Krzysztof Czyżewski - Z perspektywy pogranicza: Powrót Europy Środkowej

Pamięć nie wystarczy, aby zachować jedność 
ze swoją ziemią, odzyskać własną przeszłość. 
Potrzebna jest jeszcze wola rozszerzenia 
horyzontów i chęć przeżycia nowej przygody. 

Jean-Marie Domenach, Europa: wyzwanie dla kultury


Zdarzyło się to w Grazu, gdzie zatrzymałem się w drodze na Południe. Zdarzyło się to niemal na samej linii, którą w 1946 roku Churchill pociągnął od Szczecina do Triestu i nazwał "żelazną kurtyną". Zatrzymał się tu kiedyś Ivo Andrić, studiując to w Zagrzebiu, to w Wiedniu, to w Krakowie, to w Grazu. Rzecz ongiś normalna, dzisiaj raczej trudna do wyobrażenia. To tutaj w końcu lat dwudziestych XIX stulecia student filozofii Stanko Vraz, Słoweniec, spotkał Ljudevita Gaja, chorwackiego lidera Ruchu Iliryjskiego, i pod jego wpływem stał się pisarzem chorwackim. Rzecz dzisiaj także trudna do wyobrażenia. To w tych kręgach, na łamach założonego później w Zagrzebiu przez Vraca pisma literackiegoKolo, kiełkowała z wolna idea jedności Słowian, idea stworzenia razem z braćmi Serbami wspólnego języka, wspólnej federacji... A potem otworzyły się kolejne karty historii Europy Środkowej: Jasenovac, Vukovar... Bywali tu także Polacy. Przez moment nawet pomyślałem o kawiarni na Thonethofie, gdzie ongiś wykładane były polskie czasopisma, ale myśl tę szybko porzuciłem na rzecz skromnej restauracji z bogatym menu, jak na stolicę Styrji przystało. 

Gdy tylko wszedłem do restauracji, starszy mężczyzna, rzuciwszy przez okno spojrzenie na tablice rejestracyjne mego samochodu, podszedł do mnie i zapytał: Pan z Europy Środkowej? Oniemiałem. Co za pytanie? Tutaj, na samej linii nie tak dawnej jeszcze "żelaznej kurtyny", ten człowiek pyta mnie o co właściwie? O przynależność do innej Europy, tej biednej, chaotycznej, zagrażającej ludziom żyjącym w spokoju i dostatku? A może ma na myśli to, co się dzieje w byłej Jugosławii? A może chodzi mu o antysemityzm? Pozostaje jeszcze kwestia praw człowieka (i kobiet), mniejszości narodowych (wszak są psiakrew, i to wiecznie niezadowolone), braku dyscypliny, lenistwa, pijaństwa, tolerancji (przecież zaciera czystą tożsamość), nacjonalizmu (no i co z tego, że na Zachodzie też ma się nieźle, nasz jest gorszy), pluralizmu (dopuszcza istnienie wielu prawd, a przecież jest jedna i absolutna), marzycielstwa, frajerstwa, śmieci i odpadających tynków na ulicach, pewnych zapachów... O co mu chodzi? Wszystkie te myśli w jednej chwili przetaczały się przez moją kruchą środkowoeuropejską postać w obliczu tego schludnie ubranego pana, w tym nienagannie czystym lokalu, w którym płaci się stabilną walutą, w tym dostatnim, rzetelnie gospodarzonym mieście, którego obywatele obawiać się mogą jedynie... Odpowiedziałem: Jadę z Polski. Ale również jakoby można powiedzieć także właściwie niby... z Europy Środkowej

Sytuacja przypominała trochę rozmowę z kelnerką w moim miasteczku, gdy na złożone zamówienie usłyszałem przytomne: Ale to jest na wieprzowinie. Odpowiadając, że to nic nie szkodzi, nawet nie przypuszczałem, jak wielki zawód jej sprawiam. Wreszcie wszystko byłoby jasne, no i dobrze jest mieć przynajmniej jednego Żyda w miasteczku. No tak, ale wówczas demaskowałem jedynie pewne fałszywe wyobrażenie. Natomiast teraz nie mogłem zaprzeczyć. Mogłem wprawdzie tego drugiego zdania nie dodawać, samo "z Polski" by wystarczyło, albo dodać śmiało i po prostu "z Europy". Czułem jednak, że w ten sposób bym stchórzył, i że ten człowiek wiedziałby o tym. 

- A, to proszę do stolika. Dobrze jest czasem z kimś porozmawiać o sprawach istotnie nieważnych, a właściwiej ważnych nieistotnie. Jeśli się pan nie obrazi to dzisiaj ja stawiam, ale jutro - rozumie pan, jutro - pan stawia. Oponowałem, mówiąc, że jutro muszę być w Lublanie, na co w odpowiedzi usłyszałem: Nic pan nie zrozumiał. Zresztą myśli pan, że w Lublanie mnie nie ma?

Tak więc zdarzyło się to w Grazu, na słoweńskich mapach oznaczonym jako Hradec. Dziwna rozmowa. Ja perswadowałem mu, że Europa Środkowa to fantom jedynie i do tego anachroniczny. On był innego zdania. W pewnym momencie pomyślałem nawet, że to sfrustrowany anty-Europejczyk, który chwyta się "dziewiczej i czystej" Europy Środkowej po to tylko, by przeciwstawić się eurokratom i unifikatorom. Gdy się słyszy głosy niektórych intelektualistów o tym, jak jesteśmy potrzebni Europie, i że nawet "na nasze błędy jest pilne zapotrzebowanie", albo o tym, że jako jedyni przechowaliśmy ducha i prawdziwe wartości dziedzictwa europejskiego, które gdzie indziej już zaginęły, to - przy założeniu, że podobne głosy mogły rozlegać się również w XIX wieku - trudno się dziwić naszym romantykom, a także niektórym piewcom idei Europy Środkowej, że ulegli pokusie mesjanizmu. W odniesieniu do mojego rozmówcy było to jednak tylko powierzchowne wrażenie, które szybko pierzchło, ustępując miejsca rosnącemu zainteresowaniu jego osobą. 

Ponieważ domyślałem się w nim adoratora minionych czasów, rozmowę rozpocząłem tonem ironicznym, rozprawiając o chorobliwej nostalgii habsburskiej i jagiellońskiej, o jedności w różnorodności, o "świętym poplątaniu", o "błądzeniu, które posuwa nas naprzód", o tolerancji, która jest jak bukiet różnych kwiatów, z których każdy pachnie inaczej, a jednak dopełniają się wzajemnie; o dziwnych krajach, w których "zasadą rządzenia była teoria zarówno tak, jak i owak", a właściwiej (uwzględniając najmądrzejszy umiar) ani tak, ani owak, co nieco później przemieniło się w jestem za, a nawet przeciw; o tym ni to Wschodzie, ni Zachodzie posiadającym "zadatki systemu wielopartyjnego i nawyki jednopartyjnego"; o zjawisku posiadającym "monopol na niepewność", którego "horyzont jest szczególnie niejasny"; o krainie, którą poeci uważali "raczej za gorączkowy sen niż za coś konkretnego". A do tego wszystko upudrowane różem, pod którym skrywała się agresja, ksenofobia i zapyziała pyszałkowatość. Choćbym nawet przesadzał, choćby jego wspomnienia były inne, to i tak jest to świat miniony, zatopiona Atlantyda. Przywołałem przykłady Andricia, Vraca. Co z tego wszystkiego dzisiaj zostało? Proszę przejrzeć w dzisiejszej prasie doniesienia z byłej Jugosławii. A czy w waszej telewizji nie pokazują reportaży ze współczesnego Śląska czy Siedmiogrodu? 

Przytakiwał, jakby chciał mnie uspokoić. Tak, Europy Środkowej "już nie ma i jeszcze nie ma". Zwróciłem uwagę, że podobnie jak ja, gdy tylko zaczynał mówić o Europie Środkowej, natychmiast przywoływał cytaty. A gdy tylko w dalszych jego wypowiedziach zaczęły się pojawiać delikatne analogie, ambiwalencje, autoironiczne dygresje, lekki dystans nawet do spraw najistotniejszych, paradoksy i polifoniczne współbrzmienia, niepostrzeżenie zaczynałem odczuwać coraz większą z nim bliskość. Z tym zdaniem "już nie ma i jeszcze nie ma" mogłem się nie zgadzać, ale już samo jego brzmienie i konstrukcja były pociągające. 

- Pyta pan, co z tego pozostało? Materia cywilizacyjna. Jest wprawdzie bardzo zniszczona, ale świeżej daty. Pozostaje namacalnym śladem ostatniej cywilizacji tego kontynentu. Potem były już tylko kultury narodowe. Ta materia cywilizacyjna pozostanie oparciem dla tych, którzy wyruszą w poszukiwaniu szerszych horyzontów i nowej przygody. 

- To znaczy gdzie mielibyśmy niby iść?

- Ku Europie Środkowej.

- Nonsens. Mówi pan tak jak Zbigniew Brzeziński na wykładzie z cyklu im. Seton-Watsona: "Europa Wschodnia jest na drodze powrotu ku Europie Środkowej". Ale to było dawno i nieprawda. Powtarzając za Leopoldem Ungerem kwestią na dzisiaj jest: "Jak wyjść z Europy Środkowej i wejść do Europy". Ja mieszkam przy wschodniej granicy Polski. Obecnie płynie tam strumień funduszy z Brukseli na inwestycje przygraniczne. Wszyscy mówią, że ma to być wschodnia granica Unii Europejskiej. Są nawet tacy, co wchodzą na okoliczny wzgórek, rzucają spojrzenie na Wschód i widzą oddalający się i spowity mgłą inny kontynent. Tak więc jedyną istotną troską jest to, z której strony tej "żelaznej kurtyny"- o przepraszam - nowego limes Europy się znajdziemy. To samo dotyczy nowej struktury bezpieczeństwa. Gdzie chce pan znaleźć w tych procesach miejsce dla Europy Środkowej? Może była potrzebna przez moment, jako tymczasowa idea pomagająca bardziej oderwać się od Wschodu. Ale teraz? Przecież jesteśmy już prawie Zachodem. Dla nas jest to okres przejściowy, ale okres konsekwentnego i zdecydowanego przystępowania do struktur europejskich.

Teraz z kolei spostrzegłem, że gdy zaczynam mówić o Unii Europejskiej i temu podobnych sprawach, to mój język się zmienia, mimowolnie dyscyplinuje, a miejsce cytatów zajmują slogany.

- A co, jeśli ten okres przejściowy okaże się permanentny? Pozostaniecie tak wychyleni ku czemuś innemu, niż sami jesteście, w oczekiwaniu, w kolejce, widząc szansę dla siebie w osłabieniu sąsiada. Tak niby u siebie, a zwróceni w inną stronę, adaptujący, a nie tworzący, obciążający, a niewyzwalający, odczytujący scenariusz na życie przez kogoś innego napisany. Zawsze na prowincji, bo czymże jest prowincja jeśli nie przejmowaniem obcych wzorów. 

- No dobrze - zaczerpnąwszy powietrza, powoli zbierałem siły do dalszej polemiki po tym ciosie w, co tu dużo mówić, czułe miejsce. - Przypatrzmy się zatem bliżej tej naszej Europie Środkowej. Co my tu mamy? Kilka koncepcji, choćby Palackyego, Nuamana, Piłsudskiego, Masaryka. Wszystkie okazały się nierealne. Ostatnia, dysydencka, zyskała w latach osiemdziesiątych spory rozgłos w świecie. Dyskusja wybuchła po ukazaniu się eseju Milana Kundery "Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej", chociaż wcześniej problem ten poruszali Czesław Miłosz, Josef Kroutvor czy autorzy skupieni wokół redagowanego przez Ladislava Matejkę pisma Cross Currents. Zdaje się, że sporo w tym okresie osiągnięto. "Europejczyk wschodni ma już własne królestwo. Powstaje ono w miejscu jego życia. Jest to królestwo ducha, lecz mocno zakorzenione w rzeczywistości. Europejczyk wschodni pokolenia pojałtańskiego dziś potrafi obejść się już bez kultu Zachodu i, szczerze mówiąc, coraz rzadziej o nim myśli, coraz słabiej pamięta. Jest zbyt zaabsorbowany własnym życiem - tworzy nowe imiona Europy, u siebie, na miejscu". Piękne słowa Barbary Toruńczyk z Zeszytów Literackich z 1987 roku. Coś musiało zostać zbudowane, aby mogły być wypowiedziane. W tym też okresie znika ze spisu treści Zeszytów Literackich dział "Europa Środka" - skoro jesteśmy już u siebie i tworzymy "nowe imiona Europy", to nie ma sensu dalsze zmierzanie ku Europie Środkowej. Trzeba było jednak zaledwie dwóch lat, aby się przekonać, że to wcale nie jest tak. Okazało się, że owo "u siebie" to zaledwie tymczasowe miejsce pobytu, że trzeba zwijać namioty i ruszać w drogę ku lepszej, normalnej wreszcie Europie. Sprawa Europy Środkowej bardzo szybko stała się anachroniczna. Zepchnięta na boczny tor nie nadążała za biegiem wydarzeń. Powróciła do ulubionego swojego stanu pewnej nierealności i zawieszenia w próżni, do - jak mówiono w Królestwie Cekanii - "aktywnego pasywizmu". Oto na przykład pojawiła się Gazeta Środkowoeuropejska, dodatek naszego głównego dziennika Gazety Wyborczej, i - jakby to powiedzieć - przypomina trochę reaktywowanie pamiętnego kolarskiego Wyścigu Pokoju, tyle że Berlin Wschodni został zastąpiony przez Budapeszt, a obok Pragi pojawiła się Bratysława jako osobna stolica. I to wszystko z nowego powiewu. Nie ma Bukaresztu, Kijowa, Wilna, Lublany i kilku jeszcze aspirujących do środkowoeuropejskości stolic. Choć będę niesprawiedliwy wobec wielu ciekawych tekstów, które tam się ukazały, to wydaje mi się jednak, że gazeta dzieli los martwoty tzw. Grupy Wyszehradzkiej. Kusi mnie, aby przyrównać jej działania do słynnej Akcji Równoległej z musilowskiego "Człowieka bez właściwości", która "tymczasowo definitywnie odkłada kwestię autentycznego działania do późniejszego rozpatrzenia w myśl aktywnego pasywizmu".

Proszę, proszę, a tak się pan dopytywał o to, co z tamtego świata pozostało. Ale niech pan będzie łaskaw kontynuować. Ciekaw jestem zwłaszcza spraw, które wydarzają się poza "kręgiem wyszehradzkim". Zdaje się, że dzieje się tam wiele ciekawego. Z Wilna dochodzą mnie słuchy, że Almis Grybauskas znalazł wreszcie poparcie dla idei wydawania pisma pt. "Europa Środkowa" i ukazał się już jego pierwszy numer. To, co zamiera w Pradze, ożyje w Wilnie być może. Nawiasem mówiąc, czy czasami Zeszyty Literackie nie przywróciły później tego działu "Europa Środka"?

Przywróciły. Faktem jest także, że idea Europy Środkowej nabrała większego wigoru poza Grupą Wyszehradzką. W ostatnim numerze pisma i, wydawanego we Lwowie przez młodą inteligencję ukraińską, wielkimi literami wydrukowano zdanie Otto von Habsburga wypowiedziane w rozmowie z Olegiem Zajaczkiwskim: "Ukraina także należy do Europy Środkowej". W tymże Lwowie Centrum Badań Humanistycznych przy Uniwersytecie im. Iwana Franka zorganizowało ubiegłej jesieni konferencję pt. "Nowa Ukraina - Nowa Europa", podczas której zasadniczą kwestią stała się środkowoeuropejska tożsamość. W Mińsku pojawiło się pismo Frahmenty, z podtytułem "Środkowoeuropejski Przegląd Kulturalny". Gdy pojechałem tam ostatnio na seminarium zatytułowane "Inna Europa" spotkałem wielu ludzi będących pod silnym wrażeniem przetłumaczonego właśnie na język białoruski i opublikowanego we Frahmentach eseju Kundery o tragedii Europy Środkowej. Dla jednych było to odczucie wspólnoty losów i szansa na odzyskanie utraconej tożsamości, dla innych ucieczka od Rosji. Ktoś trzeźwo konstatował: "ta idea może przynieść pozytywne rezultaty pod warunkiem, że jej inicjatorzy i realizatorzy będą świadomi, że to idea wymuszona, czasowa, (...) że to taktyka a nie strategia, fizyka a nie metafizyka". Ktoś inny podejrzliwie spoglądał w stronę Polski obawiając się, że za ładną ideą stoją nowe zakusy imperialne. Na podobnym spotkaniu w Zagrzebiu zetknąłem się z rzecznikami państwa narodowego i tożsamości narodowych, którym idea Europy Środkowej była potrzebna do obrony tych wartości przed europejską unifikacją. Potrzebowali także powiedzieć światu, że oni - w odróżnieniu choćby od Serbów - to nie Bałkany, że oni to właśnie Europa Środkowa. Cóż mogę dodać jeszcze? "Europa Środkowa jest zupełnie rozbita, jakby to był powiększony Półwysep Bałkański. Dlatego też nie ma teraz żadnego sensu proponowanie jakichkolwiek planów i projektów". Nie, to nie są słowa któregoś z analityków bieżącej sytuacji w naszym regionie. Tak pisał pod koniec swego życia Friedrich Nauman w ostatnim numerze wydawanego przez siebie tygodnika Mittel-Europa. Był grudzień 1918 roku.

Mimo wszystko jednak chciałbym panu coś zaproponować. To znaczy teraz będzie posiłek, ale potem, potem... 

Zatem zdarzyło się to w Grazu, w czasie, gdy część mieszkańców emocjonowała się otwarciem muzeum Arnolda Schwartzeneggera, a część przeżywała fakt, że podczas odbywającego się tutaj Kongresu Ekumenicznego po raz kolejny zaprzepaszczono szansę spotkania przywódców duchowych kościoła katolickiego i prawosławnego. Mój rozmówca zaczął snuć swoje rozważania o pewnym polemicznym wobec Akcji Równoległej przedsięwzięciu, które nazywał Akcją Środkowoeuropejską. Miałby to być przeciwległy biegun do rozmaitych szczytów, spotkań na wysokim szczeblu, powoływania wysokich komisji i generalnych koncepcji. One mają swoje znaczenie, ale daleko niewystarczające. Trudno nie zgodzić się z tymi, którzy sądzą, że idea Europy Środkowej jest utopią, jeśli upatruje się w niej możliwość stworzenia jakiejś wspólnej struktury polityczno-ekonomiczno-kulturowej w tym regionie. Wszelkie ponadpaństwowe inicjatywy są tutaj słabe i tracą na znaczeniu wobec podobnych inicjatyw europejskich. Wysoce nierealistyczne wydają się usiłowania odgórnego zaszczepienia wspólnej idei pewnego grona intelektualistów, która zostałaby przyjęta przez różne państwa i narody. Jednak wszystko to nie przekreśla jeszcze samej sprawy Europy Środkowej, wskazuje jedynie, czym ona nie może się stać, jeśli nie chce pozostać w sferze nigdy niezrealizowanej mrzonki. Akcja Środkowoeuropejska to kreacja, a nie restauracja, to nie sojusze państw i strategie urzędów, lecz codzienna współpraca pomiędzy obywatelami, miastami i regionami; to kupcy przecierający nowe szlaki i przedsiębiorcy uruchamiający wspólne inwestycje; to otwarte na sąsiedztwo uniwersytety, wydawnictwa i środki masowego przekazu; to działania interkulturowe, programy szkolne o charakterze integracyjnym, obozy młodzieży, kluby dyskusyjne, pielgrzymki, kursy językowe i zawody sportowe. Brakuje bardzo takiego budowania na samym dole, organicznego, ciepłego dzięki międzyludzkim kontaktom, a jednocześnie śmiałego w swych ambicjach i rozmachu. To jest praca przy mozaice, przy której nie operuje się dużymi płaszczyznami, lecz małymi szkiełkami, cierpliwie dopasowując je do siebie. Tak powstaje różnorodna całość. 

Niedawno z okazji przygotowywanego przez prezydentów pojednania polsko-ukraińskiego w telewizyjnym "W centrum uwagi" wystąpili trzej zaproszeni goście - jeden reprezentował polskie środowiska kombatanckie i dopominał się zadośćuczynienia za eksterminację ludności polskiej na Wołyniu; drugi reprezentował mniejszość ukraińską w Polsce i dopominał się zadośćuczynienia za Akcję "Wisła". Ponieważ przygotowywany dokument miał uwzględnić ich żądania obaj panowie wyglądali na usatysfakcjonowanych. Dobry nastrój rozmowy popsuł natomiast trzeci z gości, który zamiast zgodnie podkreślić kilkuletni trud włożony w przygotowanie tego dokumentu ni stąd, ni zowąd wyraził obawę, że to pojednanie pozostanie jedynie na papierze, że tak naprawdę to ostatnie lata przespaliśmy, robiąc bardzo niewiele, że ciągle nie zostały opracowane i wydane odpowiednie podręczniki szkolne, że niewiele uczyniono dla pojednania polsko-ukraińskiego na poziomie społeczności lokalnych itd. Prezydenci podpisali ten dokument, natomiast zaraz potem w Przemyślu próbowano zablokować organizację festiwalu kultury ukraińskiej, we Lwowie wybuchła awantura o napisy na grobach Orląt Lwowskich, w Kijowie zbezczeszczono flagę polską wraz z innymi flagami państw sąsiednich, w Lesznie zniszczono tablicę upamiętniającą ofiary Akcji "Wisła"... Tym trzecim gościem w telewizyjnym studio był Bohdan Skaradziński. Pomyślałem, że jego postawa wyraża w istocie ducha Akcji Środkowoeuropejskiej. Taka akcja w gruncie rzeczy to jest coś innego niż udział w sprawach biegnących utartym torem i przez większość przyjmowanych za oczywiste. Ludzie biorący w niej udział nie godzą się na istniejącą postać świata, są zniecierpliwieni i zbuntowani, niestrudzenie przeprawiają się do drugiego, nieznanego jeszcze brzegu. W ten sposób powracają do siebie. 

Tak więc słuchając opowieści mojego rozmówcy, zacząłem uzupełniać ją o swoje własne doświadczenia i przemyślenia. Zawracałem ku Europie Środkowej. Myślami zacząłem biec ku moim Sejnom. Uświadomiłem sobie, że stosunkowo łatwo jest stawać się w nich Europejczykiem: szkoła ugruntowuje wiedzę o historii i kulturze zachodnioeuropejskiej, dostępna jest nauka języków angielskiego czy niemieckiego, w księgarni są książki Whartona czy Eco, a do tego żadnych uprzedzeń. Dużo trudniej jednak być Środkowoeuropejczykiem w Sejnach i poznawać na przykład swoich współmieszkańców i najbliższych sąsiadów Litwinów: w szkole niewiele się można dowiedzieć o ich historii, a o kulturze w zasadzie nic, język jest niedostępny zarówno w szkole, jak i na kursach, w księgarni nie ma książek Baranauskasa czy Venclovy, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze urazy i uprzedzenia. Inicjując Akcję Środkowoeuropejską, trzeba by uruchomić boczny tor, zupełnie jeszcze nie przetarty. Czy jest to realne? To jest pytanie o możliwość zaistnienia Europy Środkowej. 

Starszy pan z Grazu na moje niepokoje odpowiedział kolejnym cytatem ze skarbnicy mądrości Cekanii: Jeżeli istnieje zmysł rzeczywistości, musi istnieć również zmysł możliwości. Na odchodnym - czując, że potrzebuję słowa otuchy na drogę powrotną - dorzucił jeszcze: poczucie możliwej rzeczywistości należy stawiać wyżej od poczucia rzeczywistych możliwości.


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

"Opowieści o Współistnieniu. Niewidzialny Most" -

Pogranicze w Zachodniej Galilei

(28.11-4.12.2019)

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego” w ramach Programu „Kultura Inspirująca”

  

 Modernizacja Amfiteatru w Krasnogrudzie

 

 

 

Dwór w Krasnogrudzie

Olga Tokarczuk

| 21 02 2015 | Krasnogruda  

 

 

Od września Dwór w Krasnogrudzie czynny od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00.

W soboty i niedziele po uprzednim kontakcie telefonicznym

Bożena Bartosiewicz: tel. 603 123 743

 

Koncert Finałowy Orkiestry - Lato w Pograniczu 2019. Galeria zdjęć


IRENA VEISAITĖ

Człowiek Pogranicza 2019

 

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego

Kup płytę Orkiestry

Rodzinne Skarby. Kolekcja Filmowa. 2019

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI