał p. Karol Majdloch, zawodowym karciarzem będący. Podobno - jak powiadomił Piotra podenerwowany ojciec przy okazji wykupu jego weksli - p. Majdloch jest także sutenerem, chociaż podług mnie wcale on w suterenie nie mieszkał.

Z racji swej małoletniości było zupełnie nie do pomyślenia, bym do tego pomieszczenia na zapleczu cukierni mógł zostać wpuszczony. Dlatego też dokonałem kosztownej inwestycji, która jednak później okazała się być opłacalną. Mianowicie Oldrzich Nemasta, który jest uczniem w cukierni p. Hungera i także podaje do stolika na owym zapleczu, właśnie był podpisał nowy weksel Romanowi Kudrnaczowi na kwotę 10 Kcz opiewający, i za tę samą sumę sporządził dla mnie zdjęcie Piotra. Również i ono należało do udanych, albowiem całkiem wyraźnie przedstawiało Piotra z papierosem w ustach (aczkolwiek palenie tytoniu także miał zakazane) oraz kartami w ręce, obok sutenera p. Majdlocha siedzącego. Co więcej, skutkiem szczęśliwego zbiegu okoliczności wiszący nad Piotrem kalendarz ścienny dowodził, że złamanie ojcowskiego zakazu miało miejsce już po jego wydaniu, co jasno wynikało z daty.

W końcu podjąłem się zadania najbardziej kłopotliwego, a mianowicie sfotografowania ojca w sytuacji, którą mógłbym spożytkować na swoją korzyść. Słusznie przypuszczałem, że sytuację tę mogłaby mi sprokuratorować pani Maryna Kohnowa, która jest wesołą wdówką i z nazwiskiem jej niekiedy łączono w ujemnym sensie nazwisko mojego ojca. Jąłem więc codziennie śledzić ojca, i w rzeczy samej, fortuna mi sprzyjała. Już trzeciego dnia ojciec, opuściwszy w godzinach urzędowania swoje biuro, udał się do Leśnego Zakątka (jak zwano dzielnicę willową, gdzie zmarły p. Kohn zbudował domek jednorodzinny). Jako żem odgadł był słusznie cel kroków ojca, wyprzedziłem go bocznymi ścieżkami i wykorzystujący chwili, gdy pani Kohnowa wyszła z willi podlać rabatę róż, przez otwarte drzwi po kryjomu wśliznąłem się do środka. Wraz z fotoaparatem. 

Tam w salonie ukryłem się w kominku okrytym gęstą, ozdobną kratą, przez którą wycelowałem obiektyw i zacząłem oczekiwać mających nadejść wydarzeń.

Wkrótce potem rzeczywiście zjawił się ojciec i kiedy oboje usiedli na sofie, dogodnie umieszczonej na wprost kominka, pani Kohnowa nalała mu z butelki. Wówczas ojciec począł uskarżać się na swój gorzki los, powiadający: „Małżonka moja nie rozumie mnie. Jest kurą domową bez najmniejszego zrozumienia dla wyższych celów - nie tak jak pani, Maryno!” I gdy ojciec ująwszy panią Kohnową za dłonie, wyzwoliłem migawkę. „Co to?” - spytał ojciec, lecz pani Kohnowa odparła, że pewnie trzeszczą meble. „Takoż i dzieci moje - ciągnął ojciec, uspokoiwszy się - przynoszą mi wyłącznie same rozczarowanie. Piotr jest hulaką bez kupieckiego ducha, a Blanka próżną strojnisią, która bez wątpienia okryje hańbą moje dobre imię. Jedynie najmłodszy Józef czasem budzi we mnie radość. Na przykład jego prace fotograficzne z całą pewnością sprawią mi jeszcze niejedną pociechę”. To rzekłszy, zaczął je bardzo zachwalać. Wtedy żal mi się zrobiło ojca, który, nie zrozumiany przez własną małżonkę, całą swą nadzieję pokłada w niewydarzonym potomstwie. I już-już zamierzałem odstąpić od powziętego planu, jednakowoż przypomniawszy sobie swoją kłopotliwą sytuację finansową, a także to, że w razie okazania weksli ojciec obszedłby się ze mną bezlitośnie, zawziąłem się i z tego zawzięcia wykonałem jeszcze kilka zdjęć. Jedno z nich przedstawiało ojca całującego panią Kohnową w usta, drugie w dekolt, dodatkowo rękami ojca rozchylony. Miałem nadzieję zrobić jeszcze ciekawsze zdjęcia, lecz przez komin wlazł do mnie kocur pani Kohnowej i jął tak głośno mruczeć, że prostując się ojciec powiedział: „Co to?” Jednakowoż zanim pani Kohnowa zdążyła podejść do kominka i odkryć moją w nim obecność, ktoś zadzwonił do furtki. Ojciec począł wtedy cały dygotać, a pani Kohnowa, wyglądająca przez okno, stwierdziła, że przyszła do niej z wizytą pani Fastrowa, która jest osławioną plotkarą, wypuściła więc ojca potajemnie tylnym wejściem. Mnie jednak przyszło siedzieć w kominku do późnych godzin wieczornych, słuchać nudnych opowieści pani Fastrowej oraz pasować się z figlarnym kocurem. Na szczęście pani Fastrowa paplała głosem tak piskliwym, że dźwięki wydawane przez kocura ginęły zupełnie w tym jazgocie. Niemniej do domu dotarłem dopiero po ósmej, będąc za to przez ojca cieleśnie ukaranym.

To również wpłynęło na moją bezkompromisową postawę w kwestii, którą wkrótce potem przedłożyłem ojcu pod rozwagę, wraz z obciążającymi go zdjęciami. Najprzód, poczerwieniawszy mocno, ojciec podarł zdjęcia, ja jednak oznajmiłem mu ze spokojem, że mam negatyw schowany w miejscu całkowicie bezpiecznym. Wówczas ojciec, choć zeźlon okrutnie i klnący, ostatecznie przystał wszak na podwyższenie mi kieszonkowego do 15 Kcz tygodniowo pod groźbą, że w przeciwnym razie zdjęcia te zostaną przedłożone matce.

Również Piotr początkowo zabrał się do darcia zdjęcia, lecz i on wnet uznał, że poczynanie takie jest niedorzecznym i po krótkim targu zgodził się ze swojego kieszonkowego, wynoszącego 20 Kcz tygodniowo, wypłacać połowę na moje dobro.

Pan profesor Kaderzawek nie darł zdjęcia. Także nie czerwieniejący, pobladł tylko jak ściana i bez zbędnych ceregieli zobowiązał się do wypłacania mi 10 Kcz tygodniowo. W ten sposób uzyskałem sumę 35 Kcz tygodniowo, wypłacaną zawsze w sobotę, i spłaciwszy dług Romanowi Kudrnaczowi oraz biorąc od niego na powrót weksle, cały oddałem się karcianej namiętności.

I wszystko mogłoby beztrosko trwać dowolnie długo, gdyby nie rozstrój nerwowy, w który popadłem bodaj po dwóch miesiącach mego sprytnego procederu. Skutkiem dręczących mnie nieustannie obaw, aby któryś z płacących tak czy owak nie pokrzyżował planów moich, co na pewno spowodowałoby wyjątkowo surową karę, nie mogłem spać, a w dodatku opuściła mnie karciana namiętność. Zresztą niemal wszyscy poszli już z torbami i ukarani przez swych ojców po przedłożeniu przez Kudrnacza weksli, nie wykazywali najmniejszego zainteresowania dla dalszego hołdowania namiętności.

Dlatego też przyjąłem złożoną mi przez p. prof. Kaderzawka propozycję odsprzedaży wszystkich negatywów za jednorazowo wypłaconą kwotę 200 Kcz, wraz ze zniszczeniem ich na jego oczach. Przyznam, że suma ta oszołomiła mnie. Jednakowoż główna pobudka mojego postanowienia tkwiła we współczuciu dla ojca, który najwyraźniej upadał na zdrowiu od czasu, gdy zmusiłem go do płacenia - widać obawiał się zwiększenia mych wymagań, a może też i przypadkowego, wskutek mej ewentualnej nieostrożności, odkrycia negatywów przez osobę trzecią. Dość na tym, że nie przemyślałem możliwych następstw interesu ubitego z p. prof. Kaderzawkiem. Te zaś wkrótce dały o sobie znać.

Ledwie wróciłem z mieszkania p. prof. Kaderzawka, zawezwał mnie ojciec do swego pokoju i tam, najprzód odebrawszy mi uczciwie zarobione 200 Kcz i chłostający mnie srogo trzciną, obniżył mi kieszonkowe do stanu pierwotnego. Co więcej, zawiesił był mi je do dnia, gdy zostanie wyrównana kwota, której pozbawiłem go podczas mojej nad nim władzy, a która osiągnęła już wysokość 80 Kcz, z czego łatwo zrachować można, że przyszło mi wegetować łącznie szesnaście tygodni bez jakiegokolwiek kieszonkowego.

Na tym jednak nie koniec, albowiem w podobny sposób zamiarował ukarać mnie Piotr. Jemu jednakowoż odmówiłem spłaty rzekomego długu, ponieważ on nie posiada nade mną władzy ojcowskiej.

Najbardziej honorowo zachowała się Blanka, która za zniszczenie negatywu przedstawiającego jej bezwstydne sprawowanie się z p. prof. Kaderzawkiem zrugała mnie tylko, niniejszym mówiąc: „Ty głupku! Sama bym odkupiła od ciebie tę fotkę, żeby mieć w garści tego idiotę!” Tym idiotą miał być p. prof. Kaderzawek, na którego tymczasem machnęła ręką i pan profesor wlepił jej na okres pałkę z łaciny.

Tak oto bolesnym niepowodzeniem skończyła się moja karciana namiętność. Niemniej wzbogaciłem się o jedną życiową nauczkę: w interesach nie należy kierować się emocjami! Gdybym się był nie poddał współczuciu dla ojca, moja pozycja byłaby pozostała wręcz niezachwianą, a mający całą rodzinę w garści, mogłem zgromadzić przyzwoity kapitalik.

Jednakowoż przechytrzyłem. I, co więcej, gnębi mnie, że w końcu i ja rozczarowałem ojca, któremu podług jego własnych słów sam jeden do tej pory przynosiłem radość.

Taki już jednak jest ten świat, a człowiek, jak powiada wielebny ksiądz Meloun, jest istotą skłaniającą się zazwyczaj ku złemu.

 

Spis treści.
Historia z fotografiami 5 
List p. Rudolfa Kratkiego, hurtownika z K., do p. Edwarda Tlustego, hurtownika z B. 12 
Zgłoszenie wynalazku Urzędowi Patentowemu CSRS 15 
Nierozwiązalny problem genetyczny 19 
Kohn reakcjonista 25 
Z życia dzisiejszej młodzieży 28 
Mój ważniacki tatko i ja 35 
Féminine mystique 54 
Rebeka 74 
Historia Kukułki 119 
Różowy szampan 137 
Mała praska Mata Hari 158 
Pieśń zapomnianych lat 172 
Już starożytni Egipcjanie 184 
Bóg w dom 194 

 

Josef Škvorecký, Historia Kukułki i inne opowiadania. Sejny 2003, Pogranicze.

 


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

LATO W POGRANICZU 2019

Od września Dwór w Krasnogrudzie czynny od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00.

W soboty i niedziele po uprzednim kontakcie telefonicznym

Bożena Bartosiewicz: tel. 603 123 743

PROGRAM

 

Koncert Finałowy Orkiestry - Lato w Pograniczu 2019. Galeria zdjęć


IRENA VEISAITĖ

Człowiek Pogranicza 2019

 

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego

Kup płytę Orkiestry

Rodzinne Skarby. Kolekcja Filmowa. 2019

 

 

WYSTAWY

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI