Śladem cygańskiego losu.

 baśń Krzysztofa Czyżewskiego z udziałem Patryka Jankowskiego i Izy Maksimowicz


Śladem cygańskiego losu
 
Z cyklu „Baśnie sejneńskie”
Autor: Patryk Jankowski
Współpraca: Iza Maksimowicz
Prowadzenie i redakcja: Krzysztof Czyżewski
 
Zdarzyło się to latem, w końcu lipca. Jakub i Wiktoria, od dzieciństwa zaprzyjaźnieni
ze sobą, jak co roku wybrali się na wakacje do starego domu dziadków chłopaka. Babcia już
nie żyła, natomiast dziadek mieszkał w domu spokojnej starości. W rodzinie uchodził on za
szaleńca. Jakub go nie znał, gdyż rodzice zawsze starali się aby trzymał się z dala od
niego. Młodzi byli świeżo upieczonymi maturzystami i były to ich ostatnie wakacje przed
rozpoczęciem dorosłego życia. Żadne z nich nie wiedziało jednak co chce robić w życiu. Oboje
bali się, że wpadną w wir kariery. Nie potrafili wyobrazić sobie siebie krążących tylko wokół
zarabiania pieniędzy. Pragnęli czegoś więcej, ale żadne z nich nie wiedziało czego. 
Zbliżało się południe i skwar lipcowego słońca nagrzewał dach małego czarnego opla.
Gdy Jakub i Wiktoria zbliżali się już do celu swojej podróży, ich oczom ukazały się drzewa
otulające gospodarstwo i duży staw pośród łanów złotego zboża. Wjechali przez starą,
porośniętą mchem bramę i zatrzymali samochód przed starym, drewnianym dworkiem o
ścianach w kolorze kasztana, dwuspadowym dachu z małymi okienkami w kształcie domków,
po jednym na stronę. Uroku dodawał mu ganeczek z czterema kolumienkami,
podtrzymujący balkon i przedzielający dom na pół. Ramy okien miały kunsztownie rzeźbiony
ornament. Przed domem po prawej był stary gliniany składzik i garaż, po lewej znajdował się
niewielki, modrzewiowo-brzozowy las. Za garażem ciągnęły się ogrody kwiatowe i był też
sad pamiętający czasy sprzed wojny. W powietrzu unosił się zapach wiekowych lip i jabłoni.
Młodym, którzy co dopiero wyszli z klimatyzowanego samochodu, doskwierał teraz
letni upał. Jakub był wysoki i szczupłym młodzieńcem o ciemnych włosach z przedziałkiem na
środku, ciemnobrązowych oczach i dobrze widocznych rysach twarzy. Ubrany był w krótkie
czarne spodenki i białą koszulkę polo. Wiktoria, jasnowłosa, była niższa od niego, a uroku
 dodawały jej niebieskie, pełne dobroci oczy. Ubrana była w czerwoną spódniczkę w  czarną
kratę. Gdy tylko weszli na ganek, powróciły do nich piękne wspomnienia z wcześniejszych
lat. Doskonale pamiętali rozkład pomieszczeń w dworku. Wypakowali swoje rzeczy z
samochodu i zabrali się za porządki w domu, w którym już od dłuższego czasu nikt nie
mieszkał.
 Podczas, gdy Jakub przecierał obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, wypadł mu ze
ściany gwóźdź i zniknął gdzieś pod szafą. Nie mogąc go nigdzie znaleźć, pomyślał, że poszuka
gwoździ na strychu. Był tam już kiedyś i pamiętał, że dziadek lubił tu przechowywać rozmaite
rupiecie. Wspiął się po schodach i odemknął ciężką klapę wzbijając tumany kurzu, przez
które przebijały się promienie zachodzącego słońca, sprawiając, że strych przypominał teraz
zaczarowaną komnatę.
– Czego szukasz? – dopytywała go Wiktoria, wspinając się po drabinie za jego
plecami, ciekawa jaki z góry będzie widok na ogrody. 
– Szukam gwoździa – odpowiedział Jakub rozglądając się uważnie dookoła. Czego tu
nie było… szafa, komoda, kredens, stół z ławkami i duży kufer pod oknem. Otwierali szuflady,
zaglądali na półki, ale poza kurzem i pajęczynami nic tam nie było. Wiktorię ciekawił kufer.
Wiedziała, że gwoździa tam raczej nie znajdzie, ale coś podpowiadało jej, żeby tam zajrzeć. Z
jego wnętrza wydobywał się zapach starości. Spojrzawszy do środka, aż krzyknęła ze
zdumienia na widok piękny sukien. Zupełnie nie spodziewała się, że dom,  który
odwiedzała już tyle razy, może skrywać takie skarby.
– Jakub patrz! – krzyknęła.
– Co się stało? 
– Zobacz jakie wspaniałe rzeczy znalazłam tutaj. 
Wiktoria wyciągała z kufra suknie, jedną po drugiej, to czarną i długą aż do ziemi, z
kwiatami wyszywanymi złotą nicią, to w kolorze morskiej zieleni i z falbanami. W duchu
myślała sobie, że jej przyjaciółki byłyby zachwycone takim znaleziskiem. Po wyciągnięciu
wszystkich sukni, na dnie kufra ukazała się drewniana szkatułka z ciemnego dębu.  Była
prosta, pozbawiona zdobień, a zdarte boki i zarysowane ścianki świadczyły
o jej starości. Jakub wziął szkatułkę do ręki i położył ją na stole. Przyjaciele próbowali ją
otworzyć, lecz stary, pordzewiały haczyk, służący jako zamknięcie, ani drgnął. Sporo czasu ich
kosztowało zanim zdołali odemknąć jej wieczko. Ich żądnym poznania tajemnicy oczom
ukazały się pożółkłe od upływu lat papiery. Unoszący się od nich zapach był jak wehikuł
 czasu, przenoszący ich w inny świat. Oczami wyobraźni zobaczyli stary las i usłyszeli jego
szum zmieszany ze śpiewem ptaków i szmerem strumienia. Nagle zapragnęli zostać częścią
tego nieznanego im jeszcze królestwa. Jakub wyciągną rękę po pierwszą zapisaną kartkę…  
W maju najlepiej 
- mieszkać sobie nad wodą,  
- układać się do snu w lesie…
 
– Tak właśnie chciałbym spędzić przyszły maj, w lesie, w bliskości z naturą. Nie wiem
jak to możliwe, lecz dzięki zawartości tej szkatułki dowiedziałem się, że mam marzenie ukryte
głęboko w duszy, które dopiero teraz odkryłem – powiedział Jakub, czując, że jego życie w
końcu ma szansę odnaleźć właściwą ścieżkę. Wreszcie poczuł się zrozumiany. Od zawsze
dusiło go siedzenie w domu, kochał spacery, podróże, wodę, lasy i łąki. Nie wiedział jeszcze
czemu jego sercu tak bliskie jest marzenie o wędrówce, ale chciał je jak najszybciej spełnić. 
Tymczasem Wiktoria czytała już kolejny fragment wiersza znalezionego w szkatułce… 
Już dawno przeminęła pora 
Cyganów, którzy wędrowali. 
A ja ich widzę: 
Są bystrzy jak woda  
Mocna, przejrzysta, 
Kiedy przepływa.
 
Czytając kolejne kartki ze szkatułki zapisane wierszami, Jakub i Wiktoria coraz głębiej
zanurzali się w świat marzeń, ukryty gdzieś na dnie ich duszy i przemilczany. – Póki nie jest za
późno, wybierzmy się w podróż – na głos dzielili się teraz swoimi myślami – tak jak kiedyś
Cyganie. Płyńmy przez góry i lasy, nawiedzając rzeki i jeziora, jak ta cygańska woda co się
bystrzy, odkrywajmy tajemnice świata, podziwiajmy jego piękno. Oboje pragnęli tego
samego – przygód, podróży, zagłębiania się w tajniki natury, zaprzyjaźniania się z leśnymi
duchami, wskazującymi drogę cygańskim taborom.
W szkatułce pod kartkami ukryta była czarnobiała fotografia, a na niej czarnowłosa
dziewczyna, młoda i piękna, z naszyjnikiem z nieprzeliczonych korali i kolczykami jak dwa
księżyce. Na rękach trzymała małe dziecko i spoglądała na stojącego przy niej wysokiego
mężczyznę. Na odwrocie fotografii odnaleźli datę: 1924 rok. Jakubowi nie dawało spokoju to,
 że nie wiedział kim są te osoby, choć przecież było całkiem prawdopodobne, że byli częścią
jego rodziny. Przez myśl mu przeszło, iż powinien zapytać o to dziadka. Zaraz jednak
uprzytomnił sobie, że nawet nie wiedział, jak on wygląda. Widział go tylko raz, dawno temu,
jeszcze za czasów, gdy dziadek mieszkał w tym domu. Może rację ma Wiktoria,
podpowiadająca, że osoby na tej fotografii mają ciemną karnację skóry i pewnie pochodzą
gdzieś ze Wschodu? – Jeśli tak – myślał Jakub – to kim ja jestem?
 Jakub nigdy nie interesował się historią swojej rodziny. Zwłaszcza o rodzinie od
strony ojca wiedział mało, a gdy próbował o nią wypytywać, rodzice coś przed nim ukrywali
albo zbywali go byle czym. Powiedział o tym teraz Wiktorii, która zaczęła poważnie się
zastanawiać jak mu pomóc i co powinni zrobić w tej sytuacji.
 – Może wybierzmy się w odwiedziny do twojego dziadka. Mam przeczucie, że
dowiemy się od niego kto jest na tej fotografii – mówiąc to Wiktoria bała się, że Jakub źle
zareaguje na ten pomysł. Tymczasem Jakub, po chwili zastanowienia, przyznał jej rację,
zerwał się gwałtownie na nogi i zaczął pakować rzeczy, rzucając jej przez ramię – Jedziemy?
– Gdzie? Kiedy?
– Jedziemy do mojego dziadka. Nie ma na co czekać. Jakoś go znajdziemy, w
miasteczku jest tylko jeden dom starości.
 
Jakuba i Wiktoria bardzo byli przejęci odkryciem tajemnicy skrytej w szkatułce na
strychu i sami byli zaskoczeni tym, jak szybko podjęli decyzję, zmieniającą całkowicie ich
wakacyjne plany. Gdy wyruszali ze starego dworku, słońce przykrywały chmury, brzozy
jakoby kłaniały się im na pożegnanie, a z gniazda na składziku zerwał się bocian. Jechali
piaskówką, pośród pól, a potem mocno podziurawioną asfaltową drogą prze osiedle
domków jednorodzinnych. Dom starości w ich miasteczku prowadzony był przez zakonnice.
Kiedyś mogły tu przebywać tylko kobiety. Gdy dotarli na miejsce, Jakuba ogarnęły
wątpliwości, czy dobrze robią. Nie dość, że nie znał swojego dziadka, to jeszcze mówiono o
nim, że jest szalony. Nie było jednak już odwrotu, a ciekawość poznania prawdy i
przyjacielskie wsparcie Wiktorii dodawały mu odwagi. Zdecydowanie nacisnął dzwonek w
bramie. Głos starszej kobiety zapytał co ich tu sprowadza.
– Przyszliśmy do... – Jakub zastanawiał się jak właściwie nazwać tą wizytę. – Do
dziadka… Przyszliśmy do dziadka – odpowiedział po chwili.
 Kobieta otworzyła furtkę i wprowadziła ich na dziedziniec, gdzie stała figura Matki
Boskiej, otoczona klombami kwiatów, zwłaszcza bratków, hiacyntów i narcyzów. Weszli do
budynku, w którym przywitała ich siostra Felicja.
– Przyszliśmy do dziadka Stanisława – powiedział Jakub.
– A, do pana Stasia, na pewno się ucieszy, dawno nikt go nie odwiedzał. Chodźcie za
mną – zapraszała ich do środka zakonnica. 
Długim korytarzem doszli do pokoju numer 14. Jakub zapukał z lekkim zawahaniem,
nie wiedząc, co ma powiedzieć dla dziadka.
– Proszę – usłyszeli miły głos. Weszli do środka. Na specjalistycznym łóżku szpitalnym
siedział wychudzony, przygarbiony siwy pan. Twarz miał pomarszczoną, jedynie oczy nie
uległy starości, brązowe i lśniące, widać było w nich jeszcze błyski radości. Lekko uśmiechnął
się na ich widok.
– Dzień dobry, nazywam się Jakub, czy mam przyjemność z panem Stanisławem?
– To ty Jakubie? Wiedziałem, że przyjdziesz. Usiądźcie sobie.
– Pan wie kim jestem? Przecież spotkaliśmy się tylko raz i to tak dawno? 
– Nie mógłbym cię nie poznać, jesteś tak podobny do mojego ojca... Proszę, mów do
mnie dziadku. Co cię tu sprowadza? 
– Przyjechałem na wakacje do twojego domu. Razem z moją przyjaciółką Wiktorią.
Szukaliśmy czegoś na strychu i tak odkryliśmy starą szkatułkę, a w niej jakieś zapiski i
to zdjęcie. Pomyślałem, że wiesz kim są ci ludzie. – Staruszek uśmiechnął się
tajemniczo na widok starej fotografii.
– Myślałem, że gdzieś przepadła. Oczywiście, że wiem kim są ci ludzie, przecież to moi
rodzice, Donka i Baro. A ten mały to ja we własnej osobie.
– Czemu ci ludzie są ubrani jakoś inaczej? Czemu nie miałem nigdy z tobą kontaktu?
Co kryje się za tymi wierszami? – Jakub zasypywał dziadka pytaniami, podając mu
jednocześnie zapiski znalezione w szkatułce. 
– To jest bardzo długa historia. Dawno, dawno temu, gdy las jeszcze przemawiał do
ludzi, a szum wiatru wskazywał im kierunek podróży, po świecie wędrowały tabory
kolorowych wozów ciągniętych przez konie. To byli Cyganie. Ich domem była natura.
Choć nie mieli książek, w pieśniach i opowieściach przechowali starożytną kulturę
Wschodu, skąd przed wiekami wyruszyli w niekończącą się podróż. Zachowali wróżby
i śpiew, harfy i sztukę kowalską, upodobanie do płomiennych barw i biżuterii z
 bogatym ornamentem. Kobiety nosiły długie suknie w kwiaty, mężczyźni kapelusze z
szerokim rondem. Wędrując, docieraliśmy do najbardziej ukrytych i dzikich zakątków
przyrody, wysoko w góry i daleko w przepastne puszcze.
– Jak to „docieraliśmy”? Ty też jeździłeś z Cyganami? 
– O tak. Twój dziadek jest Romem, bo tak sami Cyganie siebie nazywają. Dzieciństwo i
młodość spędziłem w taborze. Z całą rodziną wędrowaliśmy aż do tego strasznego
dnia, gdy milicja nas zaaresztowała. Zabrali nam konie, zakazali podróżować, zamknęli
w jakimś porzuconym baraku po kaczkach, cały tabor. Nie wiedzieliśmy co mamy
zrobić ze swoim życiem. Odebrano nam naszą kulturę, przemocą nakazano zerwać z
tradycją naszych przodków, zniszczono nas. 
– Kto to zrobił i po co? – wzburzonym głosem zapytała Wiktoria. 
– Władza ludowa. Cygańskie dzieci nie chodziły do szkoły, a my do pracy. Nie
pasowaliśmy do społeczeństwa więc na siłę starali się nas przystosować. 
– Skoro ty jesteś Cyganem, to kim ja jestem? Czy to możliwe, że ja też…? – dopytywał
z niedowierzaniem Jakub.
– Tak, jesteśmy Cyganami, albo jak mówiłem ci wcześniej – Romami. Twój ojciec
nigdy tego nie akceptował, chciał żyć “normalnie”. Pewnie wmówił ci, że jestem
szalony bo jestem inny, bo wierzę w naturę, wierzę w leśne duchy, które wyznaczały
nam drogę podróży, ufam słowom wiatru…
– Ale jak to? To niemożliwe, przecież ja jestem Polakiem... 
– Usiądź, nie denerwuj się, posłuchaj dalej, a zrozumiesz jak piękna jest to kultura,
twoja kultura. Być może będziesz tym, który przywróci naszej rodzinie tożsamość. Jeszcze
przed twoim narodzeniem, powiedziały mi to duchy ogniska podczas pełni księżyca. Poznanie
swoich korzeni to jest twoje przeznaczenie, nie uciekniesz od niego. Spójrz na to
–staruszek wstał i podszedł do szafeczki. Wyjął z niej stare kartki i bransoletkę w kolorach
zielono-czerwonych, supełkową, robioną ręcznie. A potem spojrzał głęboko w oczy Jakuba i
rzekł:
– To są notatki moje i twojej babki Sławutni. Zapisywaliśmy je jeszcze w czasie
wędrowania z taborem. Znajdziesz tu historię naszego rodu, a także domu, w którym
spędzasz wakacje. – Dziadek Stanisław usiadł na łóżku i zaczął opowiadać. – Dawno, dawno
temu, gdy twoi prapradziadkowie mieszkali w namiocie z paleniskiem w środku, bardzo
chcieli mieć dziecko. Prababka udała się do starej wróżbitki, a ta zaleciła jej wydrążenie dyni,
 największej jaką znajdzie, i napełnienie jej mlekiem. Później moja babka to mleko wypiła,
dzięki czemu – jak orzekła nasza starszyzna – urodziła syna. Dano mu na imię Bachtało. Jak
tylko podrósł, wyruszył on w podróż w poszukiwaniu szczęścia. Miał ze sobą kij i skrzyneczkę,
które to przedmioty miały mu pomóc w spotkaniu swojego losu. W owym czasie król
cygański ogłosił, że człowiek, który go uszczęśliwi, otrzyma rękę jego córki i połowę
królestwa. Bachtało stanął przed obliczem króla i nie lękając się niczego oznajmił mu, że
przyszedł po królestwo i żonę. Rozgniewało to króla. Rozkazał zamknąć go pod wielkim
dębem w lochu. Wtedy mój ojciec udał się po radę do zwierząt w lesie. Dowiedział się, że
musi poszukać czarodziejskiego dźwięku, bo tylko on będzie miał moc promieniowania na
króla. Ojciec sklecił drewnianą skrzyneczkę, umocował do niej długie włosy z końskiego
ogona, a z zagiętego w łuk patyka zrobił pierwszy smyczek. Gdy pociągnął nim po strunach z
włosia, z lochu, w którym był uwięziony na świat zaczęły wydobywać się piękne dźwięki,
jakich nikt wcześniej nie słyszał. Muzyka dotarła do króla i go zauroczyła. Bachtało został
uwolniony, król przyjął go u siebie z honorami i zgodnie z obietnicą oddał mu rękę swojej
córki i połowę królestwa. Taka jest legendarna tradycja twojej rodziny, słynącej ze
wspaniałych muzykantów, a zwłaszcza skrzypków. Jesteś z królewskiego rodu, pamiętaj o
tym. W tobie nadzieja, że słońce tej tradycji wzejdzie na nowo i odrodzą się nasze korzenie.
   Rozmowa z dziadkiem Stanisławem wywarła na Jakubie niezatarte wrażenie. Również
w Wiktorii zbudziła się tęsknota za podróżą i pragnienie poznania tajemnicy, na ślad której
trafili na zakurzonym strychu rodzinnego domu jej przyjaciela. Oboje postanowili teraz, że
wybiorą się razem w podróż śladami Cyganów. Dziadek wskazał im na mapie miejsce na
Mazurach, w którym zakończyła się wędrówka jego taboru, gdzie zaaresztowała ich milicja z
nakazem osiedlenia się w barakach. Od tego właśnie miejsca zapragnęli rozpocząć swoją
podróż. Po dotarciu tutaj, rozpoznali to samo słońce i wiatr, stare dęby, które musiały
pamiętać cygańskich wędrowców. Rozpalili ognisko. Siedli blisko siebie, czując, że ta
wakacyjna przygoda bardzo pogłębiła ich przyjaźń. I otworzyli książkę, którą dziadek dał im
na drogę. W szumie drzew dało się słyszeć słowa cygańskiej poetki Papuszy:
Pokochał mnie las, 
Dał mi cygańskie słowo. 
Wiatr nauczył mnie śpiewać...
 
Ilustracja : Wiesław Szumiński

Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Od 1 września

Dwór Miłosza w Krasnogrudzie

czynny od poniedziałku do piątku 10.00 - 16.00

 

 

 

 Instytucja współprowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

 

  Instytucja Kultury Województwa Podlaskiego

 

IV Kongres Archiwistyki Społecznej

"Krasnogrudzkie Archiwum Pogranicza. Opowieść Małgorzaty Sporek-Czyżewskiej" 

 

  

 

SEJNEŃSKA KSIĘGA BAŚNI- OPOWIADA POMYSŁODAWCZYNI BOŻENA SZROEDER

 

,,Atlas Sejneńskiego Nieba" 

wystawa Małgorzaty Dmitruk, Biała Synagoga

 

  

,,Żegaryszki II i Inne" 

wystawa Krzysztofa Czyżewskiego, Krasnogruda, aleja Gabrielii

 

 

  

 

 

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, kochani Rodzice, Sąsiedzi, Goście Sejn i Krasnogrudy, 

Bardzo zachęcamy do wsparcia Fundacji Pogranicze 1%-em Waszego podatku. Pomoc taka dla nas w dzisiejszych czasach jest jedną z możliwych dróg utrzymania naszego miejsca.  

Jak można przekazać 1% swojego podatku dla Organizacji Pożytku Publicznego jaką jest Fundacja Pogranicze? W zeznaniu podatkowym należy wpisać KRS Fundacji Pogranicze: 0000178248.

 

 

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. wyniosła 88.736,29 zł.

W 2020 roku Fundacja uzyskała również kwotę 9.545,20 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.667,98 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI