Naum Adelson - Ostatni żydowski Strażnik z Suwałk

Druga wojna światowa przyniosła niemal całkowitą zagładę skupisk żydowskich. Ze sztetli zamieszkanych przez kilka tysięcy Żydów, wyzwolenia doczekali nieliczni - czasem kilkadziesiąt, czasem kilkanaście osób. Wielu z tych, którzy wrócili po wojnie, w kolejnych latach emigrowało. Inni ukrywali swą tożsamość. Ale byli też tacy, którzy mimo przeciwności losu trwali i do końca troszczyli się o żydowską spuściznę po swoich rodzinach i znajomych. Czasem nazywa się ich "ostatnimi żydowskimi strażnikami". Takim ostatnim strażnikiem był Samuel Roth z Dąbrowy Tarnowskiej czy Józef Honig z Lublina. Suwałki miały Natana „Nauma” Adelsona.


Naum Adelson urodził się w 1921 roku w Królewcu. Jego ojciec Józef Jejsiew Adelson pochodził z Puńska i w 1919 r. przeniósł się do Suwałk, rodzinnego miasta swojej żony Belli z domu Smolińskiej. Tu zamieszkał w domu przy ul. Wigierskiej 45. Józef Adelson był jednym z najzamożniejszych mieszkańców Suwałk - posiadał nowoczesny "mechaniczny gazowo-generatorowy młyn walcowy Suwalszczyzna" z własną elektrownią. Kiedy młyn nie pracował, Adelson kazał przełączać obieg prądu i bezpłatnie oświetlał pobliskie ulice. Dodatkowy dochód przynosiły mu udziały w miejscowym browarze. Józef Adelson był też znany z działalności społecznej - pełnił funkcję ławnika, członka Gminy Żydowskiej i Rady Miejskiej w Suwałkach. W 1919 r. w trakcie referendum w sprawie przynależności administracyjnej miasta do Polski lub Litwy, opowiedział się za Rzeczypospolitą. Za to dosięgła go kula litewskiego zamachowcy. Dzięki pomocy lekarzy Józef Adelson przeżył i powrócił do zdrowia. 

Mały Naum w odróżnieniu od większości żydowskich chłopców nie uczęszczał do chederu. Rodzice posłali go do polskiego gimnazjum im. K. Brzostowskiego. Edukację w nim zakończył tak zwaną dużą maturą. W domu prywatny korepetytor uczył go języka hebrajskiego. Rodzina Adelsonów była z pewnością w znacznym stopniu zasymilowana, ale jednocześnie przywiązana do żydowskiej religii i obyczajów. Kilkadziesiąt lat później w wywiadzie przeprowadzonym przez Weronikę Czyżewską, Naum Adelson wspomni: "Szabas to takie nasze najważniejsze święto. Jeszcze Święto Pojednania ważne było. To były takie religijne święta. Szabas co tydzień w piątek od zachodu słońca się zaczynał i do zachodu słońca w sobotę trwał. Zaczynało się od kolacji. Taka uroczysta była. Mama już od rana szczupaka faszerowanego przygotowywała. Oj, nie było tego, kto by szczupaka nie zjadł. Były też chały taką specjalną serwetką przykryte. Świece na szabasowym stole też Mamusia zapalała. A Tatuś to jako głowa rodziny modlitwę odmawiał. Błogosławieństwo takie, kidusz się nazywało. A później to już do synagogi się szło. Kobiety też chodziły. A i jeszcze tak było, że w szabas to my sprzętów elektrycznych używać nie mogliśmy. I podróżować też nie można było. Tradycja na to nie pozwalała".

Wakacje 1939 r. Naum Adelson spędzał u ciotki w Druskiennikach. Kiedy wybuchła wojna, rodzice zbiegli na wschód, po drodze zabierając syna. Wkrótce podzielili los "bieżeńców" - polskich Żydów, którzy ratunku próbowali szukać w ZSRR. Komunistyczne władze zesłały ich w głąb Związku Radzieckiego, najpierw do okręgu świerdłowskiego, gdzie Józef Adelson pracował w kopalni. Potem był Sierowsk, a w końcu Namangan w Uzbekistanie. Tam Naum stracił ojca i brata.

Po zakończeniu wojny Naum wraz z matką wrócił do Suwałk. Podróż przez bezkresny Kraj Rad zajęła im dwa miesiące. Po powrocie na krótko udało się im odzyskać młyn. Jednak nowa władza nie chciała prywatnej inicjatywy. W 1950 r. młyn upaństwowiono. Wkrótce potem Bella Adelson zmarła. Pozbawiony rodzinnego przedsiębiorstwa Naum podjął pracę w olejarni, a później w browarze.

Z prawie sześciu tysięcy Żydów mieszkających w Suwałkach przed wojną, po 1945 r. do miasta powróciło około trzydziestu. Według oficjalnych danych, w 1957 r. w Suwałkach żyło ich już tylko jedenastu. W 1966 r. zmarł szklarz Mendel Gottlieb, w 1978 r. Anna Chaja Solnicka, a osiem lat później jej siostra Doba. W końcu z przedwojennych Żydów suwalskich został tylko Naum Adelson.

Jednym z ostatnich śladów po sztetlu Suwałki był stary kirkut przy ul. Zarzecze. W latach okupacji niemiecki burmistrz Suwałk nakazał wyrwać kamienne nagrobki i wykorzystać je do budowy basenu. Inne użyto do utwardzania dróg. Później opustoszały plac służył jako koński targ i pastwisko dla bydła. Naum Adelson zaangażował się w ratowanie tego miejsca. Wydeptywał ścieżki w urzędach, zbierał i przewoził na cmentarz macewy odnalezione w różnych punktach miasta. Rozproszeni po świecie suwalscy Żydzi i ich potomkowie zbierali pieniądze na renowację cmentarza. Przysyłane z zagranicy dolary Naum Adelson wymieniał na złote. Nie podobało się to władzom – wzywano go na przesłuchania, straszono. Ale Adelson nie poddawał się. Z czasem cmentarz został ogrodzony, odzyskano też wiele macew, z których zbudowane zostało lapidarium.

30 sierpnia 1992 r. w pobliskim Jeleniewie odbyła się uroczystość reedykacji miejscowego cmentarza żydowskiego, odrestaurowanego staraniem Hermana Storicka, potomka jeleniewskich Żydów. Nie było minjanu, ale zgromadzenie dziesięciu dorosłych Żydów w małej miejscowości na Suwalszczyźnie nie było możliwe. Mimo to podczas ceremonii Naum Adelson drżącym, wzruszonym głosem, w kipie na głowie odmówił kadisz. Herman Storick pamięta go do dziś: „To był kulturalny, wspaniały człowiek. Wielokrotnie gościłem w jego domu, gdzie byliśmy serdecznie witani przez niego i jego żonę. Zawsze przyjmowali nas ciastem i winem. Po zakończeniu prac restauracyjnych, zawiozłem go na cmentarz w Jeleniewie. Kiedy zobaczył bramę i nowy, kamienny mur, łzy pojawiły się w jego oczach. Z wrażenia ucałował mnie w oba policzki”.

Naum Adelson stanowił też inspirację dla młodych. W 2004 r. Anna Załuska i Weronika Czyżewska w ramach ogólnopolskiego konkursu Fundacji Shalom dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych "Historia i Kultura Żydów Polskich", spisały historię życia ostatniego przedwojennego Żyda z Suwałk.

Naum Adelson zmarł w dniu 17 grudnia 2010 roku. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w Suwałkach.

Artykuł pochodzi z serwisu Wirtualny Sztetl


Komentarze:

Autor: Józef Kowal z pięknych Dąbrówek Breńskich, rodem. 04.07.2012
Chwała tym, którzy doprowadzili synagogę w Dąbrowie Tarnowskiej do pięknego stanu uzywalności . Jak słyszałem , teraz wygląda okazale i niewątpliwie będzie pełniłą wielorakie zadanie dla mieszkańcow Powiśla Dąbrowskiego i Pogórza Tarnowskiego i......

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Pogranicze on-line - prezentacja w przestrzeni wirtualnej naszych artystycznych i edukacyjnych działań w Sejnach i Krasnogrudzie, a także na innych pograniczach świata.

 

LATO W POGRANICZU 

ZAPRASZAMY

LIPIEC-SIERPIEŃ 2020

Pobierz

Lato Pograniczu 2020.PDF (495.7 kB)

Lato Pograniczu 2020.JPG (4377.0 kB)

 

 

 

Debata WOKÓŁ XENOPOLIS

 

Memorial Alice Oswald po polsku

 

O Dževadzie Karahasanie Miłosz Waligórski tłumacz

 

The Market / Targ

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2019 r. do 31.12.2019 r. wyniosła 58.155,28 zł.

W 2019 roku Fundacja uzyskała również kwotę 8.846,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 10.212,62 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI