Wszystko jest takie, jak na początku. Staroobrzędowcy z podsuwalskich wsi starają się tak żyć, jak żyli ich przodkowie

Mieli być wobec mnie nieprzyjemni. Ba, ostrzegano nawet, że pogonią mnie z widłami wykrzykując, że to przez takich jak ja, dla których tylko technika i postęp się liczy, zdarzają się największe nieszczęścia świata. A jeśli przyznam się, że jestem katoliczką, to nic mi nie powiedzą na temat swojej wiary, obrzędów, czy życia prywatnego. Tak opisywano mi staroobrzędowców. Okazało się, że jest zupełnie inaczej.


Niedawno w Domu Pracy Twórczej w Wigrach otwarto wystawę wiekowych ikon staroobrzędowych pt. "Eikon staroobrzędowy”. Podziwiając piękno prezentowanych dzieł postanowiliśmy podpatrzeć jak żyją współcześni staroobrzędowcy mieszkający na Podlasiu.
W położonych obok siebie wsiach Gabowe Grądy i Bór, gdzie mieszkają starowiercy, chętnie opowiadano o swojej religii, obyczajach. Okazało się, że na tym terenie nie ma już rodziny, w której wszyscy byliby starowierami. Coraz więcej jest rodzin mieszanych, gdzie są i katolicy, i prawosławni. Powoli zaciera się stereotypowe postrzeganie ich jako zamkniętej społeczności.
- Prawosławni i katolicy inaczej się modlą - mówi pani Stefania Iwanow, starowierka z Gabowych Grądów. - U nas trzy palce prawej ręki, czyli kciuk, serdeczny i mały, muszą być połączone na znak Trójcy Świętej, a środkowy i wskazujący lekko skrzyżowane symbolizując krzyż, na którym umarł Chrystus. Żegnamy się też zaczynając od prawej strony, a nie jak u katolików na lewo. Chrystus stoi po prawicy Boga. Jest tak, że anioł stoi po prawej stronie, a diabeł po lewej.
Inaczej też u nas wygląda kupiel, czyli chrzest. W czasie chrztu dziecko trzeba trzy razy zamoczyć w wodzie, a nie tak jak u katolików, tylko pokropić główkę. Jeśli do chrztu idzie dorosły człowiek, to powinien być zanurzany trzy razy w rzece. Nawet zimą chrzci się trzema wiadrami wody, pomimo tego, że jest zimna. Trzy wynurzenia z wody symbolizują przyjęcie tego, że Chrystus zmartwychwstał trzeciego dnia. Do chrztu służy tylko prawdziwa woda - ze studni albo z rzeki. Żadna przegotowana, czy ze sklepu, bo to martwa woda.
- Jeśli matka albo ojciec dziecka jest innej wiary, a nie jest starowierem, nie może ubierać dziecka do chrztu, ani trzymać go w molennie (świątynia staroobrzędowa) - opowiada Zenona Ancipow, pracownica świetlicy i biblioteki w Borze. - Mój syn ożenił się z katoliczką. To dobra dziewczyna. Urodziło im się dziecko. Ze względu jednak na naszą religię i tradycję, jako katoliczka nie mogła ubierać ani trzymać dziecka podczas chrztu. Robiłam to ja, jako babcia.
- Różnica między staroobrzędowcami a katolikami polega też na tym, że np. katolików po śmierci chowa się zupełnie inaczej - mówi Stefania Iwanow. - U nas krzyż na grobie stawia się w nogach, żeby człowiek, kiedy przyjdzie sąd ostateczny, miał krzyż przed sobą i zwracał się do Pana Boga. Wiadomo też, że piekło jest pod morzem i pod ziemią, a koniec świata nastąpi wtedy, kiedy nie będziemy na niego oczekiwać. Kiedy to będzie, wie tylko jeden Bóg.
Ołtarz w domu
W każdym domu powinien być też ikonostas, czyli miejsce, gdzie stoi ikona.
- Ikona w domu powinna stać we wschodnim rogu - wyjaśnia Józef Jonik, sołtys Gabowych Grądów. - Dlatego, że od wschodu przyjdzie Chrystus. Wschód słońca jest symbolem nadejścia czegoś nowego - życia, światła, nadziei. W Kościele katolickim nie jest ważne w jaki sposób postawiony jest budynek, z której strony jest ołtarz. U nas jest to ściśle określone.
Znawcy religii staroobrzędowej twierdzą, że kiedyś starowiercy musieli zakrywać ikony stojące w domu, kiedy chcieli zapalić fajkę, papierosa czy uprawiać seks.
- U nas w domu nie palimy papierosów, więc nie ma potrzeby zasłaniania ikony - stwierdza Maria Jewalekimow, mieszkanka Boru. - Poza tym, najczęściej ikony i krzyże stoją w kuchni, a do "robienia dzieci” służy sypialnia - śmieje się pani Maria.
Ikony staroobrzędowców nie mogą być pisane przez przypadkowych ludzi ani przez osoby wyznania prawosławnego. Są specjalnie sprowadzane z Rygi i pisane przez staroobrzędowców. Ikony starowierców i prawosławnych bardzo różnią się od siebie.
Mgr Joanna Tomalska, starszy kustosz Muzeum Podlaskiego w Białymstoku twierdzi, że ikony staroobrzędowe nie bez powodu uważa się za najbardziej ortodoksyjne, najwierniejsze wobec kanonów i tradycji spośród ikon rosyjskich późnego okresu. Uduchowione, smukłe postacie świętych, umieszczone na przesyconych mistycznym światłem deskach - to tylko najbardziej zewnętrzne, najbardziej widoczne cechy tych dzieł. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, jak dalece skomplikowany był proces tworzenia owych ikon i jak bardzo różnił się od sposobów malowania w zachodnioeuropejskim kręgu kultowym.
- Ikony nie są malowidłami świeckimi, nie służą do ozdoby - mówi Zenona Ancipow. - Maluje się je z myślą o tym, że ludzie będą się przed nimi modlić. Ikony powinny być wrotami prowadzącymi do modlitwy.
Oprócz kształtów w ikonach bardzo ważne są również kolory, które współtworzą umowne sygnały i znaki.
- Kolor niebieski oznacza niebo, duchowość, mistycyzm - mówi kustosz Joanna Tomalska. - Zielony - to życie, płodność, bogactwo wewnętrzne, wieczna młodość. Brąz to ziemia, materia i ubóstwo. Kolor czerwony oznacza życie, krew, piękno i czystość. Biel - boskość, czystość, niewinność. Złoto jest równoznaczne ze świętością, czcią, niezniszczalnością i chwałą bożą.
W domu rozmawiamy po "naszemu”
- W domu staramy się rozmawiać "po naszemu” - mówi Zenona Ancipow. - To taka mieszanka rosyjskiego i polskiego - tłumaczy. Chociaż, jak teraz obserwuję, dzieci, które przychodzą do świetlicy, którą prowadzę, coraz rzadziej rozmawiają między sobą "po naszemu”. Najczęściej używają języka polskiego. W szkołach też mają zajęcia po polsku. Nasze dzieci wyjechały do miast i na co dzień rozmawiają inaczej. Ich dzieci też nie mówią "po naszemu”.
Staroobrzędowcy wyglądają dziś trochę inaczej niż kiedyś. Pani Zenona wspomina, że dawniej długie brody u mężczyzn były obowiązkowe. Nie mogli oni się golić, ani podcinać bród. Jakim stworzył Ciebie Pan Bóg, takim masz siebie zaakceptować i nie zmieniać tego. Taki sam rygor dotyczy kobiet. Żadnego ścinania i malowania włosów, makijażu na twarzy, czy lakieru na paznokciach. Teraz jest z tym różnie. Mąż pani Zenobii, który ma około 60-ciu lat, twierdzi, że jest jeszcze za młody na hodowanie brody.
Kiedyś staroobrzędowcy nie robili sobie zdjęć. Uważali, że zostali stworzeni na podobieństwo Boga i nie powinni powielać Jego dzieła. Zauważają też, że na przestrzeni lat zmieniły się relacje między nimi a ludźmi innego wyznania.
- Niegdyś kontakty między nami a ludźmi innych wyznań były bardziej konserwatywne - zapewnia Maria Jewalekimow.
Przy studniach przymocowywano metalowe kubki dla spragnionych gości, żeby nie musieli wchodzić do domu i pić z naszych naczyń. Bo, jeśli napił się ktoś inny niż staroobrzędowiec, kubek był skażony. Teraz jest zupełnie inaczej. Staroobrzędowcy piją z tych samych naczyń i nie ma różnicy, czy to starowier czy katolik, czy jeszcze ktoś inny. Może sporadycznie słyszy się jeszcze o starszych ludziach, którzy praktykują tego typu tradycję. Zdarza się nawet, że nie siadają do jednego stołu z człowiekiem innego wyznania albo zabierają ze sobą w gości własne sztućce, czy naczynia.
W spódnicy do kostek
Każdy ma też prawo wstępu do molenny. Trzeba tylko uszanować kilka zasad. Mężczyźni nie mogą mieć nakrycia na głowach. Kobiety zaś powinny mieć na głowach chustki, długą spódnicę do kostek i bluzkę z rękawem do dłoni. Warto pamiętać, że nie zawsze można robić zdjęcia wewnątrz świątyni. Najlepiej zapytać o pozwolenie.
Z perspektywy czasu inaczej wygląda też rola kobiety i mężczyzny w życiu staroobrzędowców.
- Oooo, kiedyś to kobieta nie miała nic do powiedzenia - mówi pani Jewalekimow. - Była gospodynią domową i rodziła dzieci. Mężczyzna szedł do lasu pracować przy drzewie i wracał po tygodniu albo nawet i po miesiącu pracy. Z pieniędzmi albo i bez - śmieje się.
- To były czasy - przekomarza się mąż Wasilij Jewalekimow. - A najzabawniejsze, że i nikt nie narzekał i dobrze było. Pamiętam jak mój ojciec, też Wasilij, opowiadał, jak z kolegami pracowali jako drwale. Ciężka to była robota i ciągle poza domem. I nieważne, czy to lato, czy zima. A sprzętu takiego jak dzisiaj nie było. Tylko siekiery i piły.
W dzisiejszych czasach nie ma już różnicy kto pracuje. Ważne, żeby były pieniądze na życie. Mieszkańcy obu wsi zgodnie twierdzą, że bardzo zmieniło się też podejście do osób innego wyznania w rodzinach. Te zmiany wymusiło życie.
- Moja synowa była pierwszą katoliczką w rodzinie - wspomina Julita Sidorow z Suwałk. - Na początku, jak się tylko dowiedziałam, że spotyka się z katoliczką, byłam przerażona. Jej ojciec, a mój kolega, powiedział mi, że syn chodzi do jego córki. Ocenił, że dobry z niego chłopak, nic mu z domu nie zginęło i że chyba nasze dzieci się kochają. Chciałam ich rozdzielić. Nawet wysłałam syna do wojska, żeby mu utrudnić widzenia z synową. Ale nic to nie dało. On i tak ciągle kombinował i poświęcał jej cały swój wolny czas. Z czasem doszłam do wniosku, że moja walka nie ma sensu. Najwidoczniej tak miało być. Dzisiaj jest bardzo dobrze. Mamy w rodzinie więcej katolików. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Dzisiaj po prostu to się dzieje.
Zenona Ancipow również ma katolików w rodzinie. Na początku ciężko było przyzwyczaić się do takiej sytuacji, bo jej religia zabrania łączenia wyznań. Dziś jednak sądzi, że najważniejsze jest jakim człowiekiem jesteś, a nie jakiego wyznania.
- Staroobrzędowcem może zostać każdy - mówi Józef Jonik. - Wystarczy przyjąć nasz chrzest. Ja natomiast uważam, że każdy powinien żyć w wierze, w jakiej się urodził i został wychowany. Ale z tym może być różnie. Czasem ludzie dosyć późno dochodzą do różnych wniosków. Trzeba pamiętać, że starowierstwo to coś zupełnie innego niż prawosławie czy katolicyzm. Tutaj nie zmienia się elementów wiary dla własnych potrzeb. Tutaj nie ma znoszenia i ustanawiania nowych praw, nakazów. Wszystko jest takie, jak na początku.

Agnieszka Sakowicz, "Gazeta Współczesna"
7 lipca 2005


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

LATO W POGRANICZU 2019

DWÓR W KRASNOGRUDZIE

1 września ostatnia niedziela ze zwiedzaniem w godz. 10.00 - 16.00

Od 2 września Dwór czynny od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00.

W soboty i niedziele po uprzednim kontakcie telefonicznym

Bożena Bartosiewicz: tel. 603 123 743

PROGRAM

 

Koncert Finałowy Orkiestry - Lato w Pograniczu 2019. Galeria zdjęć


IRENA VEISAITĖ

Człowiek Pogranicza 2019

 

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego

Kup płytę Orkiestry

Rodzinne Skarby. Kolekcja Filmowa. 2019

 

 

WYSTAWY

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. wyniosła 66.006,31 zł.

W 2018 roku Fundacja uzyskała również kwotę 16.106,30 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.131,31 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI