Odeszła Borka Pavićević

Zmarłą 30 czerwca 2019 serbską publicystkę, dramaturg i działaczkę społeczną żegna Krzysztof Czyżewski

„Preminula Borka Pavićević” – napisali jej przyjaciele z Centrum Dekontaminacji Kultury w Belgradzie. Na polski tłumaczy się to jako „odeszła”, ból podpowiada mi jednak, że w istocie przeminęła. Borka była jak świat, epoka, wiatr… Co odchodzi, może powrócić. Przemijanie jest bezpowrotne. W jej śmierci jest coś rozdzierająco ostatecznego dla świata, który z bliskimi sobie ludźmi tworzyła i którego postać razem z nią przemija.

Borka, Borka… krzyczy mi w duszy od kiedy przyszła wiadomość od Feridy, że osierociła nas siostra i przyjaciółka. Skąd ten dźwięk, jak bicie bębna z głębi? Jak Bora-Bora, wyspa – czytam – na Oceanie Spokojnym, koralowy atol otaczający powulkaniczny stożek. Coś takiego! Przecież to ona stworzyła ocean ukojenia i dobra dla ludzi, którym tektoniczne wstrząsy i lawa wojny odebrały dach nad głową. Jej miłosierne i waleczne serce, odkąd ją znałem zawieszone było na nitce w nieoszczędzającym siebie ciele, przyoblekającym bezsennie zbuntowaną osobę, żyjącą na rozpalonym, bałkańskim stożku wulkanu. Chère Madame Pavićević! Црногорска принцеза Belgradu! Pani na Bałkanach! Po prawdzie kobieta w służbie ludziom w czasie marnym. Tyle lat potrafiła wytrwać na pierwszej linii frontu. Jej pacyfizmowi nie sprostali w walce wojowie zaprawieni w nienawiści i cynizmie, bohaterowie jednodniowych zwycięstw, salwujący się ucieczką do innych krajów, w depresję albo alkoholizm, w polityczną atrofię albo zbójeckie groszoróbstwo. Ale po nich przychodzili i nadal przychodzą następni, tak jak po bitwach przychodzi czas powojnia, najtrudniejszy, bo nie ma rzeczy trudniejszej od rozbrojenia ogromnego arsenału ideologii, emocji i sposobów na życie nagromadzonego przez wojnę. Przemiana plemion toczących ze sobą bratobójczo-sąsiedzkie boje w społeczeństwo obywatelskie – to była linia frontu Borki. Ile można na niej wytrzymać? Tym bardziej, że przebiegała ona nie tylko przez obszar byłej Jugosławii, ale także przez Europę rozumiejącą kulturę jako domenę państw narodowych i przez inne części świata, w których syndrom powojnia nie znajduje właściwych rozwiązań i tli się przez długie lata i kolejne pokolenia. To było wielkie święto nas wszystkich, Środkowoeuropejczyków, kiedy w 2004 roku Borka Pavićević otrzymywała Nagrodę Fundacji Hiroszima za pracę kulturową odradzającą współistnienie na ziemiach spalonych wojną i totalitaryzmem.

Piszą o niej, że w 1993 roku zrezygnowała z kariery teatralnej (a była dyrektorką Belgradzkiego Teatru Dramatycznego, wcześniej stworzyła własny Teatr Nowej Wrażliwości, pisała dramaty) i skupiła się na działalności politycznej. Ale powiedzieć tyle, to powiedzieć dużo za mało i nie całkiem prawdziwie. W mrocznym czasie początku wojny Borka stworzyła Instytucję, Miejsce, Anty-Wojenną Republikę, i to w samym Belgradzie, pod żebrem Miloševicia. Wierna swemu etosowi inteligencja skupiona w Belgradskim Krugu, bezdomni Jugosłowianie, ludzie pogranicza, zbuntowani artyści, obrońcy praw człowieka... Nikt się tutaj nie musiał bać tego, kim naprawdę jest. Uchodźcy z Serbskiej Krainy, którzy stali się kartą w grze populistycznych nacjonalistów, a potem pozostawieni sami sobie; wyrzuceni ze swych domów w Zemunie (dzielnicy Belgradu, której burmistrzem był szowinista Šešelj) Chorwaci, których obrony podjął się mąż Borki, znany prawnik i obrońca praw człowieka, Nikola Barović; Albańczycy z Kosowa nie lękający się oskarżeń o zadawanie się z „wrogiem“; ludzie Zachodu zawstydzeni arogancką ignorancją i sprzedajnością europejskich instytucji i elit... Wszystkich ich tutaj spotykałem, autorytetem Borki zaangażowanych w tworzenie setek, a może tysięcy małych i większych akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa, działań artystycznych i edukacyjnych, mediów opozycyjnych, poważnych programów badawczych, publikacji, spektakli i filmów. W istocie tak powstał „teatr ogromny“ Borki Pavićević, który nie mógł być nie-polityczny. Miał on jednak w swoim rdzeniu nie politykę a duchowe katharsis, któremu ona potrafiła nadać nowy wymiar, naznaczony czasem marnym – wymiar dekontaminacji, czyli odrodzenia i wyemancypowania kultury z trucizn fundamentalistycznego zakłamania, partykularnej zaściankowości, wyniosłej elitarności i wielu innych wąskohoryzontalnych zniewoleń. Nie stroniła od zaangażowania politycznego, ale szansę na realną przemianę upatrywała w organicznej pracy duchowej.

Pokochałem ją od pierwszego spotkania. Trwała jeszcze wojna, a wtedy rozmowy i zawiązywane między ludźmi relacje mają nieporównywalną z innym czasem intensywność. Przywitała mnie jakbyśmy znali się od dawna, a w jej przepalonym papierosami i turecką kawą głosie była serdeczność starszej siostry. Na ścianie, przy której usiedliśmy, wypisany był wiersz antyfaszystowskiego pastora Martina Niemöllera „Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem, / nie byłem komunistą. / Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem, / nie byłem Żydem. / Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.“ Zapisała mi w notesie wiele kartek nazwiskami i adresami ludzi i organizacji, z którymi powinienem się spotkać. Nie było pośród nich żadnych osób znanych z mediów czy międzynarodowych festiwali. „Chcesz zrozumieć i pomóc? Wyjedź z Belgradu“ – stwierdziła i rozrysowała mi mapę podróży od Suboticy i Nowego Sadu w Wojwodinie po Novi Pazar i Mitrovicę na pograniczu serbsko-kosowskim.

Mieliśmy się spotkać w Amsterdamie, na uroczystości wręczania nagrody księżniczki Małgorzaty, którą sama wcześniej otrzymała. Nie mogła przyjechać, ale napisała wtedy do mnie list, ostatni, z tych, które raz jeden w życiu się dostaje. Wspominała w nim naszego wspólnego przyjaciela Dragana Klaicia, który walczył o Europę jako projekt kulturowy. Żegnała się ze mną słowami Bertolda Brechta, mistrza jej teatru, o tym, że ten tylko pozostaje sobą, kto ma odwagę się zmieniać. Nie znosiła powtarzania się, nic bardziej nie było jej obce jak stanie w miejscu. A teraz, gdy jej serce stanęło, trzeba będzie pójść dalej, samemu dotrzymać jej kroku, by za sobą samym nie zostać w tyle...

Krzysztof Czyżewski
01.07.2019

Obejrzyj zapis filmowy spotkania w Centrum dekontaminacji kultury prowadzonego przez Borkę Pavićević (04.06.2016)

 


2019-07-01

Szukaj na stronie

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI