O książce "Tula" Jurgisa Kunc̆inasa

Wileńskie Zarzecze w „Tuli” Jurgisa Kunc̆inasa (Wydawnictwo Pogranicze, 2002). Tekst Marty Kowerko-Urbańczyk.


 

Powieść Tula litewskiego prozaika i tłumacza literatury niemieckiej – Jurgisa Kunc̆inasa (1947-2002) ukazała się na Litwie w 1993[1], przetłumaczona została m.in. na rosyjski, angielski, polski i czeski. Sama fabuła Tuli nie jest skomplikowana, na co zwracali też uwagę polscy recenzenci[2]. Akcja rozgrywa się w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w komunistycznej, siermiężnej jeszcze rzeczywistości. Oto narrator, włóczęga i alkoholik zakochuje się w pannie z dobrego, domu tytułowej Tuli i przeżywa z nią krótki, zaledwie tygodniowy romans. Miłość między nimi nie może trwać, społeczne różnice są zbyt duże, jednak uczucie łamie życie bohaterów na pół: odtąd on będzie opowiadał swojej ukochanej miasto i ukochaną miastu, ona zaś będzie zmuszona przez rodzinę do wyjazdu na białoruską prowincję, odrzuci „porządne” propozycje matrymonialne, straci zainteresowanie życiem i wreszcie umrze w niewyjaśnionych okolicznościach. Melodramatyzm tej historii jest jednak permanentnie rozbijany przez sposób prowadzenia narracji i jej prześmiewczy, głęboko autoironiczny charakter: nie tylko alkohol leje się tu strumieniami, ale i rozmaite kochanki narratora pojawiają się tłumnie w kolejnych, bezpruderyjnych odsłonach.

Miejscem akcji jest Zarzecze: trzy mostki nad Wilejką, okoliczne kościoły (św. Anny, św. Barłomieja, Augustiański czyli Panny Marii Pocieszenia), klasztory i cmentarze (Bernardynów), długa, piętrząca się pod górę ulica Holenderska, wreszcie zarzeczańskie zaułki, zrujnowane domy i podwórka nie są jedynie niemymi świadkami pijackich peregrynacji, stają się podmiotem tej opowieści. Paweł Huelle w entuzjastycznej recenzji zwracał uwagę na podwójną konstrukcję Zarzeczańskiego mitu wpisanego w tę powieść: 

Na niezwykle precyzyjny, choć równocześnie niezrównany poetycko opis ulic, domów, parków, kościołów, knajp, zaułków i wzgórz wileńskich, Jurgis Kunc̆inas nałożył swoją własną, prywatną mitologię, której bohaterem jest on sam, a mówiąc ściślej - wyposażony w autobiograficzne znaki - pierwszoosobowy narrator tej opowieści[3] 

Huelle w swoim podziwie nie był odosobniony. Kunc̆inas cieszył się na Litwie dużą estymą i uznaniem zarówno krytyki literackiej, jak i czytelników, obok Ric̆ardasa Gavelisa wymieniany jest jako jeden z najwybitniejszych twórców tego okresu. Mindaugas Kvietkauskas zwracał uwagę na outsiderską postawę twórczą rozpowszechnioną w litewskiej literaturze na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych: zabawową i hiperironiczną zarazem. Kunc̆inas jawi się w jego opinii jako autor wybierający cyganeryjny bunt  i krytyczny dystans[4]. Tomas Venclova wyróżnił autora Tuli obok poetki Judity Vaic̆unaitė jako twórców, dzięki którym można mówić o transformacji wileńskiego tekstu w nowych warunkach, a sposób kreacji Zarzecza  porównał do Dublina z Ulissesa James’a Joyce’a[5]. Analogii z Joyce’m
i Moskwą Pietuszki Wienedikta Jerofiejewa doszukiwał się zresztą cytowany już Paweł Huelle. Algis Kalėda docenił barwną, przetykaną rozmaitymi stylizacjami i parafrazami narrację, dostrzegając związki z Pawłem Huelle, Stefanem Chwinem i tłumaczonym
przez Kunc̆inasa na język litewski Ginterem Grassem[6]. Konstatacja Kalėdy odsyła
do gdańskiej prozy i to porównanie ma z założenia charakter nobilitujący, gdyż literatura litewska niechętnie podejmuje wątki świadczące o wielokulturowości miasta. Doceniając ten zamiar, trudno się oprzeć wrażeniu, że litewskiemu pisarzowi znacznie bliżej
do Jerzego Pilcha czy Andrzeja Stasiuka niż Stefana Chwina.

Twórczą konfrontację z mitem Wilna docenili także polscy recenzenci. Juliusz Kurkiewicz pisał w „Tygodniku Powszechnym”: 

Kunčinas dał temu miastu podarunek, którego nie da się przecenić. Wilno, jak Delft na obrazie Vermeera, funkcjonuje w jego powieści w podwójnej optyce, konkretnego historycznego miejsca, o polsko-litewskiej (i nie tylko) przeszłości, wyniszczonego przez kilkadziesiąt lat komunizmu, i „świętego miasta”, gdzie wieże barokowych kościołów wskazują ku niebu[7].

 

Warto w tym miejscu dodać, że przestrzenie sakralne w Tuli niejednokrotnie przywoływane są w kontekstach, które je desakralizują, czyniąc z nich nie tyle obiekty kultu, co raczej frenetycznych eskapad narratora. I tak: prawosławny Sobór Przeczyścieński zyskuje miano „pięknej cerkwi, choć ciężkawej jak rynkowy zapaśnik”[8], bohater wraz z Tulą uciekają z niej przed „pomrukiwaniem staruch”; klasztor Bernardynów nazwany jest „przyciężkawym piecem”, na którym po alkoholu zakochany maluje imię THULLA, kościół św. Anny „migoczący wieżyczkami, wierzchołkami i draperiami murów” wspomniany jest ze względu na tępe, szerokie czoło diabła na klamce[9]. Ponadto: katolicka świątynia Panny Marii Pocieszenia pojawia się w tekście, gdyż jest widoczna z okien jednej z kochanek narratora[10], a kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja mieszczący się na samym Zarzeczu staje się przystanią podczas jednej z nocnych wypraw:

Nocą tylko wyczuwałem jak jest blisko – za klonami, garbem ulicy, zjeżonymi dachówkami… W dzień o nim zapominałem, chociaż akurat w kościółku św. Bartłomieja zdarzyło mi się nocować, pić tam tokaj z Aurelitą – potem zostawiła mnie samego, łaziłem po nawach zastawionych niewykończonymi posągami – tu harowali rzeźbiarze[11].  

Miejsca sacrum na przekór turystyce odgrywają tu rolę ważnej, nieestetycznej sfery miasta: to przede wszystkim miejsca oswojone, w których rozgrywa się fabuła, dzieje się siatka zdarzeń. Jednocześnie, choć konsekwentnie pozbawiane swojego sakralnego i estetycznego waloru, stanowią dla bohatera ważny punkt odniesienia:  

A kościoły! Kościoły są najważniejsze, zmuszają cię byś podniósł wysoko głowę do góry, a w górze jest zawsze niebo – niskie, siwe, zamglone, a jednak niebo. Kiedy widzę tę dzielnicę – charczącą, zalaną krwią, pełną szczurów i ludzi: włóczęgów, biedaków, chorych, inwalidów, ubogich duchem – jesteśmy tylko słabymi stworzeniami lubił podkreślać wuj Hans, nie ma czego się wstydzić swej małości, fizjologii oraz wad odziedziczonych po nieznanych przodkach! – zaczyna mnie palić kark, odczuwam zawroty głowy – nie, nie żadnej nadziei! Ale kościoły. Jeżeli nawet nie zmuszały mnie do uklęknięcia i nabożnego złożenia rąk, to chociaż, jak mówię, podnosiły mój wzrok ku górze; w tamtym czasie to było bardzo wiele, przynajmniej jeśli chodzi o mnie[12]. 

„Dzielnica włóczęgów, biedaków i ubogich duchem” prezentuje wersję komunizmu, która mimo wszystko – na co również zwraca uwagę Kurkiewicz – potrafi zachować ludzką twarz. Chociaż system jest źródłem opresji, wyrzuca na margines społeczny bohaterów powieści, to jednak po zarządzających zamkniętymi oddziałami szpitala czy więzienia dla pijaków, do których trafia narrator, można się spodziewać życzliwych gestów. Wspomniana przez recenzenta podwójna optyka ulega tu jednak zaburzeniom: w Wilnie są i wrogo nastawione, pomrukujące staruchy w cerkwi, i pomocni lekarze, klawisze czy pielęgniarki w miejscach o zaostrzonym rygorze.  

Parafrazując formułę zaproponowaną przez Kurkiewicza, nieustanne odwracanie podwojeń i podwajanie odwróceń wydaje się kompozycyjną regułą tego tekstu. Wilno ujęte jest w porządkach wertykalnych i horyzontalnych, ponadto kontrapunktowo zestawiono je z Drugim Miastem, którego nazwa nie pada w książce, ale można wysnuć hipotezę, że jest nim kolejne co do wielkości i historycznego znaczenia litewskie miasto, czyli Kowno[13]. Wszystkie te perspektywy krzyżują się i przenikają, tworząc permanentnie rozbijaną i dekonstruowaną całość, w której ostateczny obraz nie istnieje, fikcja miesza się tu z rzeczywistością, a prywatna legenda jest snuta, by dopowiadać mit miasta.

Powyżej cytowany fragment poświęcony kościołom wyznacza już porządek wertykalny, który do pewnego stopnia porządkuje przestrzeń w Tuli. Bohater przygląda się miastu, patrząc w górę lub spoglądając z wysoka: obiera perspektywę nietoperza, który śledzi ukochaną bądź też „widzi i opisuje” w listach do Tuli panoramę Wilna, wyglądając z okien więzienia dla alkoholików: 

A właśnie: jeszcze raz na własne oczy przekonałem się, że Wilno, choć znajduje się w sporej odległości od Bałtyku, posiada wielką przewagę i nad dumnymi nadmorskimi stolicami, i nad gigantycznymi, ciemnoszarymi miastami rozpostartymi w nieskończoność na równinach. Wszyscy wszak to wiemy?
To wynika z rzeźby terenu, z różnicy poziomów, czasem aż wprawiającej w osłupienie [ …] Doprawdy nigdy się nie spodziewałem, że leżąc na parapecie piątego piętra w pijackim więzieniu, z sali, która zastępowała klub i kino […] a zatem z tej ponurej, przesyconej zapachem potu sali, nieoczekiwanie otworzy się przede mną naprawdę niepowtarzalny widok stolicy – lśniąca panorama z niewoli, ze starówką
na pierwszym planie i szmaragdowymi wzgórzami Szeszkini chyba na czwartym[14].
  

Takich wysoko położonych punktów obserwacyjnych odkrywa w więzieniu jeszcze kilka, każdorazowo budzą w bohaterze zachwyt i paradoksalnie pozwalają mu
na doświadczenie namiastki wolności. Wynikający z oddalenia i zamknięcia estetyczny podziw dla miasta dewaluuje się, gdy perspektywa jest bliższa i bardziej wyraźna, dopiero wówczas widać Wilno w swojej komunistycznej, opresyjnej odsłonie: 
 

Raz usiadłem, by odpocząć na ośmiokątnej wieżyczce Bekiesza, szelest moich skrzydeł wystraszył kobietę, która leżała pod żołnierzem. Klnąc żołnierz podniósł się i rzucił we mnie grudą czy kamieniem… „One wplątują się we włosy!” – wrzeszczała kobieta i zasłaniała głowę, chociaż ja już siedziałem wysoko na drzewie. Żołnierz próbował ją uspokoić, znowu ciągnął na trawę, ale ta nie dała się […]. Kiedy oboje już zniknęli, rozwartymi oczami patrzyłem na miasto, obsypane sadzą, zaciągnięte sieciami, miasto, w którym nastawiono radarów, znaków zakazu i najrozmaitszych przeszkód, wycieńczone smutnym życiem, ale mimo to nienasycone, głodne, chciwe i okrutne[15]. 

Strategia Kunc̆inasa polega na obieraniu różnych perspektyw, dozowaniu zbliżeń i oddaleń, przeplataniu miejskich narracji, które mogłyby prowadzić do uwznioślenia miasta, bezpruderyjnymi, nierzadko groteskowymi scenami podkreślającymi jego najciemniejszą stronę. Warto w tym miejscu nadmienić, że ukształtowanie terenu w Wilnie nie pozwala ustanowić jednego najwyższego punktu odniesienia[16], z czego korzysta również narrator Tuli. Omija on przestrzenie pretendowane do bycia widokowymi, czyli Górę Trzykrzyską czy wzgórze Giedymina, świadomie wybierając perspektywy peryferyjne. To nie jest ogląd turysty ani pielgrzyma, który często staje się udziałem przyjeżdżających do Wilna, zachwyconych jego barokowym pięknem. Według rozpoznań Ewy Rewers jedną z najbardziej nośnych w ponowoczesności pozycji obrazów wzrokowych jest perspektywa słonecznego lub boskiego Oka zawieszonego nad miastem[17], która m.in. włącza przyglądanie się światu z okna. Zmienność punktów widzenia obieranych przez opowiadacza Tuli czyni narrację niejednostajną, przypomina rytmoanalizę Lefebre’a, polegającą na oddalaniu się i zbliżaniu.

Kunc̆inas jednak nieustannie hiperironicznie podważa własne spostrzeżenia. Przemierzający Wilno również pieszo narrator Tuli, opisuje miasto także
w perspektywach horyzontalnych, co czyni zeń zarazem figurę pieszego. Krąży on po Zarzeczu, krąży po większych połaciach miasta (przykładowo: podczas ostatniego spotkania z Tulą), czy wreszcie udaje się w pozamiejskie podróże, podczas których przestrzenie jego eksploracji obejmują głównie wschodnie republiki Związku Radzieckiego, leżące w osi północ-południe od Wilna: od Kłajpedy i Drugiego Miasta, poprzez Mińsk po Ukrainę. W wędrówkach miejskich jedną z granic zawsze wyznacza rzeka i jej mosty: w mikroświecie Zarzecza jest to Wilenka, w dalszych eskapadach – Neris/Wilnia. Świat bohatera rozszerza się, rozciąga i pulsuje – eksploracje horyzontalne naznaczone są też motywami wspinania i opadania, alkoholowe peregrynacje nierzadko też kończą się upadkami[18]. Narrator Kunc̆inasa pozostaje miejskim włóczęgą, który bez wątpienia pisze swój tekst miasta, często odarty z poromantycznych mitów. Epicentrum tego świata pozostanie na zawsze dom z apsydą, w którym mieszkała Tula, do niego prowadzą wszystkie mostki, drogi i ścieżki.

Kulminacją, wieńczącą poniekąd wertykalno-horyzontalny porządek, staje się ostatnia scena miłosna między dwojgiem bohaterów. Zanim się jednak wydarzy, zataczają po mieście szerszy krąg niż do tej pory, mierząc się z poczuciem obcości. Spotykają
na swej drodze postaci niby podobne, a jednak obce: emerytowanych oficerów śledczych, wędrujących w stronę swoich dacz, zaspanych policjantów i pary zakochanych na Placu Katedralnym, rozbawione grono w kawiarni „Salonie Literackim”, do której nie mają wstępu. Dopiero w miarę zbliżania się do Zarzecza z tego rozmazanego portretu zbiorowego wyłaniają się jakby znajome jednostki: menel-profesor, piszący na ścianie „Gorby ch..” i jego przyjaciółka, określająca się mianem policjantki moralności. To horyzontalne zawężenie kontrastuje oswojoną dzielnicę z obcą przestrzenią miejską. Jednocześnie naturalistyczna scena miłosna wśród łopianów, gnijącego zielska i sterty śmieci odwraca horyzontalną perspektywę, przepowiadając niejako rychłą śmierć bohaterki, prezentuje zapadanie zamiast wznoszenia[19].

Powieść Kunc̆inasa docenia zatem peryferyjność biednej, acz oswojonej dzielnicy, dążąc zarazem do dekonstrukcji mitu Wilna jako przedmiotu nostalgii.
Autora interesowała raczej poetyka szczegółu, która niekoniecznie miała związek
z uwznioślaniem przeszłości, czego dowodził w programowym tekście Pamięć wzrokowa[20]. Prześmiewczy stosunek do historii pozwala na krytyczną konfrontację
ze skodyfikowanymi, spetryfikowanymi symbolami miasta, chociaż, jak sądzę,  zaświadcza nie tylko o antytotalitarnej proweniencji tej prozy. Równie ważna wydaje się być polemika z intelektualnym szablonem, każącym tęsknić za miastem obłoków, kościołów i barokowej architektury:
 

Jakże często – pisze w Tuli - drażni mnie gadanie i przeróżna pisanina o miłości do Wilna, przysięgi, że wróci się z końca świata do tego wiecznego miasta, nie wierzę, ani w rozumne, ani w konsekwentne wywody, ani serdeczne wzdychania i, rzecz jasna, nie mam racji – czy to do mnie należy oceniać ludzkie uczucia do muru, krajobrazu, topografii, tej doliny i tego zakrętu uliczki. […] Uściślam: nie wierzę; kiedy tak twierdzą moi rówieśnicy, zawsze wzbiera we mnie niecne podejrzenie, że chcą jak najdrożej sprzedać swoją miłość do Wilna, wziąć za nią coś namacalnego i miłego, nie będę wymieniał co. Natomiast chcę wierzyć w westchnienia i nawet przysięgi staruszków, mimo że i one zapewne są nieprawdziwe. […]  Moje atuty są równie mizerne – nie wiem, czy mogę kochać miasto, w którym doznałem tyle pogardy, nędzy i niepowodzeń[21]. 

Antynomiczność prozy Kunc̆inasa polega na tym, że polemizując z mitem Wilna, jednocześnie świadomie tworzy prywatną mitologię Zarzecza jako przestrzeni brudnej, chciwej, głodnej, a jednocześnie irracjonalnie niezbędnej. Do genetycznego związku
z dzielnicą, mimo dystansującego się wobec takich zabiegów cytatu powyżej, narrator sam się zresztą przyznaje z właściwą mu autoironią w końcowych partiach powieści[22].
Ta więź, która „zmienia się i jednocześnie zacieśnia” nie jest tylko rezultatem prywatnej historii, powstaje również na szerszej płaszczyźnie współistnienia kultur. Kunc̆inas ukazuje przemilczane dotąd w literaturze litewskiej związki z innymi kulturami i w tym sensie – jak chcieliby Venclova i Kalėda – pisze tekst miasta w nowych warunkach oraz zbliża się do twórców prozy gdańskiej. Jego strategia polega jednak nie na uwznioślaniu przeszłości, a poszukiwaniu jej groteskowych emanacji w siermiężnej teraźniejszości:
 

 Przez całe upiornie oświetlone Zarzecze, obok bram cuchnących piwem i uryną, i stojących w nich ludzkich postaci, szliśmy do uliczki Żwirowej, położonej na uboczu, blisko bernardyńskiego cmentarza – to tutaj w wilgotnej suterenie, pochylony nad swoimi grafikami, oddychał dymem i herbacianymi oparami Valentinas. Ilekroć go odwiedzałem, prawie zawsze myślałem, że o kilkanaście metrów dalej na tej samej głębokości w rozpadających się trumnach spoczywają profesorowie uniwersytetu, francuscy i polscy generałowie, dziewiętnastowieczni duchowni, adwokaci i nawet matka żelaznego Feliksa – a na jej grobie widnieje krzyż[23]. 

Kulturowy tygiel jest pretekstem nie tyle do celebrowania wielokulturowości, co raczej do przewrotnego żartu, chichotu historii, które podważają istotę sporu o dziedzictwo.
W cytowanej już recenzji Paweł Huelle zwraca uwagę, że:
 

Niczym archeolog w warstwach tynku odkrywa w historii domów, a zwłaszcza w historiach ludzi, którzy je zamieszkiwali, epicką prawdę swojego miasta. Okrągły transformator prądu z czasów Piłsudskiego ma w nim takie samo prawo obywatelstwa, jak ściany pokoju, w którym mieszkał niegdyś C̆iurlionis. Obok Aurelity Bonapartowej pojawia się pani Helena Brzostowska, która pijała po nocach rozcieńczone przegotowaną wodą czerwone wino, słuchając płyt Paderewskiego i Vivaldiego. Spotkanie z wyrafinowaną filolożką Cecylią Perelsztejn jest równie ważne i istotne, co z ponurym Jurgisem - kierownikiem robót dachowych[24]. 

W tej koncepcji różnice między zamieszkującymi Wilno narodowościami
nie istnieją, nawet jeśli powieść zaludniają bohaterowie wywodzący się z różnych kręgów kulturowych, nie staje się to przyczyną żadnego konfliktu. Etniczna tożsamość nie jest istotna, gdyż najczęściej bywa niejednoznaczna: i tak przykładowo waleczna, epizodyczna bohaterka Gradżanskaja mówi w języku litewskim z silnym akcentem polskim i rosyjskim. Wszystkie te postaci są równe wobec sowieckiego systemu opresji, podobnie wyrzucone na społeczny margines i niewykluczone, że to siermiężny komunizm unieważnia dylematy tożsamościowe. Mimo wszystko, może dzięki wypijanym przez nie, niekontrolowanym ilościom alkoholu, w jakimś sensie zachowują pogodę ducha, co znacząco odróżnia je
od marionetkowo sterowanych bohaterów Gavelisa.

Obydwu autorów zbliża do siebie podobna strategia kreowania miejskiej przestrzeni: wpisują się w bogatą tradycję prezentowania miasta poprzez procesy antropomorfizujące, Wilno w ich tekstach ukazywane jest jako organizm, który toczy choroba. Prywatna mitologia Kunc̆inasa sprawia, że miasto odsłania swoje bardziej przyjazne oblicze jedynie podczas krótkich chwil spędzonych z Tulą. Bohaterowie tymczasem ulegają tu atawistycznym metamorfozom i to kolejna już odsłona potencjalnej tożsamości homo sovieticus według litewskiego prozaika. Ten dwukierunkowy ruch wyznacza następny porządek interpretacyjny tej powieści.

            Wilno Jurgisa Kunc̆inasa uchwycone w ostatnich dekadach imperium jest miastem, które już z oczywistych względów nie istnieje i – nie da się ukryć – trudno zamienić je
w obiekt nostalgii. Tula prezentuje świat kompletny, pełen uskoków narracji i archeologicznej precyzji narratora, który można wielowarstwowo i nieustannie czytać, wnikając w głąb prywatnej mitologii dzielnicy. To przestrzeń tak swoista, że aż nieprzenikalna, wymagająca nieprzerwanej opowieści narratora, głęboko zanurzona w topografii miasta i wymykająca się jej zarazem, polemizująca z mitami miejskimi i tworząca alternatywny, głęboko autoironiczny tekst miasta.

Marta Kowerko-Urbańczyk

Fragment książki „Wilno-Vilnius. Polskie i litewskie reprezentacje miasta po roku 1990”, wyd. Nauka i Innowacje, Poznań 2016.

 



[1] Wszystkie powieści Kunc̆inasa doczekały się na Litwie publikacji dopiero po roku 1990.

[2] Por. W. Szymański, Jurgis Kunczinas – Tula, „Muza”, 08.09.2002.

[3] P. Huelle, Reqiuem dla Zarzecza, „Rzeczpospolita” 04.01.2003.

[4] Por. M. Kvietkauskas, Pędząc przez tunel czasu: nowe kierunki w literaturze litewskiej, przeł. Z. Mrozikowa, „Literatura na świecie”, 2005/ 1-2, s. 326.

[5] Por. T. Venclova, Wilno jako obiekt nostalgii, w: „Kulturos Barai”, 9/2009.

[6] Por. A. Kaleda, Dzieje literatury litewskiej 1918-2000, t. II., Ex  Libris, Warszawa 2003, s.131.

[7] J. Kurkiewicz, Miłość w Wilnie, „Tygodnik Powszechny” 16.02.2003.

[8] J. Kunc̆inas, Tula, przeł. A. Rybałko, Pogranicze, Sejny 2002, s. 13.

[9] Ibidem, s. 15

[10] Ibidem, s. 15.

[11] Ibidem, s. 22-23.

[12] Ibidem, s. 20.

[13] Zamieszkane przez rodziców Tuli Drugie Miasto funkcjonuje tu jako symbol skostnienia i drobnomieszczańskich nawyków, w przeciwieństwie do Wilna, w którym panuje atmosfera cyganeryjnej swobody. Narrator poszukuje wprawdzie rodzinnych związków z Wilnem, jednak istotą tych rozpoznań stają się raczej kwestie osadzenia i prawa do konfrontowania się z mitem wileńskości. Pomysł na takie pozycjonowanie obydwu miast jest dla literatury litewskiej nowatorski i poniekąd obrazoburczy. Niesie ze sobą przesłankę, że na wskroś litewskie Kowno, którego międzywojenny status „tymczasowej stolicy” jest dla Litwinów szczególnie cenny, nie dorównuje heterogenicznemu Wilnu. W zaproponowanej przez Kunc̆inasa perspektywie walorem obecnej stolicy Litwy staje się jej różnorodność: pojawia się tu zatem konglomerat postaci różnych narodowości. Wobec etnocentrycznych narracji przeważających po 1990 roku, w których wielokulturowość bywała nominalna i często służyła utrwaleniu dominacji danej grupy etnicznej, ta propozycja wydaje się odświeżająca.

[14] Ibidem, s. 138-139.

[15] Ibidem, s. 50.

[16] Inaczej dzieje się w przypadku czeskiej Pragi. Vladimir Czumało dowodzi, że górująca pozycja czeskiego akropolu organizuje miejską przestrzeń i utrwala władzę. Por. V. Czumało, Oddziaływanie wzgórz, „Autorportret. Pismo o dobrej przestrzeni” 2008/1.

[17] E. Rewers, Post- polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, op. cit., s. 64-65.

[18] „Miasto szykowało się do własnego pogrzebu – nie pamiętam tak słabo, tak beznadziejnie oświetlonych ulic, powyginane latarnie jeszcze bardziej podkreślały tę niesamowitość. Przechodnie przypominali topielców dopiero co wyciągniętych z wody, wciąż nieprzytomnych, chwiejnymi krokami, idących do domu, czy gdzie indziej.” (Ibidem, s. 125.)

[19] „Łopiany na twoich udach, na drżącej piersi, na brzuchu porośniętym cieniami jak wodorostami, jak korzeniami traw; dla czegośmy wybrali właśnie to miejsce, co nas tutaj powaliło, położyło na tym zatkanym, nie nie zatkanym tylko oplątanym trawami źródle? Boję się ześlizgnąć w bok, bo ono naprawdę wytryśnie, wyrwie się ku niebu, przerośnie wzgórza i wieże, dlaczego kochamy się tutaj, powiedz mi, Tula? […] Płacz, płacz, wdeptuj, wdeptuj mnie w błoto, muł, przyciskaj swoimi brązowymi pośladkami, tylko tego jestem wart, miętoś, mnie rękoma, ustami, sutkami, całym swoim kochanym płaskim ciałem tutaj, na tym zboczu, w tym grzęzawisku, poniżej śmietników Zarzecza, połamanych podwójnych łóżek, pordzewiałych dziecinnych wózeczków, materaców, opon, które się też tu nie toczą, leżą na dnie, obok kołysek, w których nigdy nie zapłaczą ani nasze, ani czyjekolwiek dzieci, poniżej obierzyn kartoflanych, kociego łajna i gnijących łodyg.” (Ibidem, s. 221-222.)

[20] J. Kunc̆inas, Pamięć wzrokowa, przeł. z litewskiego K. Korzeniewska, „Krasnogruda” 2001/ 13, s. 93-98.

[21] J. Kunc̆inas, Tula, op. cit. s. 35-36.

[22] „Obok wciąż jeszcze restaurowanych bernardynów po opadłych klonowych i topolowych liściach, po asfalcie i klinkierze znowu przechodzę od strony Przeczyścieńskiego Soboru do domu z absydą, opieram się o poręcze, palę i patrzę na wilgotne domy po drugiej stronie rzeczki – na wysoki klasztor, gdzie mieszkała moja ciotka Lidia i kuzyni Amerykanie, gdzie jesienią 1945 roku zaraz po powrocie ze zburzonej Rzeszy pukał mój ojciec, patrzę na składziki ledwo trzymające się kupy, na niezasypany dół z resztkami wodociągu i naprawdę zaczynam wierzyć, że jestem widzialnymi i niewidzialnymi więziami złączony z tym brzegiem, i z chmurą wiszącą nadal nad górą Bekiesza i z jeszcze bardziej rozrośniętą łopianową plantacją. Ta więź się zmienia, a jednocześnie zacieśnia, nie wiem jak inaczej mógłbym się wyrazić. Wiem, że jeszcze często będę tu przychodził, taki mus. Musze przyznać, że to przyciąganie zawiera pewną dozę mistyki i wmówionego sobie fatum, a może nawet przewrotnego snobizmu – widzicie jaki ja jestem. Bądź co bądź to moje terytorium, poznaczone włóczęgowskimi śladami, niczym obsikanymi przez psa drzewkami, umocnione wydarzeniami i przełomami urazami nóg i głowy, ciosami pod serce i kopniakami w żebra.”( Ibidem, s. 243-244.)

[23] Ibidem, s. 104.

[24]P. Huelle, Reqiuem dla Zarzecza, op. cit. 

 


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

PROGRAM LATA 

WYSTAWY

Europejska Nagroda Kultury Księżniczki Małgorzaty dla Pogranicza przyznawana przez Europejską Fundację Kultury z siedzibą w Amsterdamie.

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2017 r. do 31.12.2017 r. wyniosła 292.029,67 zł.

W 2017 roku Fundacja uzyskała również kwotę 12.221,60 zł w formie wpłat z 1% podatku.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI