Życie ze starym obrzędem

Dorota Wysocka, Przegląd Prawosławny nr 11/2002

- To zwieńczenie mojej drogi naukowej, potwierdzenie sensu pasji, która pochłonęła największą część mojej energii i najszczęśliwszy chyba dzień mojego życia - powiedział Eugeniusz Iwaniec, gdy 1 października, podczas imponującej ceremonii, rektor Uniwersytetu Łódzkiego wręczył mu uroczyście dyplom, potwierdzający uzyskanie tytułu doktora habilitowanego.


Otrzymał go za rozprawę "Droga Konstantyna Gołubowa od starowierstwa do prawosławia. Karty z dziejów duchowości rosyjskiej drugiej połowy XIX wieku", ale i za cały dotychczasowy dorobek naukowy.

Jest on naprawdęduży (kilkadziesiąt pozycji), chociaż skupiony wokół jednego wątku - dziejów oraz kultury duchowej i materialnej staroobrzędowców w Rzeczypospolitej.

Trafili oni na nasze ziemie, uciekając przed prześladowaniami, jakimi w Rosji w XVII wieku i później poddano tych, którzy nie pogodzili się z reformami patriarchy Nikona. Mieszkali w okolicach Suwałk, Sejn, Augustowa i na Mazurach, gdyż w XIX w. spora ich grupa osiedliła się w Prusach. Przywędrowali tu wraz ze swoimi starymi księgami, obyczajami, których nie chcieli zmienić i głęboką pobożnością. Długo się nie asymilowali. Otoczenie postrzegało ich jako ludzi żyjących w odmiennym, archaicznym świecie.

- Widziałem jeszcze ten świat - opowiada prof. Iwaniec. - Znam go nie tylko z książek, dokumentów, wspomnień. Poznałem go, gdy wciąż był żywy, gdy tradycja wyznaczała rytm życia całych wsi. Ci ludzie, zwłaszcza starsze pokolenie, przyjęli mnie życzliwie, otworzyli się przede mną. Mogłem więc prowadzić prawdziwe badania terenowe. Okazało się, że wszystko co wcześniej robiłem, przygotowywało mnie do nich.

Pochodzę z Polesia. Urodziłem się 1931 roku w Kosowie. Na własne oczy widziałem, jak obok siebie żyli ludzie trzech kultur - prawosławnej, katolickiej i żydowskiej. Różnorodność była czymś naturalnym.

Zanim zacząłem w Łodzi studia na filologii rosyjskiej, ukończyłem gimnazjum fotograficzne. Zdjęcia robiłem profesjonalnie.

Promotor mojej pracy magisterskiej, prof. Rzeszowski, zaszczepił mi miłość do literatury staroruskiej, nauczył łączyć literaturę z historią i pierwszy zapoznał z postacią protopopa Awwakuma, głównego ideologa staroobrzędowców.
Zawsze uprawiałem sport. Biegałem w kadrze płotkarzy, działałem w Łódzkim Klubie Sportowym.
W 1963 r. pojechałem do zamieszkałej przez staroobrzędowców wsi, do Gabowych Grądów pod Augustowem. Towarzyszyłem z aparatem fotograficznym dziennikarzowi pisma "Russkij gołos".
Zainteresowali mnie ci ludzie i kiedy w tym samym roku prof. Bohdan Baranowski zachęcił mnie do robienia doktoratu (pracowałem na uniwersytecie jako lektor języka rosyjskiego), pomyślałem: to może staroobrzędowcy?
Zapuściłem brodę i po raz pierwszy pojawiłem się w Wojnowie na Mazurach. Zaszedłem do cerkwi. Proboszczem był wtedy o. Aleksander Makal. Przywitała mnie matuszka Irena, najpierw sucho i podejrzliwie, a po rozmowie - serdecznie. Na resztę życia stali mi się niczym druga rodzina. Oni też przed przyjazdem na parafię niewiele o tym środowisku wiedzieli. Dowiedziałem się od o. Makala wielu ciekawych rzeczy i jemu znosiłem opowieści o ludziach.

Bo ci ludzie, jak już powiedziałem, chcieli ze mną rozmawiać. Przydała się doskonała znajomość języka, także cerkiewnosłowiańskiego. Ważne było, że samodzielnie prowadziłem dokumentację fotograficzną. Dzięki kondycji, jaką dał mi sport, mogłem wędrować pieszo długie kilometry od wsi do wsi.
W wielu nie było jeszcze elektryczności. Ich mieszkańcy chodzili spać o zmroku, posługiwali się prymitywną techniką, zachowywali dawne tradycje żywieniowie. I długo się modlili.

Na uczelni chciano, bym swoje badania koncentrował na kulturze materialnej, ale mnie pociągała duchowość.
Doktorat, który obroniłem w 1970 roku, był bardzo rozbudowany. Można było z niego wydzielić co najmniej dwie inne prace. W 1977 r. ukazał się jako książka "Z dziejów staroobrzędowców na ziemiach polskich". To wciąż podstawowa lektura dla wszystkich zainteresowanych tematem, ceniona w świecie naukowym i szanowana przez środowiska staroobrzędowe poza granicami. Wywarła wpływ na badania naukowe także w ojczyźnie staroobrzędowców.

W Związku Radzieckim poznałem i zdobyłem zaufanie staroobrzędowców, którzy oddali wielkie zasługi nauce. Należał do nich Michał Czuwanow, kolekcjoner starych ksiąg i ikon, który prowadził ze mną długie rozmowy w swoim małym domku pod Moskwą, czy Iwan Zawołoko, absolwent uniwersytetu w Pradze, wieloletni zesłaniec, człowiek, który odnalazł rękopis W protopopa Awwakuma i przekazał go bezinteresownie do leningradzkiego Domu Puszkina, a ze mną przekonsultował całe rozdziały mojej drugiej książki, oraz wiele innych wspaniałych osób.

To oni dostarczali mi literaturę, pozwolili zdobyć wiedzę i zgromadzić bibliotekę.
Mam największą w Polsce bibliotekę dotyczącą starowierstwa. Książki, pisma, listy, pamiętniki, dokumenty. To często dary, ale wiele z nich kupiłem za poważne pieniądze. W sensie materialnym właściwie niczego innego się nie dorobiłem. Wszystko pochłonęła biblioteka.
W swojej dziedzinie czuję się ekspertem. W XIX wieku czy w okresie międzywojennym pisano w Polsce na ten temat nieliczne artykuły, współcześnie powstają głównie prace wycinkowe, poświęcone ikonom, architekturze, literaturze, językowi itp. Większość opiera się na moim dorobku, niekiedy wręcz rozszerza wątki, które ja tylko zasygnalizowałem.
Moja rozprawa habilitacyjna także daje szeroki obraz dziejów staroobrzędowców na Mazurach i w Rosji. Jej główny bohater, Konstantyn Gołubow, to wychowanek Pawła Pruskiego, przełożonego męskiego monasteru w Wojnowie, potem założyciel drukarni w niedalekim Piszu, twórca pisma, autor wielu polemicznych artykułów, obrońca starego obrządku, który zdecydował się, wraz ze swym opiekunem duchowym, powrócić do prawosławia, został jednowiercą i przyjął święcenia kapłańskie. Pod jego wpływem pozostawał Dostojewski, miał on być nawet głównym bohaterem jego książki. Ostatecznie jego cechy i myśli rozpoznać można w "Biesach". Żeby opowiedzieć o tej niezywkłej postaci, musiałem przedstawić spory rozdzierające społeczność staroobrzędową od wewnątrz, stosunek do niej prawosławnego otoczenia, główne idee epoki.

Nie mogłem ograniczy się do jednej dyscypliny naukowej. Zaprezentowałem się jako filolog, historyk, historyk idei, a nawet bibliolog.
Mam zgromadzony przebogaty materiał folklorystyczny, na przykład nagrania pieśni, których już nigdzie nie da się usłyszeć. Gdyby znalazł się sponsor, można by je bardzo szybko wydać. Mam też lamenty ludowe. Jako pierwszy w Polsce spisałem wiersze duchowne, specyficzny gatunek oparty na wątkach zaczerpniętych z Biblii i żywotów świętych. Te zbiory już się nie powiększają.

Nie żyje już pokolenie, które tak serdecznie mnie przyjmowało. Młodzi są inni. Staroobrzędowcy z Mazur wyjechali do Niemiec, w Wojnowie zostało tylko kilka rodzin, z Suwalszczyzny wiele rozjechało się po kraju. Przyjeżdżają w rodzinne strony na wakacje, chrzczą tutaj dzieci, ale obyczaje wszędzie się rozluźniły. Brakuje im charyzmatycznego przywódcy, który by ich skupił, nie ma idei, która by ich jednoczyła. Trzymali się razem, w izolacji, gdy byli prześladowanym Kościołem. Teraz nikt ich nie prześladuje, za to w zachowaniach, w poglądach nastąpiła szalona przemiana.
Ale nawet obserwowanie procesu rozpadu tej społeczności może być cennym tematem badawczym.
Staroobrzędowcy powinni być nadal przedmiotem uważnych studiów. Ważne jest to zwłaszcza dla prawosławnej społeczności. Zrozumienie istoty starego obrzędu może pomóc uchwycić istotę prawosławia.


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Od 1 września

Dwór Miłosza w Krasnogrudzie

czynny od poniedziałku do piątku 10.00 - 16.00

 

 

 

 Instytucja współprowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

 

  Instytucja Kultury Województwa Podlaskiego

 

IV Kongres Archiwistyki Społecznej

"Krasnogrudzkie Archiwum Pogranicza. Opowieść Małgorzaty Sporek-Czyżewskiej" 

 

  

 

SEJNEŃSKA KSIĘGA BAŚNI- OPOWIADA POMYSŁODAWCZYNI BOŻENA SZROEDER

 

,,Atlas Sejneńskiego Nieba" 

wystawa Małgorzaty Dmitruk, Biała Synagoga

 

  

,,Żegaryszki II i Inne" 

wystawa Krzysztofa Czyżewskiego, Krasnogruda, aleja Gabrielii

 

 

  

 

 

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele, kochani Rodzice, Sąsiedzi, Goście Sejn i Krasnogrudy, 

Bardzo zachęcamy do wsparcia Fundacji Pogranicze 1%-em Waszego podatku. Pomoc taka dla nas w dzisiejszych czasach jest jedną z możliwych dróg utrzymania naszego miejsca.  

Jak można przekazać 1% swojego podatku dla Organizacji Pożytku Publicznego jaką jest Fundacja Pogranicze? W zeznaniu podatkowym należy wpisać KRS Fundacji Pogranicze: 0000178248.

 

 

 

 

 

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. wyniosła 88.736,29 zł.

W 2020 roku Fundacja uzyskała również kwotę 9.545,20 zł w formie wpłat z 1% podatku oraz 5.667,98 z tytułu zbiórki publicznej nr 2018/2901/OR.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI