Wspomnienia mieszkańców Sejn

Wspomina Józef Romanowski

Żydzi mieli osobne życie. Ich święto rozpoczynało się od piątku, a w sobotę kończyło. To już nie mogli handlować, religia imna to nie pozwalała. Nawet jeśli chciałeś kupić "od tyłu", to nic z tego. 

Co to był ten szabas? Świece obowiązkowo, ryba, kugiel - takie tarte ziemniaki w foremce jak babka piaskowa, zapiekana, no i dzwonek śledzia, oj nie było tego żeby dzwonka nie zjeść. To była taka wieczerza. No i szli do bóżnicy się modlić. Mężczyźni przeważnie, a niezamężzne niewiasty to w ogóle nie chodziły. Kobiety zamężne to miały swoje osobne miejsce do modlitwy. Tu gdzie teraz jest biblioteka, u góry się modliły.


Wspomnienia Ireny i Mieczysława Staniewiczów


Wielu zamożnych Żydów, mieszkających w centrum miasta, miało piekarnie. Piekarnia Dusznickiego znajdowała się przy ulicy Piłsudskiego. Była to dawna piekarnia Kaleckiej, teściowej Dusznickiego. Piekarnia Perkala stała w miejscu, gdzie obecnie jest hotel. W piekarniach oprócz chleba białego, pytlowego i razowego, wypiekano też grochowiak (zapewne do mąki pytlowej dodawano grochową), bułki-bondy (wielkości blachy do pieczenia), kręcone chałki-jak dziś, kajzerki, bułki kisło - słodkie z rodzynkami, bułki trójkątne (maślane)z makiem lub serem, a w karnawale pączki i faworki zwane też chrustami, makowce, pierniki i inne małe ciasteczka, także mikado - trójkątne wafle przekładane masą czekoladową. wiele też było sklepożydowskich tzw. bławatnych - z materiałami, z wyrobami gotowymi - ubraniami, z galanterią, spożywczych, składów win i wódek. Biedniejsi Żydzi trudnili się handlem okrężnym. Jeździli po wsiach, skupując szczecinę-świńską sierść, końskie włosie, szmaty, papier itd.

 


Wspomina Helena Warakomska


Wcześniej moja rodzina mieszkała na Konopnickiej. I tam w naszym domu ukrywali się nasi Żydzi.Przez dwa tygodnie ukrywaliśmy ich. W dzień siedzieli w takiej szopce, a w nocy, żeby nikt nie widział szli spać do domu. Ale i tak codziennie sprawdzali, czy nikt się nie ukrywa, i onio musieli być bardzo ostrożni. I oni się bali, i my się baliśmy. Bo gdyby się wydało, że oni się ukrywają tam u nas, to nie wiadomo co by się stało. Mogli i nas pozabijać i tych naszych Żydów tak samo. To wiadomo, dlaczego był taki strach. Z domu tych naszych Żydów Niemcy pozabierali wszystko - tu były takie piękne meble, a jakie żyrandole, takie kryształowe, świecące i rzeźbione. To Krenz- Nimiec wszystko zabrał. Zostały po nich tylko poduszka i takie białe materiały. Jak ktoś umierał, to się go okręcało w takie białe prześcieradło.
Ci nasi Żydzi nazywali się Młynarscy. Pamiętam imiona - Fejgelka, Hena, Bijomko. Mam zdjęcia tej naszej Żydówki - była piękna, a jej siostra jeszcze piękniejsza. Hena miała 36 lat, Fejgelka chyba 40, to były starsze panny.


Wspomina Stanisława Auron


Jak przyszli Niemcy, to Żydów pognali. Nie został żaden Żyd. Za jakiś czas przychodzi mój brat i mówi, że tutaj jak Berżniki - Żydzi siedzą. Zima już była. A moja rodzina to była znajoma z takimi Żydami. Danty się nazywali. No i ta Dantowa urodziła dziecko - chłopczyka - no i prosi, żeby nas powiadomić. Ta Dantowa prosiła jeszcze, żeby wziąć jakąś chustę. Kiedyś kobiety nosiły takie ciepłe chusty, ogromne jak koce, tyle że z frędzlami. Mama wzięła tę chustę, brat wziął łódkę i przepłynę li przez rzekę po to dziecko. Dziecko było bardzo zmarznięte, mokre, mama je opatuliła i przywiozła do domu. Dantowa płakała za tym chłopczykiem.
A do nas to przychodziło czterech Niemców. Moja mama pracowała przy Żydach, dobrze znała ich język to i Niemiecki mogła zrozumieć. To te Niemce przychodziły do nas na placki kartoflane. Raz przychodzą, patrzą - kołyska w domu. Kołyska i małe dziecko. Pytają skąd to dziecko? Co było robić - mama mów, że siostra zmarła i została sierota sama, to pojechała, przywiozła i jest. Oj, to zaraz jeden z tych Niemców mówi, że takie malutkie dziecko zostawił w domu. To te Niemce nad tym dzieckiem skakali, kołysali. Żeby oni wiedzieli, że to Żydziuk, to nie wiem co by było. No i to dziecko było u nas przez trzy miesiące.

 


Wspomina Aniela Radzewicz



Moja rodzina mieszkała wtedy w żydowskim domu, w kwaterynie. My, jak to dzieci bawiliśmy się z żydowskimi dziećmi. Mogliśmy wtedy też dużo widzieć. Wiosną były tak zwane Kuczki. Oni mieli taką szopę wybudowaną, taki dach, tam nie było podłogi, a czyściutko tam było! I w tej szopie się modlili. Tamten dach, to był oywierany, a przy drzwiach było takie jakby blaszane pudełko i oni na nim swoje pocałunki i modlitwy zostawiali.
A w synagodze to były najważniejsze uroczystości. Raz w roku było takie święto i wtedy z bóżnicy szli nad rzeką i wytrząsali grzechy ze wszystkich kieszeni i topili je. To była ich taka ogólna spowiedź. Bo tutaj, co dziś jeden most, to były dwa mosty. Jeden szedł prosto do kuźni, a drugi był wzdłuż. Tutaj za hotelem, był jeden krótszy most, a drugi drewniany dłuższy. To tam chodzili. I tam, gdzie dzisiaj straż pobudowana, to tam była piękna szeroka rzeka.

 

 


Teresa Rugienis Witkowska

 

Dwa razy w roku u nas odbywały się takie wielkie uroczystości rodzinne, tatuś wtedy grał, a wszystkie panie przepięknie śpiewały pieśni patriotyczne. Byłam wtedy malutka, ale bardzo dobrze to zapamiętałam.  Mamusia często wspominała swoją młodość. Opowiadała, że mieszkała w takim domku z ganeczkiem. Panienki i chłopcy zbierali się na tym ganku i letnią porą przepięknie śpiewali, długo, długo. Głosy ich niosło po całej rzece. Mogli tak prześpiewać wieczór i całą noc. Kiedyś w ogóle ludzie więcej śpiewali i to nie tylko dorośli, ale też młodzież. Tu przyrynku sklepy i domy były żydowskie. Nasz dom rodzice kupili od Żyda, który nazywał się Lebiedun. Wcześniej to był piękny zadbany dom, w którym mieściły się sklepy. Sejny w ogóle żyły z handlu. Tatuś mój musiał walczyć o ten dom, gdyż zamierzali go również kupić księża. Udało się kupić tatusiowi ten dom w 1930 roku. Najpierw jednak moi rodzice mieszkali w pałacu biskupim, tatuś znał stolarstwo i dzięki temu przeżył wojnę, miał dobry zawód. Otworzył zakład stolarski z tyłu pałacu biskupiego i robił różne usługi dla wojska. Ale chyba wiedział, że z handlu lepiej żyć. Rodzice przeprowadzili się na krótki czas do domu, o którym mówi się, że tam zatrzymał się Napoleon, dlatego nazywany jest domem Napoleona. Potem kupił dom, w którym mieści się
dziś "Subiekt". A ze wspomnień sąsiedzkich....Wszyscy sąsiedzi, którzy mieszkali na górze spotykali się na wspólnych uroczystościach. Były ciasta, poczęstunek, to widać na starych fotografiach. Było jakieś piękne zrozumienie między sąsiadami. Pamiętam, tatuś grał na skrzypcach, a i stryj, który przyjechał z Kanady, również grał na skrzypcach. Mam zdjęcia, na których jest mój tatuś występujący w teatrze, bo życie teatralne w szkołach organizował pan Józef Klimko - to był wspaniały człowiek.


Wszystkie fragmenty wspomnień mieszkańców Sejn pochodzą z książki "Kroniki sejneńskie"


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

LATO W POGRANICZU 2019

Od września Dwór w Krasnogrudzie czynny od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00.

W soboty i niedziele po uprzednim kontakcie telefonicznym

Bożena Bartosiewicz: tel. 603 123 743

PROGRAM

 

Koncert Finałowy Orkiestry - Lato w Pograniczu 2019. Galeria zdjęć


IRENA VEISAITĖ

Człowiek Pogranicza 2019

 

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego

Kup płytę Orkiestry

Rodzinne Skarby. Kolekcja Filmowa. 2019

 

 

WYSTAWY

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI