Polskie drogi

2007-02-12 National Geographic Polska
Tekst: Wojciech Mikołuszko
Zdjęcia: Tomasz Tomaszewski

W drodze do nieba

To za ten krzyż, za te dwa palce! - Marta Ancipow, przez innych starowierców zwana z rosyjska Marfą, podniosła prawą rękę ze skrzyżowanym palcem wskazującym i środkowym.


Zawsze spokojna, niezwykle miła i gościnna, tym razem zdenerwowała się, a jej głos przeszedł w krzyk. - Obcinali te palce, palili nas na stosach, mordowali, gonili po puszczach, po pustyniach! Uciekaliśmy, gdzie kto mógł. Nawet tutaj - cichnie.

"Tutaj" to wieś Gabowe Grądy położona kilkanaście kilometrów na południe od Augustowa - obecnie najsilniejszy ośrodek staroobrzędowców w Polsce. Pozostałe dwa - jeden na ziemi suwalsko-sejneńskiej z centrum w Wodziłkach; drugi na Mazurach ze świątynią i klasztorem w Wojnowie - ostatnimi laty bardzo osłabły. Wielu starowierców sprzedało swe gospodarstwa, wyjechało do miast, za granicę. Inni wtopili się w polski pejzaż. Żeby ich rozpoznać, trzeba uważnie patrzeć i słuchać. Wtedy dopiero, po dłuższej chwili, wzrok przyciągają długie brody u starszych mężczyzn, sauny w stylu rosyjskim zwane tu bajniami; czy skryte gdzieś w sypialni za zasłonkami bogate ikony i ośmioramienne krzyże, nigdy nie przybijane gwoździami. A wreszcie z czasem, gdy mieszkańcy przyzwyczają się już do gościa, da się słyszeć rosyjską gwarę - dziwnie miękką, przesyconą polonizmami, a bywa, że i słowami, które pobrzmiewają egzotyką. Może to wpływ litewskiego? Może białoruskiego? A może ślad po wędrówkach po jeszcze bardziej odległych rejonach?

Historia ośrodków w Gabowych Grądach i na ziemi suwalsko-sejneńskiej toczyła się podobnie. Oba były otoczone wioskami polskimi. Oba po I wojnie światowej znalazły się w granicach odrodzonej Rzeczpospolitej. I w obu mieszkańcy byli dwujęzyczni: płynnie mówili zarówno w gwarze rosyjskiej, jak i lokalnym dialektem polskiego. Staroobrzędowcy z Mazur zaś podlegali władzy pruskiej, chodzili do niemieckich szkół, korzystali z pruskich urzędów i w konsekwencji stali się aż trójjęzyczni: rosyjsko-polsko-niemieccy.

Po II wojnie światowej, gdy Mazury znalazły się w nowych granicach Polski, wojnowski zakon zamieszkiwało już tylko kilka mniszek. Nadal jednak działała tam starowierska molenna oraz cerkiew - niegdyś jednowiercza, obecnie prawosławna. Również świątynie w Wodziłkach i w Gabowych Grądach przyciągały wiernych, którzy powrócili z wywózek i wypędzeń w czasie obu światowych wojen. Ale nie wszystkim to się udało. Wielu staroobrzędowców z Suwalszczyzny wyjechało na Litwę. Z 90 przedwojennych gospodarstw w Wodziłkach pozostało tylko 19. Gabowe Grądy spalono całkowicie w czasie wojny. Część mieszkańców odbudowała domy, inni jednak przenieśli się do miast.

Ci, co pozostali na wsiach, nadal jednak trzymali się swej wiary, mowy i obyczajów. - Kiedy pojawiłam się wśród nich w latach 50., by prowadzić badania, tworzyli bardzo zwartą grupę - opowiada prof. Grek-Pabisowa. - Bardzo trudno było do nich dotrzeć, zdobyć zaufanie. Bali się, że zostaną zabrani do Rosji. A jeszcze bardziej - że ich religia i obyczaje będą wyśmiewane.

W tamtych czasach staroobrzędowcy bardzo wyraźnie różnili się od polskich sąsiadów. - Dziewczynki nosiły długie spódnice - wspomina prof. Grek-Pabisowa. - Wszystkie kobiety miały chustki na głowach, których nie związywały, lecz spinały. Żadna się nie malowała ani nie strzygła włosów. A mężczyźni, którzy przekroczyli wiek Chrystusowy, nie obcinali już bród.
Starowiercy pilnowali też surowych postów. W każdą środę, piątek, przez cały Wielki Post, przez kilka tygodni przed świętem Piotra i Pawła oraz cały Adwent nie wolno im było jeść pokarmów pochodzenia zwierzęcego - nawet mleka czy jajek. Ale i poza tymi okresami trzymali się licznych zakazów i nakazów: nie palili tytoniu, nie pili herbaty, nie nadużywali alkoholu, nie jadali krwi ani mięsa ze zwierząt, które rodziły się ślepe (króliki, konie). - Byłam świadkiem, jak nastawnik w molennie potępiał tych, co się upijali - mówi badaczka.

Nastawnik to osoba, która prowadzi nabożeństwa w starowierskim domu modlitwy. Wybiera go zgromadzenie całej parafii. Często jest to szanowany członek ich społeczności, który potem doucza się teologii, zasad wiary i doszkala swą znajomość cerkiewnosłowiańskiego, języka liturgicznego staroobrzędowców. - Nastawnik to nauczyciel, przewodnik, mąż zaufania, a nie sędzia - wyjaśnia Mieczysław Kapłanow, żołnierz na emeryturze, który w lipcu 2006 r. został wybrany na nastawnika przez parafię Gabowe Grądy.

Kapłanow jest dziś jedynym nastawnikiem w Polsce. Dwie parafie - w Wodziłkach na Suwalszczyźnie oraz w Wojnowie na Mazurach - są prowadzone przez osoby niewyświęcone. Do Suwałk, gdzie zbudowano molennę dla staroobrzędowców opuszczających rodzinne wsie, dojeżdża nastawnik aż z Łotwy. Nie ma też już starowierskich zakonnic. Ostatnia, siostra Afimia Kuśmierz, zmarła w kwietniu 2006 r. w wieku 91 lat.

W całej Polsce pozostało tylko około tysiąca staroobrzędowców, resztki po dawnej świetności licznej i barwnej religijnej wspólnoty. - Dosięga nas cywilizacja - żali się Mieczysław Kapłanow. - Kiedyś ludzie siedzieli razem, we wsi, to się trzymali. Teraz studiują, wyjeżdżają do miast. Tam wybierają życie łatwe i przyjemne.

Stare surowe zasady powoli odchodzą w przeszłość. Staroobrzędowska społeczność coraz mniej różni się od otaczających ją Polaków. Mężczyźni z miast golą brody, kobiety - strzygą włosy i malują się. Na wsi pozostali głównie starzy i samotni starowiercy, którzy nie zawsze radzą sobie z naprawą niszczejących domów. Dziurawe dachy przeciekają, zepsute piece kopcą, a przemakające ściany ratuje się, obijając je papą. Wnuki, które przyjeżdżają tu na ferie czy wakacje, często nie znają rosyjskiej gwary dziadków. Czasem nawet i ich wiary.

Dionizy Moskalow - tu na wystawie sztuki starowierskiej w Domu Pracy Twórczej w Wigrach - jest jednym z ok. tysiąca ostatnich staroobrzędowców w Polsce.
Zimą starowiercy ze Sztabinek koło Sejn lubią łowić ryby pod lodem.
85-letnia Praskowia Ancipow z Gabowych Grądów mieszka z niepełnosprawnym synem Grzegorzem, zwanym z rosyjska Griszą. Czasem odwiedzają ją cztery córki z mężami. Wtedy jest okazja do "wypicia za zdrowie".

Staroobrzędowcy, emigranci z Rosji, przywieźli na ziemie polskie swą narodową tradycję: kąpiel w rosyjskiej saunie, zwanej w miejscowej gwarze bajnią. Drewniany budyneczek, z piecem, wodą i brzozowymi witkami, stoi na tyłach niemal każdego gospodarstwa. Mieszkańcy wyparzają się w nim każdej soboty, nawet w najsroższe zimy.

Jedyny starowierski klasztor w Polsce znajduje się w Wojnowie. W czasach świetności mieszkało tu ponad 40 mniszek i liczni rezydenci (często ludzie starzy). Ostatnia z sióstr, Afimia Kuśnierz (obok), zmarła w kwietniu 2006 r. Klasztor przeszedł w ręce prywatne i jest dziś tylko atrakcją turystyczną.
Staroobrzędowcy z parafii Gabowe Grądy zebrali się, by wybrać przewodniczącego gminy. Dla jednego z mieszkańców była to okazja, by pochwalić się medalem przyznanym przez prezydenta Rosji Władimira Putina.

Wnuczka Marfy Ancipow jeszcze zna rodzimą gwarę rosyjską, chociaż woli posługiwać się językiem polskim. Podczas odwiedzin u babci zajrzała do stojącej na tyłach gospodarstwa bajni.
Prześladowania i wypędzenia zmuszały staroobrzędowców do ciągłych migracji. Część z nich, posuwając się coraz dalej na zachód, pod koniec XVIII wieku dotarła na ziemię sejneńską - rzadko zaludnioną krainę łagodnych wzgórz i urokliwych jezior, gdzie żyją do dziś. Na zdjęciu - okolice tamtejszej wsi Sztabinki.

W starowierskiej wsi Gabowe Grądy tylko nieliczni pracują we własnych gospodarstwach rolnych. Wielu mieszkańców to emeryci, renciści lub bezrobotni, którzy chwytają się każdej okazji, by dorobić. Często znajdują sezonowe zatrudnienie przy wyrębie lasu.

W dowód szacunku dla zmarłych krewnych starowierka z Wojnowa na Mazurach założyła chustkę, długą spódnicę i pochyla się, by oddać im cześć.
Dziś bardzo rzadko zdarza się, by ktoś w wieku dorosłym przyjmował wiarę staroobrzędowców. Jeśli do tego dojdzie, musi zostać ochrzczony przez trzykrotne zanurzenie w wodzie - najlepiej latem, w rzece.
Młode pokolenie starowierców ucieka ze wsi do miast. Niektórzy jednak pozostają i pomagają rodzicom w gospodarstwie - tu podczas zwożenia zboża z pól w Maćkowej Rudzie.

Dzisiejsi młodzi ludzie ze starowierskich rodzin wyglądem nie różnią się już od rówieśników - wyglądają zupełnie współcześnie.


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Od 1 września

Dwór Miłosza w Krasnogrudzie

czynny od poniedziałku do piątku 10.00 - 16.00

 

 

 

 Instytucja współprowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

 

  Instytucja Kultury Województwa Podlaskiego

 

IV Kongres Archiwistyki Społecznej

"Krasnogrudzkie Archiwum Pogranicza. Opowieść Małgorzaty Sporek-Czyżewskiej" 

 

  

 

SEJNEŃSKA KSIĘGA BAŚNI- OPOWIADA POMYSŁODAWCZYNI BOŻENA SZROEDER

 

,,Atlas Sejneńskiego Nieba" 

wystawa Małgorzaty Dmitruk, Biała Synagoga

 

  

,,Żegaryszki II i Inne" 

wystawa Krzysztofa Czyżewskiego, Krasnogruda, aleja Gabrielii

 

 

  

 

 

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, kochani Rodzice, Sąsiedzi, Goście Sejn i Krasnogrudy, 

Bardzo zachęcamy do wsparcia Fundacji Pogranicze 1%-em Waszego podatku. Pomoc taka dla nas w dzisiejszych czasach jest jedną z możliwych dróg utrzymania naszego miejsca.  

Jak można przekazać 1% swojego podatku dla Organizacji Pożytku Publicznego jaką jest Fundacja Pogranicze? W zeznaniu podatkowym należy wpisać KRS Fundacji Pogranicze: 0000178248.

 

 

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. wyniosła 88.736,29 zł.

W 2020 roku Fundacja uzyskała również kwotę 9.545,20 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.667,98 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI